Kanał Rss
Content
Polski fenomen. Enklawa czy getto?
9 marca 2012

Wieczorami wracają z pracy. Biało-czerwony szlaban podnosi się i zamyka. Wysoka na dwa metry, solidna, stalowa brama rozsuwa się i zasuwa. Zmęczeni mieszkańcy pozdrawiają strażnika… po czym przechodzą dalej. Każdy idzie do swojej bramy i tam wystukuje w domofonie przypisany rodzinie kod. W weekend mieszkańcy odpoczywają na skrawkach zieleni doczepionych do „szeregówek”, gdzie dzieci mogą bawić się bezpiecznie na terenie odgrodzonym od sąsiadów i świata zewnętrznego wysoką, półtorametrową siatką…

O czym mowa? Oczywiście o osiedlach zamkniętych, które wrosły już w krajobraz polskich miast. Z punktu widzenia nauk społecznych mówić można o „zjawisku osiedli zamkniętych”, które nasiliło się w ostatniej dekadzie. Rodzima socjologia okrzyknęła je nawet „polskim fenomenem”. Fenomen można w tym wypadku zdefiniować jako zjawisko społeczne na wysoką skalę, któremu społeczeństwo lub poszczególne grupy przypisują określoną wartość i które jest w swym wymiarze niepowtarzalne.
Otóż osiedla zamknięte najczęściej powstają na obrzeżach miast lub w miejscowościach położonych bardzo blisko metropolii. Przykłady to np. Muchobór Wielki (Fabryczna), Krzeptów, Smolec, Bielany Wrocławskie. Coraz częściej spotykamy też szlabany w głębi miasta – na przykład na ul. Młodnickiego (Śródmieście). Osiedla zamknięte czasem bardzo sprytnie wtapiają się w architekturę danej dzielnicy, czasem znacznie ją różnicują – lecz nie o tym mowa.
Budka strażnika, kody do domofonów, podziemne parkingi, wyznaczone miejsca, monitorowany teren, nocne obchody stróża, osiedlowy sklepik – to niektóre cechy charakterystyczne dla opisywanych osiedli. Po chwilowym namyśle stwierdzamy, że muszą tam mieszkać ludzie, których na to stać – mówiąc wprost. Siłą rzeczy zamieszkiwanie takiego osiedla wyznacza pewien status, poziom i prestiż. Wymienione powyżej cechy są w naszym społeczeństwie wartościowane wysoko i uznawane za „zbiór samych zalet”.
Zatem enklawa czy getto? Choć oba terminy kojarzą się z odgrodzeniem lub odosobnieniem, to jednak gdzieś w podświadomości czujemy, że tym samym nie są. „Enklawa” funkcjonuje w naszym języku jako coś neutralnego lub pozytywnego. Kojarzymy ten termin z odosobnieniem powiązanym z odpoczynkiem, relaksem i bezpieczeństwem. Enklawa jest w naszej świadomości czymś prywatnym – miejscem, które pozwala schować przed światem, lub przed nim uciec. Pojęcie „getta” jest w naszej świadomości wartościowane zdecydowanie negatywnie. Jest tożsame z wykluczeniem, z życiem w zamknięciu, przymusem, utratą swobody, odseparowaniem i odizolowaniem. Na jego negatywny charakter  wpływa także bardzo wyraziste osadzenie „getta” na ciemnych kartach nie tak odległej historii.
Tak naprawdę na pytanie, czy osiedla zamknięte są współczesną enklawą czy gettem – musimy odpowiedzieć sobie sami. Są one na pewno aktualnym standardem i wydają się być osiągnięciem naszych czasów (co też nie jest do końca prawdą). Owszem, przyrównanie zamkniętych osiedli (odgrodzonych wysokim płotem, monitorowanych i strzeżonych)  do obozów pracy jest niesmaczne –  ale nie zmienia to faktu, że noszą one w sobie znamiona izolacji (przed kimś lub przed czymś).
W koncepcji osiedli zamkniętych największy akcent kładzie się na ich „prywatność”. Prywatność jest swoistym wyznacznikiem społeczeństwa kapitalistycznego, a jej ustrzeżenie przed światem zewnętrznym stało się symbolem naszych czasów. Liczba osiedli zamkniętych w Polsce już teraz stawia ją na czele europejskich rankingów. Wielu obcokrajowców odwiedzających np. Warszawę jest bardzo zaszokowanych taką ilością odgrodzonych osiedli, gdyż na zachodzie kojarzone są one z wyjątkowo burżuazyjną (często snobistyczną) klasą społeczną i należą do rzadkości. Takie zjawisko wskazuje również na problem zaufania społecznego i ciągłe lęki Polaków przed naruszeniem prywatności lub kradzieżą. Mieszkańcy osiedli „pod szlabanem” zgodnie deklarują, że czują się tam pewniej i bezpieczniej, choć jednocześnie dodają, że zjawiska kradzieży i tak nie znikły.
Osiedla zamknięte, początkowo uznawane za „osiedla dla lepszych”, stają się powoli standardem i czymś oczywistym. Mieszkańcy przeglądając oferty developerów szukają zapewnień o systemach zabezpieczających ich prywatności. W naszym myśleniu ciągle zamiast pytania „Czy rowerek dziecka może całą noc stać sobie w piaskownicy?” pojawia się obawa „jakie zabezpieczenia zapewnia developer, aby rowerek dziecka nie został skradziony przez kogoś z zewnątrz?”.
Powyższe rozważania pomagają zobrazować fakt, iż bardzo szybko dopasowaliśmy osiedla zamknięte do naszych potrzeb, przez co stały się one  nieodłącznym składnikiem krajobrazu polskich metropolii. Sami staliśmy się po części więźniami wymyślonego przez siebie systemu. Problemy socjalistycznych blokowisk już dobrze poznaliśmy. Ukazały się one na polu architektonicznym jak i niestety społecznym. Jak widać, osiedla naszych czasów są zupełnie inne. Na pewno ładniejsze. Ale czy są doskonałe? Można tylko prognozować.

 

Bartłomiej Grabiec
bartek.okna@o2.pl

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Projekty najpilniejszych reform

W czasie ubiegłorocznych wakacji wolnorynkowy Instytut Misesa zorganizował konkurs na projekt najpilniejszej reformy liberalnej w Polsce. Zadanie sformułowano w formie...

Close