Kanał Rss
Content
Neony nie zgasły
21 maja 2014

Jeszcze kilka dekad temu rozświetlały główne i boczne ulice Wrocławia we wszystkich kolorach. Szczególnie cenne były te, które zapalały się i gasły według pewnej kolejności. W innych okresowo gasła jedna litera, przykuwając od razu wzrok przechodniów. Jak dziś wygląda kondycja wrocławskich lamp neonowych?

- Pomysł jest taki, żeby w miarę możliwości wyjść z neonami w przestrzeń miasta. Chcemy, żeby galeria rozlała się poza wnętrze lokalu, na elewacje sąsiednich budynków w podwórku przy ulicy Ruskiej 46. Ma to być miejsce, gdzie odwiedzający będą mogli nie tylko napić się kawy czy piwa w blasku historycznych, neonowych szyldów, które wcześniej wisiały ponad ich głowami na wrocławskich ulicach, ale także przypomnieć sobie (lub poznać bliżej) polskie wzornictwo z tamtych czasów. Wbrew pozorom w latach kojarzących się z ponurym PRL-em miało ono odbiorcy wiele do zaoferowania. Jednym z przejawów tej wyjątkowości były właśnie neony, czyli reklamy świetlne montowane masowo kilka dekad temu nad sklepami, instytucjami i hotelami Wrocławia i innych miast – objaśnia Daniela Szymczak z fundacji Neon Side Wrocław.

 

Obecnie część wrocławskich neonów, które udało się odzyskać ze skupów złomu bądź bezpośrednio z demontażu za zgodą właściciela obiektu (np. Grand Hotel) znajduje się na II piętrze Galerii Wnętrz Domar przy ulicy Braniborskiej. W połowie listopada 2013 r. to właśnie z inicjatywy Domaru udało się stworzyć przestrzeń, w której całkowicie za darmo  można odwiedzać czasową ekspozycję historycznych szyldów świetlnych.

Neony w Domarze są także tłem dla odbywających się tam cyklicznie dyskusji na temat kondycji rodzimego designu i architektury w wydaniu lokalnym, jak i ogólnokrajowym. Sama lokalizacja jest jednak tymczasowa, a zgromadzona tam kolekcja niepełna. Część neonów można znaleźć w muzeum motoryzacji w Zamku Topacz, a reszta rozsiana jest po prywatnych mieszkaniach członków i sympatyków fundacji Neon Side. Tak będzie jeszcze co najmniej do wakacji gdy ma ruszyć galeria, choć w nieco innym tego słowa znaczeniu.

 

Ruska 46

- Galeria na Ruskiej nie będzie przypominała muzeum, a neonowa ekspozycja będzie się stale zmieniać i powiększać o inne eksponaty mające swój rodowód w Polsce Ludowej – zapewnia Daniela Szymczak. – Najbardziej okazałe i świecące szyldy zawisną na zewnątrz, w podwórku, a samo miejsce będzie centrum dyskusji o sztuce, Wrocławiu i neonach. Chcemy stworzyć alternatywę dla Pasażu Niepolda, gdzie królują dyskoteki – dodaje Tomasz Kosmalski.

Ulica Ruska 46 to nieprzypadkowe miejsce, bo tam przez pół wieku mieściła się firma „Reklama”, która produkowała neony aż do początku lat 90-tych. Będzie to zatem pewien powrót do korzeni. We Wrocławiu do dziś funkcjonuje jeden zakład specjalizujący się w wyrobie szklanych rurek wypełnionych neonem (gazem szlachetnym), działa też kilku pośredników.

- Przeznaczony na galerię neonów lokal ma ok. 140 m2 i czeka na remont. Najważniejsza część ekspozycji  znajdzie się jednak w przestrzenie zewnętrznej. Obie będzie można oglądać za darmo. W opracowaniu jest też katalog wrocławskich neonów  – podkreśla założyciel fundacji.

Neonowym centrum Wrocławia był pl. Kościuszki i okolice. Niegdyś na samym placu znajdowało się więcej neonów niż dzisiaj. To miejsce gdzie po wojnie zdecydowano o odbudowie tkanki miejskiej w stylu socrealistycznym, w który reklama neonowa wpisuje się szczególnie trafnie.

- To, co robimy, nie wynika z nostalgii za komunizmem. Trudno o niej mówić w przypadku naszego pokolenia. To raczej tęsknota za czasami dzieciństwa i obrazkami, które pamięta się z dawnych lat, chęć ocalenia ich przed zapomnieniem.  Poza tym warto wracać do oryginalnego designu z tamtej epoki, który wreszcie, po wielu latach, znowu zaczyna być doceniany – podsumowuje Daniela Szymczak.

 

Drogie hobby

Współczesne szyldy pod względem estetycznym trudno przyrównać do neonów, które, nieco mniej widoczne za dnia, miały za zadanie przykuwać uwagę klientów po zmroku, stąd ich natężenie przy głównych ulicach. Zwykły baner jest widoczny w świetle dziennym, ale znika z pola widzenia po zachodzie słońca.

Dziś ma być przede wszystkim tanio, szybko i masowo. Koszty produkcji i utrzymania neonowych reklam są z pewnością większe niż w przypadku banerów czy bilbordów, ale ich trwałość i efekt wizualny są nieporównywalne – podkreśla kuratorka wystawy Neon Side we wrocławskim Domarze.

Jednak dla wielu prosty rachunek ekonomiczny ma wartość decydującą. Kwestie finansowe są poważną barierą podczas prób namawiania właścicieli do naprawy i ponownego  uruchamiania starych neonów. Poparcie działań fundacji Neon Side przez Miasto Wrocław jest pewnym ułatwieniem, jednak miasto nie jest właścicielem każdego budynku, na którym wisi neon i nie może wpływać na właściciela czy wspólnotę mieszkaniową.

Z kolei za neony firmowe płacą firmy. Tak jest w przypadku PZU i słynnego przemieszczającego się włamywacza. Pozostali właściciele postrzegają neon jako starą reklamę, nie zważając na jej walory historyczne czy estetyczne. Niewielu też chce konserwować tego typu instalację.

 

Co neon to inny przypadek

Pozyskanie starego, często już nieczynnego, neonu od właściciela wcale nie jest rzeczą łatwą. Gdy już jego zdziwienie opadnie, można spróbować ubić interes, choć to z żadnym interesem nie ma nic wspólnego.

- Bywa, że neon nie należy do właściciela sklepu czy punktu usług, ale do spółdzielni mieszkaniowej, od której należy uzyskać zgodę na ewentualny demontaż. Procedura trwa miesiącami, nie każdy też musi się zgadzać z pomysłem odrestaurowania napisu i przeniesienia go w bezpieczne miejsce – wylicza trudności Tomasz Kosmalski. – I nie chodzi o polowanie na kolejne eksponaty do kolekcji, ale odzyskiwanie neonów, które w przeciwnym razie trafią na złom i bezpowrotnie znikną. A neon w skali miasta to pojęcie coraz bardziej unikatowe. Do dziś zostało ok. 20 sztuk – dodaje.

Prawie 1700 osób w grupie Neon Side na Facebooku pozwala mobilizować miłośników wrocławskich neonów. Dzięki nim łatwiej śledzić historię neonu, który może zniknąć z dachu czy elewacji w kilka godzin. Tak było ostatnio na Nowym Dworze przy ulicy Gubińskiej, gdzie na początku kwietnia przestał istnieć jeden z ostatnich oryginalnych neonów na osiedlu. Mowa o salonie fryzjerskim nad drzwiami którego przez długie lata wisiały czerwone litery układające się w świecący napis FRYZJER. Teraz został nagromadzony brud układający się w zarys liter.

Dawny neon „Spożywczy” (już bez rurek) został odkupiony przez fundację ze skupu złomu.

- Neon kultowego „Kina Dworcowego” udało mi się kupić podczas remontu Dworca Głównego. Jego renowacja jest problematyczna, bo napis ma budowę semaforową, czyli jest dwustronny W tej chwili działa tylko jedna strona, ale na drugą też przyjdzie czas. Ten i kilka innych neonów z nieistniejących już wrocławskich kin można do jesieni oglądać na czasowej ekspozycji w Centrum Technologii Audiowizualnych – mówi Tomasz Kosmalski.

 

Liczy się idea

Kiedy Tomasz Kosmalski kupił swój pierwszy neon „Cukierniczy” z ul. Nowowiejskiej jeszcze nie przypuszczał, że to dopiero początek przygody. Najpierw gromadził kolejne napisy i kształty w pojedynkę, z czasem zaczęli mu pomagać  znajomi, na przykład  Sławomir Szołucha, a także zaprzyjaźnione firmy. Liczba zgromadzonych „arcydzieł” reklamy zewnętrznej była tak duża, że zdecydował się założyć fundację Neon Side Wrocław, której celem statutowym jest ratowanie i ochrona neonów oraz szerzenie edukacji na ich temat. Istnienie fundacji pozwala poważniej traktować te inicjatywy przez adresatów.

Obecnie w kolekcji Neon Side znajduje się 45 wrocławskich neonów, wśród nich te najbardziej znane, jak np. „Rumcajs” i „Hanka” z ul. Powstańców Śląskich, „Grand Hotel” z ul. Piłsudskiego czy „Pranie Bielizn” z ul. Młodych Techników. Żaden
z nich nie miał szans na przetrwanie w swoim oryginalnym miejscu.

Kluczem do zmian w świadomości Polaków i wrocławian wydaje się być jedynie edukacja:

- W Polsce wciąż brakuje edukacji na temat architektury i jakości przestrzeni, która nas otacza, a którą sami kształtujemy. Bez tej świadomości trudno wytłumaczyć ludziom, że konkretny neon ma wartość większą niż współczesna reklama. Zapomina się o projektancie i wytwórcy, dzięki którym możliwe było powstanie rzeczy, które dziś mają także wartość historyczną. W efekcie bezmyślnie się je niszczy  – kończy rozmowę Daniela Szymczak.

 

Michał Ratajczak, Joanna Heider

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 1 , Średnia: 5.00 na 5.00)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł