Pałac w Chwalimierzu
04 February 2011 07:30

Pałac w Chwalimierzu odwiedzałem dotąd dwukrotnie, przy czym po raz drugi zjawiłem się tam pod sam koniec minionego roku, ostatniego dnia grudnia. Zapadał już wieczór, dzień był ponury, chmurny i deszczowy. Posępne ruiny z czerwonej cegły wyłaniały się spomiędzy drzew przy końcu krótkiej, błotnistej ścieżki, niedaleko poletka, po którym smętnie przechadzał się koń z pobliskiej stadniny. Przewrotność losu tkwi w tym, że najlepiej z całego kompleksu zachowały się stajnie. Są one zresztą najbardziej znamiennym świadectwem minionego luksusu Chwalimierza, bowiem wystylizowano je na miniaturowy pałacyk. Ba, zdarza się, że niezorientowani goście biorą stajnie za ruiny właściwego pałacu…
Były jednak czasy, gdy pałac w Chwalimierzu tętnił życiem, był centrum spotkań towarzyskich, klejnotem Dolnego Śląska i dumą rodu von Kramsta. Mieszczańska rodzina Kramsta pochodziła z Czech (z miasta Chramost), osiedliła się jednak w Świebodzicach, gdzie Friedrich Kramsta założył w 1809 roku tkalnię lnu, zatrudniającą aż 1300 osób. Był to początek gwałtownego rozwoju fortuny rodu. W 1851 roku rodzina kupiła Kudowę-Zdrój, a w 1841 Gustav Kramsta stał się Gustavem von Kramsta – otrzymał tytuł szlachecki z rąk króla Prus. Jego syn, Georg, był tym, który kupił Chwalimierz i w roku 1884 rozpoczął tu budowę pałacu.
Po II wojnie światowej majątek był sukcesywnie rozkradany przez Rosjan, milicję i okoliczne chłopstwo, co stało się udziałem wielu dworków i zamków na terenie całego kraju. W 1958 roku w sali balowej odbyły się dożynki, później rozpad zaczął postępować. Pałac stał się źródłem materiałów budowlanych. W 1990 spłonął w pożarze.  Dzisiaj są to tylko smutne, ale malownicze ruiny wieży i stajni. Niedaleko, przy drodze prowadzącej do lasu, mieści się też (prócz stadniny koni) hodowla danieli.