Kanał Rss
Content
Względność ubóstwa
15 września 2012

Gdy jakieś dobro jest dostępne na co dzień, to w pewnym sensie staje się ono niewidzialne. Luksus, gdy nie ma żadnych problemów z dostępem do niego, będzie tylko szarą rzeczywistością.
Za przykład może posłużyć energia elektryczna. Niewykluczone, że nieraz zdarzyło się Szanownemu Czytelnikowi doświadczyć przerwy w dostawie prądu. Gdy już zapadł zmrok i cały dom ogarnęła ciemność, wtedy wdziera się zamieszanie. Ale nie chodzi tylko o błądzenie po omacku, poszukiwanie świeczek i latarek czy nawoływanie innych domowników. Występuje tu również inny rodzaj zamieszania, związanego z nadmiernym zaaklimatyzowaniem się w środowisku, w którym prąd elektryczny jest dostępny cały czas. Często, nawet mimo świadomości braku prądu, ludzie i tak próbują włączyć światło, telewizor albo komputer. Powstaje atmosfera zagubienia i zniecierpliwienia. W takim amoku człowiek czuje się, jakby stracił coś elementarnego – coś, co jest mu absolutnie niezbędne do życia. Jest to przykre, ponieważ około dwa miliardy ludzi nie ma w ogóle dostępu do prądu. Ba! Opatentowana w 1880 roku przez Thomasa Edisona masowa dystrybucja energii elektrycznej jest stosunkowo młodym wynalazkiem. Musimy być świadomi, że przez tysiące lat ludzie żyli bez niego.Jako obywatele Polski często nie jesteśmy zadowoleni z warunków, w których bytujemy. Nie podoba nam się rynek pracy. Uważamy, że pensja minimalna jest za niska, zaś stopa bezrobocia za wysoka. Chcemy obniżenia podatków i rozwoju przedsiębiorczości w kraju. Jesteśmy rozczarowani sposobem, w jaki funkcjonuje ZUS i boimy się o to, czy w ogóle dostaniemy jakąkolwiek emeryturę. Denerwują nas decyzje rządu oraz biurokracja i bałagan w urzędach.
Narzekając, jesteśmy cały czas zapatrzeni na Zachód. Chcemy tamtych pensji. Zazdrościmy tamtejszej gospodarki. Widzimy przemysł, wytwarzający wysokiej jakości produkty. Podziwiamy tamtejsze równe drogi i autostrady.
Istnieje mnóstwo przywilejów, których nam brak. Trzeba tu podkreślić, iż w sprzeciwie wobec złego stanu rzeczy nie ma nic złego. Jeżeli tylko spoglądanie na innych nie przerodzi się w chorobliwą zazdrość, to dążenie do zrównania naszych warunków życiowych z wyższym standardem jest jedynie zdrową oznaką postępu. Problem polega bardziej na tym, że troszkę się pogubiliśmy, patrząc jedynie „do góry”, podczas gdy przydałoby się czasem spojrzeć także i „w dół”. Tracimy poczucie naszego położenia w świecie, marnując cenny czas oraz energię na bezsensowne narzekanie.
Bywa, że szukamy rozwiązań problemów, które okazują się mało istotne, gdy popatrzymy na nie z dalszej perspektywy. W jakimś programie „interwencyjnym” mocno otyły pan żali się, odpalając jednocześnie papieros od papierosa, że ma za małą rentę i nie starcza mu na jedzenie dla dziecka i żony. Stacje regionalne dokumentują zwady sąsiadów o działki, zabudowania i wpisy do ksiąg wieczystych, które tak naprawdę wcale nie są kwestią życia i śmierci, a dałoby się je zakończyć w 5 minut za pomocą prostej, otwartej rozmowy. Podczas wieczornych talk-shows poruszane są „ważne” problemy, takie jak 16-latek łapiący dziewczyny za tyłki albo kobieta nie zmywająca makijażu przez dwa tygodnie. Polityczne debaty to pozbawione kultury przekrzykiwanie się o afery, które istnieją tylko po to, aby odwracały uwagę. Przeżywamy różne wydarzenia sportowe. Jesteśmy sfrustrowani naszą reprezentacją piłkarską. Ale czy te oraz inne problemy naprawdę mają jakiekolwiek znaczenie?
Niekoniecznie. Niektórych może oburzyć stwierdzenie, że nawet samotna matka pozbawiona praw do zapomogi od państwa i pracująca za 1500 złotych na trójkę dzieci jest we względnie dobrej sytuacji. Faktem jest, że żyjemy w wyjątkowych czasach oraz w wyjątkowym miejscu, które stwarzają nam wyjątkowe warunki do życia. Przytoczony w tym eseju przykład szeroko dostępnej energii elektrycznej to tylko pierwszy z brzegu dowód potwierdzający tą tezę. Mamy mnóstwo innych przywilejów które dla wiele innych ludzi są po prostu poza wszelkim zasięgiem.
Sięgnijmy do statystyk. Około 1,3 miliarda ludzi żyje za mniej niż równowartość 1 dolara USA dziennie, zaś 3 miliardy (czyli niemalże połowa ludzkości) za mniej niż dwa dolary. 80% ludzkości żyje za mniej niż 10 dolarów dziennie. 1,3 miliarda ludzi nie ma dostępu do czystej wody. 40% ludzkości nie może korzystać z urządzeń sanitarnych. Szacuje się, że około 800 milionów ludzi żyjących w krajach rozwijających się jest stale niedożywionych. Połowa spośród 2,2 miliarda dzieci na całym świecie żyje w ubóstwie. Ogólnie 4/5 świata stanowią ubogie kraje rozwijające się, pozostała 1/5 to kraje uprzemysłowione do których przynależy Polska.
Ubóstwo jest względne. Nawet ci żyjący za 10 dolarów dziennie są bogaczami dla tych, którzy żyją za jednego dolara. Czasami można odnieść wrażenie, że wielu ludzi w naszym społeczeństwie nie jest świadomych tej względności, naszego faktycznego położenia oraz potrzeb i spraw prawdziwie ważnych.
Po co ten tekst? Czy jest on po to by zniechęcić Szanownego Czytelnika do bogacenia się i nakłonić do rozdania wszystkiego, co posiada, biednym – niczym Dobry Samarytanin? Nie do końca, ale jeżeli Szanowny Czytelnik zdecydowałby się tak uczynić, to byłby to wielce szczytny gest. Osobiście wolałbym, aby świat próbował nadal rozwijać się w sposób niezależny, zaś dobrobyt sam rozprzestrzeniał wraz z tym rozwojem. Chodzi tu raczej o ukazanie świata takim, jaki jest, o czym niektórzy nie wiedzą lub wiedzieć nie chcą. Właśnie owa świadomość, poszukiwanie obiektywnej wiedzy oraz dobieranie sobie problemów naprawdę istotnych najlepiej służy temu rozwojowi. Można zacząć od podarowania sobie błazenady w telewizji.

Konrad Łuszczki

(fot. DrabikPany)

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Na plan filmowy od garkuchni

Praca statysty nie jest zwykłym zajęciem. Ani – wbrew pozorom – łatwym, bo chociaż nie potrzeba specjalnych predyspozycji, zapanowanie nad...

Close