Kanał Rss
Content
Wywiad z Jaremą Klichem
11 czerwca 2012

Latynoamerykańskie dźwięki gitarowe, połączone z zabawnymi, oryginalnymi fabułami – to wszystko odnajdujemy w “Portrecie Briana Brei” – zbiorze opowiadań autorstwa jednego z najbardziej znanych muzyków wrocławskich.

Jest to debiut literacki Jaremy Klicha, muzyka cenionego zarówno w kraju jak i za granicą, a także wykładowcy Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Autor sprawnie przemyca muzykę między wierszami, burząc uładzony wizerunek muzyka klasycznego poprzez wplatanie przezabawnych i dość szokujących refleksji oraz doświadczeń m.in. z podróży, jakie odbył koncertując na całym świecie.

Ma pan za sobą zawrotną ilość koncertów, także w najdalszych zakątkach świata, jak Indonezja, Tajlandia, Singapur czy Chile. Czy któryś z koncertów zapadł Panu szczególnie w pamięć?

– Na pewno nigdy nie zapomnę koncertu podczas festiwalu Jackart w Indonezji. Publiczność wprost szalała, podczas przerwy usłyszeliśmy od organizatorów, że „musimy po koncercie natychmiast schować instrumenty, bo widzowie mogą wtargnąć na scenę, chcąc być bliżej muzyków”. Niestety tak się nie stało, a szkoda – mógłbym nawet poświęcić swoją gitarę dla posymbiozowania z tamtą publicznością. Nigdzie nie spotkałem się z taką otwartością i spontanicznością widowni.

Czy opowiadania, zawarte w książce „Portret Briana Brei” są inspirowane jakimiś doświadczeniami z tras koncertowych?

– W opowiastkach dominuje tematyka muzyczna, jednak odmalowana w dość groteskowy sposób. Oczywiście, inspiracji z tras jest wiele. Wraz z Krzysztofem (Pełechem – przyp. red.) tworzymy bardzo zgrany duet, nie tylko gitarowy. Bywało, że urozmaicaliśmy sobie podróże w sposób zupełnie niepoważny. Kiedyś np. zostawialiśmy w pokojach hotelowych lub garderobach wycinki ze „świerszczyków”, wyobrażając sobie reakcje osób, które je odnajdą. To było szczeniackie, żenujące… Ale ubaw po pachy 😉 Czy nie należy śmiać się z tego, z czego tylko można? W jednym z opowiadań można znaleźć odniesienie do tej historii.

Skąd pomysł na wydanie opowiadań?

– Wszystko zaczęło się od audycji RAMbitna godzina, prowadzonej przez Krzysztofa Pełecha – współtwórcy płyty dołączonej do opowiadań. Najpierw czytałem te historyjki w radiu i ich objętość limitował radiowy porządek. Urozmaicone audycje cieszyły się dużym zainteresowaniem, stąd pomysł wydawnictwa MARINA na wydanie książki.

Płytę dołączyli Państwo jako akompaniament do opowiadań?

– Płyta może stanowić akompaniament do ich czytania, ale to oddzielne baśnie. Nagraliśmy ją w latach 90-tych, spotkała się wówczas z bardzo dobrymi opiniami recenzentów. To wartościowa muzyka. Latynoamerykańskie i filmowe frazy są lubiane. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Pana literacki debiut to nie tylko duża dawka humoru wypływająca z opowiadań i relaks przy dobrej muzyce, ale również zbiór ciekawych, oryginalnych rysunków…

– Autorką rysunków jest wrocławska malarka i pesymistka Kasia Klich. Tematyka muzyczna jest często widoczna w jej pracach. W książce „Portret Briana Brei” są jej niezależne rysunki, niektóre powiązane z treścią opowiadań, inne pozostawione swobodnej interpretacji odbiorcy.

Jakie są pana plany na przyszłość, zarówno literackie jak i muzyczne?

– Obecnie spełniam się jako pedagog. Praca na uczelni oraz w szkole muzycznej daje mi dużo satysfakcji. Chciałbym też pisać – bo pisanie to frajda. Doskonali język, a językiem się myśli. W przyszłości planuję napisać książkę o relacjach uczniów z pedagogiem. Obecnie zbieram materiały, podsłuchuję swoich podopiecznych i poszukuję perełek, a jest ich niemało. Przy okazji zachęcam do edukowania dzieci w kierunku muzycznym, szczególnie w grze na gitarze, będącej chyba najbardziej uniwersalnym instrumentem, obecnym w każdym gatunku muzycznym. Niemal każdym.

(pytania zadawała Ewa Kowalczyk)

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Read previous post:
Mamo, tato – będę żakiem!

O tym, że nauka to do potęgi klucz, najprawdopodobniej słyszał każdy z nas. O tym, że trzeba odrabiać zadania domowe,...

Close