Kanał Rss
Content
Na plan filmowy od garkuchni
15 września 2012

Praca statysty nie jest zwykłym zajęciem. Ani – wbrew pozorom – łatwym, bo chociaż nie potrzeba specjalnych predyspozycji, zapanowanie nad sobą samym w obliczu bezczynnie spędzanych godzin i nużących powtórzeń tej samej sceny urasta do rangi nie lada osiągnięcia.
Statystowanie to także pomysł na wakacje i podreperowanie budżetu, choć bardziej przypomina przygodę niż formę zatrudnienia. Powyższy wniosek wypływa z prostego rachunku – polski statysta za dzień zdjęciowy otrzymuje około 40 złotych. Niemiecki w przybliżeniu dziesięć razy więcej, ale za Odrą statysta jest zawodem jak każdy inny. U nas to wciąż zajęcie dodatkowe i w pełni amatorskie.Kim jest statysta? Amatorem, naturszczykiem, wyczekującym swojej kolejności. Póki co określenie ‘statysta’ nie doczekało się właściwego spolszczenia. Wiele mogłoby przemawiać za ‘stójkowym’ albo, co bardziej karkołomne, ‘dalszoplanowcem’. Bo rzeczywiście osoba statystująca urozmaica najczęściej tło kadru, a przy zbliżeniach na twarz głównego bohatera-aktora, znajduje się na dalszym, nieostrym już planie.
Droga na plan filmowy nie jest aż tak zawiła i daleka. W samym tylko Wrocławiu, mieście z bogatą filmową tradycją i siedzibą Wytwórni Filmów Fabularnych, działa kilka agencji pośredniczących, które tworzą swoistą bazę statystów zlecając chętnym nowe oferty. Po wielkiej państwowej Wytwórni pozostały już raczej wspomnienia, a istniejące agencje filmowe istnieją na potrzeby produkcji tasiemcowej. Film długometrażowy jest przy nich świętem.
Zapisanie się do tzw. banku twarzy nie jest procesem skomplikowanym. Dobrze jest być charakterystycznym. Posiadanie niepospolitego typu urody zwiększa szanse na tymczasowe, co trzeba podkreślić, zatrudnienie. Mile widziane będą też osoby dyspozycyjne w dniu zdjęciowym, wyrozumiałe, a przede wszystkim cierpliwe, bo opanowanie nadmiaru czasu staje się sztuką większą niż X muza. Odporność na duble, czyli precyzyjne, niemal automatyczne powtarzanie tego samego układu w scenie, jest barwnym uzupełnieniem dnia zdjęciowego. Podana za niego wcześniej kwota jest zmienna i zależy od kilku czynników. Inna „rozmowa” toczy się w wypadku produkcyjniaka, reklamy telewizyjnej, filmu fabularnego czy dokumentu. Ten ostatni gatunek stanowi ciekawy potencjał dla pracy w roli statysty albo raczej statysty w roli… no właśnie, kogo? Niemiecka telewizja ZDF kręciła wiosną tego roku na terenie poligonu w podwrocławskim Rakowie paradokument traktujący o młodości Adolfa Hitlera w czasach pierwszej wojny światowej. Okazją było wystąpienie w replikach mundurów wojskowych, nocne sceny w okopach i ćwiczenia w koszarach. Niemcami byli tylko reżyserzy, a ekipa techniczna wespół z przeszło setką statystów wywodziła się z okolicy. Niskie koszty produkcji filmowej zapowiadają wzrost liczby nagrań w Polsce.
Szeroką lukę między kolejnymi dokumentami wypełniają produkcje dnia powszedniego. Stały repertuar seriali jest obecny w wytwórni na Bielanach. Rzadsze jest zapotrzebowanie statystów do ról w reklamie. By się do niej dostać, koniecznym jest najpierw przejście przez wewnętrzny casting agencji rekrutującej.
Wbrew pozorom spędzony na planie czas (a niekiedy to cały dzień), nie jest czasem straconym. Wielu wykorzystuje go do nadrabiania pozycji książkowych, zawierania nowych znajomości i dzielenia się wrażeniami. Zawsze niepowtarzalnym jest dobór statystów do konkretnego dnia zdjęciowego. Środowisko jest zróżnicowane i specyficzne. Na tyłach kadru obecna jest niekiedy mieszanka ludzi oryginalna tak z powodu pochodzenia, jak i z powodu wykonywanego (bądź nie) zawodu.
Statysta zaledwie ociera się o film czy serial, choć zdarza się, że jest mu dane zagrać epizod. Oczywiście za inną stawkę, nie mówiąc już o drobnej roli. W końcu każdy ma szanse zostać Janem Himilsbachem, czyli najsłynniejszym kamieniarzem (zawód wyuczony) wśród aktorów i najlepszym aktorem wśród kamieniarzy. Wszystko zależy od upodobań reżysera i elastyczności scenariusza.
Osobną kwestią jest traktowanie na planie statystów. Stereotyp podpowiada traktować ich jak „tło konieczne” i ludzi drugiej kategorii. Bo statystów się przesuwa, nie informuje, każe czekać w nieskończoność, daje gorszy obiad, a potem wymaga, aby wykazywali entuzjazm i radość w kadrze, podporządkowując się reżimowi.
Dopiero bycie na planie uświadamia, jak ciężką pracą jest film. Ilu wymaga starań, ustawień, drobiazgów, ludzi, sprzętu, energii (także elektrycznej), obiektów, samochodów, plenerów, rekwizytów itd. Samych ludzi od ustawiania lamp, blend i zaciemnień zjawia się kilkunastu. Są kamerzyści, wózkowy i prawdziwi statyści z definicji, czyli najczęściej dwóch filmowców trzymających statyw z mikrofonem niby wędkę.
Tę absurdalną nadliczbowość etatów zauważył Charles Bukowski, a wyraził szczególnie dosadnie w powieści Hollywood. Znalazł w niej rozwiązanie zagadki tak wielkiego za każdym prawie razem budżetu kinowego dzieła. Głównym winowajcą byli wiecznie czekający na kamery, światła i konsultacje, a przy tym pokrzykujący na siebie „panowie od filmu”.

Michał Ratajczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł