Kanał Rss
Content
Okcydentalni dandysi
6 marca 2012

No more heroes anymore („żadnych więcej bohaterów już”) – śpiewał ponad 30 lat temu J. J. Burnel wraz z zespołem The Stranglers. Nie sposób zaprzeczyć tej gorzkiej refleksji, zwłaszcza jeśli spojrzy się na postępujący w naszych czasach zanik wyższych wartości i brak dbałości o formy. Przywołać można tu jeszcze słowa Josepha Conrada – „statki gniją, ludzie schodzą na psy”. Ot, współczesność – a wraz z nią „funkcjonalność”, „szybkość”, „masowość” i „popularność”. Cóż, być może o bohaterów już trudno, a co z dżentelmenami, z dandysami w starym stylu – takimi jak ci, w których muzycy The Stranglers wcielili się w wideoklipie do innej piosenki – „Golden Brown”? Okazuje się, że – mimo wszelkich trudności, jakie spotykają ich w świecie masowo produkowanej odzieży sportowej i ordynarnych fast-foodów – mają się coraz lepiej.

Czym właściwie jest chappism? Nową subkulturą w rodzaju punków czy skinheadów? Przelotną modą, rozrywką dla znudzonych i bogatych? Stylem życia? Reakcyjną ideologią? Być może wszystkim po trochu. Angielskie słowo „chap” tłumaczyć można jako „facet”, „gość”. Taką nazwę przybrał dwumiesięcznik wydawany od 1999 roku w Anglii przez niejakiego Gustava Temple, głównego animatora ruchu, który skupił się w następnych latach wokół pisma. Celem „The Chap” jest ochrona i rozwój silnie zagrożonego gatunku, jakim jest angielski dżentelmen w klasycznym typie. Misja „The Chap” odnosi się zarówno do zewnętrznych atrybutów eleganckiego mężczyzny, takich jak strój i towarzyszące mu akcesoria (fajki, binokle etc.), jak i do całego sposobu bycia, który oparty winien być na wystudiowanej uprzejmości i wykwintnej elokwencji.
„Chaps” noszą się w taki sposób, jakby żywcem wyjęto ich z drugiej połowy wieku XIX lub pierwszej wieku XX. Styl niektórych pasuje bardziej do powieści Dickensa, podczas gdy innych – do „szalonych lat 20-tych” lub epoki czarnego kryminału, ale zawsze jest to próba uchwycenia i utrwalenia klasycznego kanonu elegancji i dobrego smaku, nie pozbawionego jednak pewnej ekscentryczności. Ekscentryczność i skłonność do przesady była przecież nieodłączną cechą mistrzów angielskiego dandyzmu, takich jak Beau Brummel, Oscar Wilde czy Aubrey Beardsley.
„Chaps” postulują noszenie porządnych, skórzanych półbutów, koszul, marynarek, garniturów i płaszczy zamiast wszechobecnych ortalionowych kurtek, bluz z kapturem i butów sportowych. Bardzo ważnym elementem kreacji jest kapelusz – którego oczywiście należy z szacunkiem uchylać przy powitaniu. Mile widziane jest także palenie fajki lub cygar. W kwestii zarostu zdania są podzielone – jedni skłaniają się ku sumiastym wąsom, inni zaś ku całkiem gładkiej twarzy.
Ideologiczną podbudową stylu „chapa” jest „anarcho-dandyzm” – bliżej niesprecyzowana doktryna, która w zamierzeniu ma łączyć styl dandysa z daleko idącym indywidualizmem i swobodą. Nie jest więc „chappism” postawią stricte konserwatywną. Ba, wielu „chaps” – wzorem swoich mentorów z epoki dekadentyzmu – nie stroni od bardzo przyziemnych rozrywek („wino, kobiety i śpiew”). Wszystko zależy jednak od stylu, w jakim się to uskutecznia… Liczy się wszak „szlif i szyk”!
Gustav Temple twierdzi zresztą, że w gruncie rzeczy “chappism” jest ruchem demokratycznym, dzięki któremu pewien sposób ubierania się i sposób bycia – dawniej zastrzeżony dla arystokracji – może stać się udziałem każdego. Nikt nie pyta chapów o szlacheckie pochodzenie czy status majątkowy.
Nasz manifest zachęca naszych zwolenników do przemiany starożytnych rytuałów uprzejmości i etykiety w akty rewolucyjne. Nie ma nic elitarnego w dobrych manierach (…). Przyjmując sposób ubierania się klas wyższych (…) odrzucamy reguły systemu klasowego i sugerujemy, że każdy może być dżentelmenem lub damą. Gdy potępiamy “wulgarność”, to nie potępiamy biednych lub niższych sfer społecznych, ale nudziarzy i konformistów (…).
(Gustav Temple w wywiadzie dla “3:AM Magazine”,
http://www.3ammagazine.com/3am/the-vulgarian-invasions)
W stylistyce tej bardzo wyraźna jest nostalgia za czasami, gdy (jak mówi Temple w wywiadzie dla “Albion Magazine”) kupowanie takich rzeczy jak tytoń do fajki lub ser było przyjemnością. Z tą tęsknotą wiąże się także ostentacyjny angielski patriotyzm, a wraz z nim – kult “Union Jack” (flagi państwowej) i chwalebnych dni Imperium Brytyjskiego.
Pociągi i autobusy miałyby tylko wagony pierwszej klasy. Na dworcach kolejowych znów pojawiliby się tragarze. Wszystkie sklepy, nawet jeśli duże, byłyby niezależne, a te większe zatrudniałyby odźwiernych w liberii. Lyons Corner Houses zostałyby przywrócone i zastąpiłyby wszystkie te Starbucks, Costa etc. Strój sportowy byłby dozwolony tylko na terenach sportowych, krykiet zastąpiłby piłkę nożną jako sport narodowy, przywrócono by także służbę wojskową, edukacja klasyczna stałaby się normą w szkołach państwowych, bloki mieszkalne we wszystkich częściach miast zostałyby wyburzone, a ich mieszkańcy zintegrowani z posiadaczami domów (…) supermarkety zostałyby zastąpione przez sale balowe z tańcami przy herbatce, a żywność dostępna byłaby tylko w małych, lokalnych sklepach z dotowanymi cenami, całe centrum Londynu byłoby dostępne tylko dla pieszych, a ruch samochodowy odbywałby się dokoła niego (…).
(Gustav Temple w wywiadzie dla “Albion Magazine” roztacza swoją utopijną wizję Anglii pod rządami chapów, http://www.zyworld.com/albionmagazineonline/society2.htm)
Co roku „chaps” organizują w londyńskich ogrodach Bedford Square imprezę pod nazwą „The Chap Olympiad”. Jest to olimpiada dość niecodzienna – obowiązują na niej stroje bynajmniej nie sportowe, a raczej wieczorowe, zaś konkurencje rozgrywane są w dyscyplinach takich jak np. przygotowywanie drinków, palenie fajki i całowanie damy w dłoń (oraz przyjmowanie „policzka” z jej strony!). Są także wyścigi, w których dwóch panów występuje w jednych spodniach ogromnych rozmiarów… Zamiast znicza olimpijskiego rozpala się uroczyście… olimpijską fajkę.
Innym cyklicznym wydarzeniem jest Wielki Bal Anarcho-Dandysów (Grand Anarcho-Dandyist Ball), którego trzecia edycja odbędzie się zimą tego roku. Wodzirejem będzie niejaki Viv the Spiv (Iain Dawson), kreujący się na czarnorynkowego spekulanta, bon-vivanta i przemytnika z czasów II Wojny Światowej.
„Chappism” nie ogranicza się do mężczyzn. Mile widziane są także „chappettes”, czyli kobiety noszące się według reguł tej estetyki – nieco staromodnie i oczywiście elegancko, ale czasem również prowokująco i trochę zadziornie…
Czytelnicy „The Chap” znani są także z happeningów wymierzonych we współczesną kulturę masową oraz sztukę nowoczesną. W ramach akcji „Civilise the City” („Ucywilizować miasto” czy też „Ucywilizować City” w sensie londyńskiej dzielnicy City) wizytowali m.in. restauracje McDonalds i kawiarnie Starbucks, domagając się podania wyszukanych potraw, szampana czy dobrej herbaty w filiżankach. W sklepach Specsavers (sprzedających okulary i szkła kontaktowe) pytali z kolei o monokle. Nie trzeba mówić, że za każdym razem odchodzili z pustymi rękoma, odprowadzani zdumionymi spojrzeniami obsługi… Później „chappists” ogłosili rejon Piccadilly Circus „strefią uchylania kapelusza” („a doffing zone”). Przechodnie byli grzecznie namawiani do uszanowania tej reguły savoir-vivre, a nawet rozdawano im różnego rodzaju kapelusze. Innym razem „chaps” protestowali w muzeum Wiktorii i Alberta oraz Tate Modern Gallery przeciwko coraz bardziej dziwacznej sztuce nowoczesnej – zresztą w równie humorystyczny sposób.
Trudno powiedzieć, czy idea „chappismu” przetrwa dłużej niż kilka lat. Wątpliwe, by stała się zarzewiem jakiejś autentycznej „rewolucji w stylu bycia”, choć niewykluczone, że powiększy swój wpływ. Trzeba też pamiętać o tym, że choć „chaps” zdają się być bardzo oddani swojej idei, to jednak równocześnie traktują ją z humorem i dystansem. Tak czy inaczej, pojawienie się tego rodzaju ruchu jest z pewnością sympatycznym akcentem w naszej epoce pośpiechu, masowości i kiepskiego gustu.
SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Między ciszą a hałasem

W listopadzie po raz dziesiąty odbędzie się Wrocławski Festiwal Industrialny – największy w Polsce i jeden z większych w Polsce...

Close