Kanał Rss
Content
Projekty najpilniejszych reform
9 marca 2012

W czasie ubiegłorocznych wakacji wolnorynkowy Instytut Misesa zorganizował konkurs na projekt najpilniejszej reformy liberalnej w Polsce. Zadanie sformułowano w formie prostego pytania: „Co powinien zrobić Instytut Misesa, gdyby na jeden dzień dostał władzę absolutną?”. Uczestnicy mieli przysłać do 10 sierpnia krótkie (do 6000 znaków) opracowania, w których przedstawiliby swoje pomysły na uzdrowienie obecnej sytuacji gospodarczej kraju. Trzy najlepsze teksty (według oceny jury) zostały opublikowane na stronie internetowej Instytutu (http://mises.pl).

Pierwsze miejsce zdobyła praca Jacka Wierzbickiego, który postuluje kompleksowe uregulowanie stosunków własnościowych panujących w kraju. W praktyce autor ma na myśli przeprowadzenie (na określonych zasadach) prywatyzacji oraz reprywatyzacji majątku, który pozostaje obecnie w rękach państwa. Oczywiście oba te procesy w jakiś sposób prowadzone są od ponad 20 lat przez kolejne rządy III RP, rodzi się jednak pytanie o to, czy ich realizacja przebiega właściwie. Według autora – niekoniecznie. Czytamy bowiem: Reformując Polskę po 1989 roku, prywatyzację potraktowano wyłącznie utylitarnie, traktując jako  dodatkowe źródło wpływów budżetowych i sposób na pozbycie się balastu firm państwowych. Udział byłych właścicieli oraz pracowników przedsiębiorstw był w tym procesie znikomy. Skutkiem ubocznym (choć całkowicie zamierzonym) było uwłaszczenie się nomenklatury. Taka prywatyzacja budziła często uzasadniony sprzeciw społeczny, wzmacniając jednocześnie siły przeciwne szeroko pojętej własności prywatnej i rozwiązaniom wolnorynkowym.
Takiemu podejściu Wierzbicki przeciwstawia własne pomysły, wyrżniając przy tym trzy podstawowe zagadnienia związane z prywatyzacją. Pierwszym jest kwestia zwrotu mienia zagrabionego jednostkom i instytucjom po roku 1944 przez socjalistyczne władze. Autor zaznacza tu wyraźnie, że należy zwracać własność (grunty, budynki, udziały etc.), niedopuszczalne jest natomiast wypłacanie odszkodowań z budżetu: Za niesprawiedliwe i niedopuszczalne należy uznać odszkodowania pieniężne — państwo nie oddaje własności, za to zmusza podatników do spłaty swoich długów. Reprywatyzacja nie może też polegać na bezrefleksyjnym eksmitowaniu obecnych lokatorów czy użytkowników danego terenu: Niedopuszczalne jest również rugowanie obecnych użytkowników — w polskim prawie funkcjonuje przecież pojęcie zasiedzenia.
Drugi ważny temat to uwłaszczenie pracowników przedsiębiorstw. Należy przyjąć, że największe prawo do własności danego przedsiębiorstwa mają jego obecni i byli pracownicy — ponieważ swoją pracą w największym stopniu przyczynili się do wytworzenia jego majątku. – pisze Wierzbicki. Według niego część udziałów powinna przypaść pracownikom, a część zostać przekazana do ZUS.
Trzecim aspektem prywatyzacji proponowanej przez Wierzbickiego jest prywatyzacja ogródków działkowych: Biorąc pod uwagę, że są to tysiące hektarów ziemi w granicach miast, będzie to miało zasadnicze znaczenie w rozwiązaniu problemu mieszkaniowego.
Autor jest przekonany, że takie reformy (które on sam rzecz jasna tylko naszkicował) przyniosą liczne zbawienne skutki dla gospodarki i społeczeństwa. Przedsiębiorstwa będą lepiej zarządzane, akcjonariat pracowniczy ożywi przedsiębiorczość, umniejszona zostanie rola związków zawodowych, ograniczone będą postawy roszczeniowe, a ZUS – jako właściciel akcji wielu firm – będzie lepiej zabezpieczony finansowo. Wierzbicki obawia się jednak, że jego radykalna reforma, nawet gdyby ktoś próbował ją wprowadzić, natrafi na silny opór lewicy, związków zawodowych, władz gminnych i centralnych – a także „uwłaszczonej” (w podejrzany sposób) nomenklatury i jej klienteli.

Drugie miejsce jury przyznało Tomaszowi Szkopkowi, który uważa, że najpilniejszą reformą liberalną w Polsce jest uwolnienie prowadzenia działalności gospodarczej poprzez zniesienie przymusu zryczałtowanej składki ZUS. Według autora można to osiągnąć (przynajmniej teoretycznie) w bardzo prosty sposób, a mianowicie uchylając art.6 u.1 p.5 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, który mówi: [Obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym podlegają osoby fizyczne, które na obszarze RP są: ] osobami prowadzącymi pozarolniczą działalność oraz osobami z nimi wspłpracującymi. Tomasz Szkopek twierdzi, że zniesienie tego obowiązku zachęciłoby do rozpoczęcia działalności gospodarczej te wszystkie osoby, które obecnie albo nie podejmują jej z obawy przez wysokimi kosztami ubezpieczeń, albo już spróbowały – i nie zdołały unieść ciężaru tychże kosztów. Autor zaznacza przy tym, że: Nikt nie mógłby twierdzić, iż liberalizm gospodarczy jest im narzucony na siłę (…). Wyjście na wolność byłoby przecież dobrowolne, a i zakres tej wolności pozostawiony wyborowi każdego człowieka. Np. czy płacić ZUS na starych zasadach, dobrowolną składkę minimalną, ew. wyższą, prywatne ubezpieczenie w III filarze, odkładanie do banku, szkatułki, czy też wydanie wszystkiego (lub przepisanie dzieciom) i życie z jałmużny na starość (…).
Rodzi się oczywiście pytanie, w jaki sposób państwo poradziłoby sobie ze spłatą bieżących zobowiązań wobec emerytów i rencistów (nie jest przecież tajemnicą fakt, że obecne składki idą właśnie na to!). Szkopek pisze: Wypłata bieżących emerytur (na które składki zostały przez system zmarnowane) musiałaby być zabezpieczona z budżetu państwa. Na to właśnie przeznaczona byłaby część zwiększonych wpływów do budżetu dzięki ożywieniu gospodarczemu. Jest to najsłabszy punkt jego projektu. Jak zauważa jeden z komentatorów: Taka sytuacja to po prostu konieczność stworzenia nowych podatków, które niekoniecznie muszą być mniej szkodliwe od ZUS-u. Sam autor pisze, że składki nie będą płacone, ale emerytury będą wypłacane z budżetu państwa, czyli zwiększonego PIT-u, CIT-u i VAT-u.

Na miejscu trzecim znalazła się propozycja Krzysztofa Mazura. Według niego należy przede wszystkim zlikwidować jeden ze szczebli samorządu lokalnego, a mianowicie – powiaty. Autor uważa, że głównym powodem politycznym wprowadzenia powiatów w roku 1997 było prawdopodobnie znalezienie zatrudnienia dla urzędników zatrudnionych w dawnych województwach. Według Mazura powiaty są jednak mało efektywne i należy je zlikwidować, cedując ich kompetencje na gminy. Miałoby to zmniejszyć obciążenie podatników kosztami administracji i poprawić wydajność działania samorządów. W opracowaniu czytamy: Wydatki samorządu na wynagrodzenia (wg GUS na rok 2009) stanowią 46,1 mld zł, co stanowi 27% ogółu wydatków samorządów (ogólne wydatki samorządu to 167,8 mld zł w 2009). Jednocześnie w samorządzie powiatowym wynagrodzenia pochłaniają aż 40% wydatków, co autor uznaje za jeden z dowodów na niewielką efektywność i kiepską organizację tego szczebla samorządu. Krzysztof Mazur ubolewa także nad faktem, że: wciąż jednak wydatki inwestycyjne są niezbyt dużym fragmentem budżetu samorządów — ok. 24,7 % (w powiatach mniej niż 19%). Niepokojący jest natomiast wzrost wydatków na wynagrodzenia. To wszystko powoduje, że zdaniem autora system organizacji samorządów lokalnych wymaga gruntownej przebudowy, której fundamentem winna być likwidacja powiatów. Niektórzy czytelnicy portalu mises.pl twierdzą jednak, że taka reforma nie będzie wcale aż tak bardzo zbawienna, ponieważ w ostateczności do gmin zostaną przeniesione zarówno kompetencje powiatów, jak i ich pracownicy, w związku z czym zmiana będzie mieć pozorny charakter. Autentyczna poprawa sytuacji wymagałaby radykalnego wycofania się państwa – rządu i samorządu – z wielu dziedzin działalności, które dziś są obarczone zbędnym balastem biurokracji i przepisów.

 

Adam T. Witczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Ułani z fantazją

Ludola określa swoją twórczość jako „ckliwą piosenkę ludowo-żołnierską z brzozowego lasu” i zdaje się to być nader trafny opis. Członkami...

Close