Kanał Rss
Content
Twoja emerytura?
2 marca 2012

Człowiek zaskakująco łatwo przyzwyczaja się do panujących okoliczności, zwłaszcza jeśli utwierdza go w tym powszechna opinia otoczenia, kształtowana z kolei przez system edukacyjny i wszechobecne media. Zaskakująco krótka jest też pamięć większości ludzi, przez co schematy funkcjonujące raptem od stu czy pięćdziesięciu lat wydają się czymś odwiecznym, oczywistym i nieuniknionym. Często nie przychodzi nam nawet do głowy, że pewne rozwiązania gospodarcze, społeczne i polityczne mogły kiedyś nie funkcjonować, a mimo tego… świat się kręcił.
Dla większości ludzi wychowanych czy to w PRL, czy w „nowoczesnym, opiekuńczym państwie demokratycznym” (jak kraje Unii Europejskiej z Polską włącznie) czymś naturalnym wydają się istniejące obciążenia podatkowe i sterowany przez państwo „system emerytalny”. Owszem, pojedyczne jednostki bardzo często narzekają na wysokość i sens niektórych danin, ba, nie wahają się nawet unikać ich, jeśli tylko jest to możliwe (ryzykując przy tym nawet złamanie stanowionego prawa). W ostateczności jednak działania te nie są przejawem żadnej głębszej, ogólnej refleksji. Pracownik czy pracodawca może to czy tamto zrobić „na lewo”, może w jakiś sposób umknąć przed czujnym wzrokiem urzędnika – ale kiedy zasugeruje się mu, że np. składki na ZUS mogłyby nie być obowiązkowe, a konieczność podatku dochodowego wcale nie jest taką „oczywistą oczywistością”, wówczas jego umysł zaczyna się buntować. Włącza się lampka alarmowa, do mózgu idzie odpowiedni sygnał, który po chwili zostaje zwerbalizowany w sposób rozpaczliwy i pełen niedowierzania: „Ale jak to? Przecież, gdyby tak nie było, to nikt by się nie ubezpieczył, a za 50 lat miliony starców umierałyby z głodu na ulicach polskich miast!”.
Cóż, nasz ustrój heroicznie pokonuje problemy, które sam stwarza. Funkcjonujemy w systemie, który polega na tym, że obecne pokolenie pracujących wypłaca de facto emerytury tym, którzy na pracę są już zbyt starzy. Rząd nazywa to uroczyście „umową międzypokoleniową”, choć jako żywo nikt nie przypomina sobie, żeby podpisywał się pod takową umową. Nic w tym niezwykłego: bardzo wielu wierzy w to, że sam rząd istnieje w wyniku „umowy społecznej”, która oczywiście także jest tylko zgrabną metaforą.
Państwowy system emerytalny jest oczywiście skrajnie niewydolny. W istocie opiera się nie na żadnej „składce”, ale po prostu na rodzaju podatku, bo w tym w istocie są opłaty przeznaczane na ZUS. Co więcej, system ten jest wspomagany z budżetu, co w dużym stopniu oznacza, że na jego utrzymanie idą także inne podatki. Pewną próbą wprowadzenia odrobiny zdrowego rozsądku do całego tego bałaganu było wprowadzenie Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE), o których Maciej Bitner, współpracownik wolnorynkowego Instytutu Misesa, pisze następująco:

Mimo wad OFE trudno nie przyjmować do wiadomości, że począwszy od 1999 roku w Polsce rozpoczęto budowę systemu kapitałowego. Ponad jedna trzecia dotychczasowej składki zamiast iść do ZUS na wypłatę bieżących świadczeń, zaczęła być gromadzona w OFE. Choć nie oznaczało to całkowitej likwidacji systemu repartycyjnego (póki co ma szansę powodzenia tylko w Chile), był to krok w stronę tego, by każdy oszczędzał na swoją emeryturę. Wiąże się z tym sporo korzyści. Najważniejszą z nich jest chyba ograniczenie skutków starzenia się społeczeństwa — przyszli emeryci czerpiący dochody z zainwestowanego kapitału nie będą uzależnieni od wysokości składek obecnie pracujących.
(http://mises.pl/blog/2011/03/31/bitner-dlaczego-nalezy-sie-sprzeciwiac-obnizce-skladki-do-ofe/)

Pozornie wydaje się więc, że OFE to rozwiązanie wolnorynkowe, okazuje się jednak, że nawet wśród niewątpliwych entuzjastów gospodarczego liberalizmu zdania na ich temat są podzielone. Stanisław Michalkiewicz wspomina na swoim blogu:

Kiedy po wyborach w 1997 roku uczestniczyłem w programie telewizji łódzkiej poświęconym reformie emerytalnej, zapytałem panią Ewę Tomaszewską, czyją własnością będą pieniądze, które rząd zabiera ludziom z przeznaczeniem na konta OFE. Pani Ewa odpowiedziała, że „oczywiście” własnością obywatela. – Ach tak – ucieszyłem się – więc skoro na przykład zechciałby on odbyć podróż dookoła świata, to OFE na jego żądanie wypłaci mu te pieniądze bez mrugnięcia okiem? – No nie – odparła pani Ewa. – Jakże to – zapytałem zdumiony. – Nie wypłacą właścicielowi na jego żądanie? – Bo każdy by tak chciał! – ucięła wyraźnie zirytowana pani Ewa, a prof. Hausner skarcił mnie, że „wszystko sprowadzam do absurdu”.
(http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=413)

W podobnym tonie pisze dr Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adam Smitha. Pamiętamy głośny spór sprzed roku, kiedy to rząd zdecydował o transferze składek z OFE do ZUS. Gwiazdowski pisze:

Spór nie toczy się o to, czy będziemy płacić 19,5 proc. naszego wynagrodzenia w postaci składki emerytalnej, czy może mniej. Toczy się o to, jak odebranymi podatnikom pieniędzmi rząd podzieli się z OFE. A to nie ma dla płacącego składki najmniejszego znaczenia.
Podobno OFE „pomnażają” nasze oszczędności, a ZUS nie pomnaża. Więc przypomnę, co pisałem, gdy na początku 2007 r. – czyli w boomie – OFE pochwaliły się wzrostem wartości jednostki rozliczeniowej średnio o 17 procent. W roku 2006 WIG wzrósł o 42 procent! Jeżeli „ubezpieczony”, inwestując samodzielnie w WIG, mógł zarobić 42 proc., aza pośrednictwem OFE zarobił 17 proc., to znaczy, że 17 proc. zarobił czy może 25 proc. stracił?
(http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/opinie/ofe-brzytwy-sie-chwytaja,10751,1)

OFE kupują zresztą państwowe obligacje, które państwo będzie musiało kiedyś wykupić. Gwiazdowski zauważa w związku z tym w innym tekście:

A czy jednostki uczestnictwa „zapisane” na kontach w OFE to realne aktywa?! Składają się głównie z ekspektatywy, że podatnicy zapłacą za wykup obligacji i że jeszcze im zostanie na kupowanie akcji!
(http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=898)

Rozważania na temat ZUS i OFE dobrze podsumowuje Mateusz Machaj z Instytutu Misesa:

Problem obecnego system emerytalnego polega na tym, że jest przymusowy i skartelizowany. Zarówno OFE, jak i ZUS nie stanowią dobrego zabezpieczenia dla emeryta ani nie prowadzą do makroekonomicznej stabilności. Prawdziwy system kapitałowy wymagałby dobrowolności w wyborze inwestowania składki i rozbicia kartelu. W tym momencie dywagowanie o wyższości OFE nad ZUS przypomina dywagowanie o wyższości prywatnego monopolu nad państwowym.
(http://mises.pl/blog/2011/03/31/machaj-ofe-nie-jest-tak-naprawde-systemem-kapitalowym/)

Co zatem nam pozostaje? W obliczu kryzysu ZUS i niepewności systemu OFE (a także niezbyt przyjemnego podniesienia wieku emerytalnego) trzeba radzić sobie samemu. Łatwo powiedzieć – fakt. Trzeba jednak pogodzić się z tym, że jeśli ktoś chce zapewnić sobie na starość emeryturę, albo po prostu zgromadzić kapitał, z którego będzie mógł się utrzymać, to już teraz powinien zacząć odkładać na własną rękę w prywatnych, dobrowolnych towarzystwach emerytalnych. Oczywiście dla wielu osób, w szczególności tych mniej zarabiających, brzmi to jak mało śmieszny żart, prawda jest jednak brutalna: trzeba nauczyć się oszczędzać, choćby niewielkie kwoty. Tymczasem wielu Polaków zdaje się podążać w zupełnie odwrotną stronę, a mianowicie w zaciąganie długów w postaci kolejnych kredytów na rozmaite rzeczy (wbrew pozorom nie tylko na dom czy mieszkanie, na kredyt kupuje się lub opłaca także remonty, sprzęty gospodarstwa domowego itd.). Ideałem byłaby oczywiście sytuacja, w której państwo nie pobierałoby pod przymusem tak dużej części naszych dochodów celem wrzucenia ich do wspólnego worka ZUS lub przekazania do OFE – wówczas sami moglibyśmy spokojnie odłożyć sobie część pieniędzy z dużo większej puli. Nad pieniędzmi trzeba jednak stale czuwać – zagrożeniem dla nich jest choćby inflacja, czyli wzrost cen i związany z tym spadek wartości pieniądza. Prawie sto lat temu inflacja w dużej mierze zjadła kapitał europejskich rentierów. W tamtych czasach grupa ludzi, którzy żyli z fortuny zgromadzonej przez kilka ostatnich pokoleń swojego rodu, była dużo większa niż dziś. W starych książkach często czytamy o posiadaczach majątku, którzy sami nad nim nie pracowali, ale czerpali z niego określony roczny dochód. Również współcześnie niektórzy marzą o życiu bez pracy, tylko z odsetek od kapitału. Istnieją specjalne kursy i szkolenia dla potencjalnych rentierów, funkcjonują fora internetowe, na których można dowiedzieć się o tym, jak można się wzbogacić – nawet w czasach kryzysu. Cóż, wiarygodność takich ofert każdy oceni sam. Na pewno ważne jest to, by nie popaść w przesadny entuzjazm, który skutkowałby podejmowaniem wielkiego ryzyka. Stare przysłowia radzą robić malutkie kroczki – ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka…

 

Marek Pietka

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Read previous post:
Fenomen z wyspy lodu

Gdyby w Islandii nie byli potrzebni listonosze, kierowcy i piekarze, zapewne każdy zajmowałby się tam sztuką. To bardzo „natchniony” kraj....

Close