Kanał Rss
Content
Tajemnice stadionu
12 sierpnia 2014

W latach 50. i 60. gdy we Wrocławiu startowały dwie drużyny – Sparta i Spójnia, na Olimpijski przybywały tłumy. Zresztą w codziennej siermiężnej rzeczywistości wielu rozrywek nie było. Natomiast sport jeszcze nie został skażony dzisiejsza komercją.

Zasady istniały proste i zrozumiałe dla każdego, nawet początkującego, kibica. Dlatego żal, że dzisiejsi synowie i wnukowie tamtych mądrych działaczy nie chcą się wzorować się na poprzednikach. Efekt: ciągłe idiotyczne zmiany regulaminów i skandale…

Obok zdjęcie wracających z meczu kibiców, jadących  przez Most Grunwaldzki. Wiszący na wagonach „wolnopowietrzni” pasażerowie tworzyli owe widoczne winogrona – z obu boków tramwaju, a nawet między wagonami! Ponoć napisano nawet rozprawę doktorską o konduktorach–ekwilibrystach usiłujących sprzedać bilety zewnętrznym pasażerom. Ponieważ wraz z mężczyznami zwisały w tłumie także panie, to po około roku MPK zmuszone było wprowadzić specjalne wagony – żłobki na torach…

Możemy przypuszczać, że gdyby dzisiejsi kibole wracali w tak wielkim ścisku, „na buforach”, to raczej nie mieliby możliwości w takich warunkach bić się ze sobą. Z konieczności  byłaby to raczej jazda przyjaźni…

Do połowy lat 70. czynne były bufety na koronie Stadionu Olimpijskiego i duże na zewnątrz, między wejściami do sektorów 23 a 24 oraz po przeciwnej stronie stadionu. Dziś są zamurowane i stały się magazynami. W kryzysowych latach 80. jako niezbędny rarytas kibice kupowali przed wejściami foliowe torebki z wodą kranówą zabarwioną rzekomo importowanym sokiem. Do tego plastikowa rureczka i długo i dużo można było wykrzykiwać…

Stadion Olimpijski zbudowano w latach 1926-28 według projektu Richarda Konwiarza, zresztą specjalisty od wznoszenia dużych bunkrów. We Wrocławiu jest ich pięć, ale nie znamy ich pierwotnego przeznaczenia…

Po roku 1933 stadion bardzo rozbudowano. Do dziś nie wiadomo skąd wzięło się 40 tysięcy metrów sześciennych ziemi na usypanie wysokiego wału – trybun na Polu Marsowym, na którym wytyczono szutrową drogę mogącą służyć za pas startowy dla samolotów.

Po zdobyciu Festung Breslau w murawie stadionu i bieżni były spore leje od wybuchów bomb. W pierwszych latach na czarnym torze zawodnicy startowali z betonowej płyty przy wieży. Dopiero w połowie lat 50. start umieszczono przy dzisiejszej trybunie głównej. Natomiast parking był na zewnątrz korony stadionu, pod gołym niebem, za metalowym płotkiem. Po udanych zawodach rozentuzjazmowani kibice swobodnie wbiegali za ogrodzenie i podrzucali swoich zawodników – nawet razem z motorami!

Przy wieczornych  zawodach wyższej rangi po każdym biegu odpalano rakiety w takich kolorach plastronów i takiej kolejności, w jakiej żużlowcy przyjeżdżali na metę. Gdy w połowie gierkowskich lat 70. zainstalowano cztery duże wieże oświetleniowe, mieszkańcy willowego osiedla Zalesie i części Sępolna mieli bezpłatne doświetlanie swych mieszkań…

W połowie lat 50. zgłosiła się Niemka – autochtonka, proponując za milion ówczesnych złotych wskazanie ukrytych wejść do podziemi wokół obiektu. Ponoć były takowe trzy: obok sektora 24, w parku poza stadionem za parkingiem oraz winda pod wieżą zegarową. Nie skorzystano z owej propozycji.

W latach 90. zaczęto badania – okazało się, że zjazd w parku nosił wyraźne ślady wysadzenia (góry betonu zalane wodą). Przy wieży i koło Bramy Maratońskiej odkryto tajemnicze rury i dowiercono się do uciętego grubego kabla na kilkaset linii telefonicznych kończącego się w fundamentach stadionowej kotłowni. Sprawdzono, że istniały sprawne połączenia z zajmowanymi przez armię radziecką poniemieckimi podziemiami w osiedlu Maślice i koszarami w Kozanowie.

Mijają lata, świadkowie tamtych wydarzeń odchodzą, a z nimi czasy radosnego uprawiania sportu. Zostają legendy – o sportowcach oraz o tajemnicach…

 

Wojciech Mach

 

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł