Kanał Rss
Content
Między ciszą a hałasem
6 marca 2012

W listopadzie po raz dziesiąty odbędzie się Wrocławski Festiwal Industrialny – największy w Polsce i jeden z większych w Polsce przeglądów szeroko pojętej muzyki industrialnej, a może raczej postindustrialnej. To ostatnie określenie jest zrozumiałe, bo pierwotna koncepcja grup takich jak Throbbing Gristle, Einsturzende Neubauten, SPK czy Test Department uległa w ciągu 35 lat niezliczonym modyfikacjom. Wrocławski Festiwal Industrialny od lat zaprasza artystów reprezentujących najróżniejsze odcienie industrialu.
Jak opisać ten nurt? Wyraz fascynacji maszynami i światem przemysłu? A może ilustracja paranoicznego strachu przed mechanizacją życia i wielkomiejskim zgiełkiem? Kult masy i uniformizacji czy afirmacja wyzwolonej jednostki? Bunt przeciw kulturze Zachodu czy raczej próba jej ożywienia i uratowania? Skrajna postać punk-rocka? A może młodzieżowe, undergroundowe wcielenie akademickiej muzyki eksperymentalnej?
Każde z tych zdań jest w jakimś stopniu prawdziwe – ale chyba żadne nie opisuje całokształtu zjawiska. Pierwotne zespoły industrialne bardzo często wpisywały się w lewicującą kontrkulturę, szokującą nihilizmem i atakowaniem świętości cywilizacji europejskiej. Pornografia, seryjni mordercy, choroby psychiczne, wyciąganie na wierzch brudu z najmroczniejszych zakamarków społeczeństwa – to wszystko było domeną projektów Genesisa P. Orridge’a albo tych skupionych wokół Come Organisation. Wielkim paradoksem jest zatem fakt, że jedną z silniejszych gałęzi industrialu stał się tzw. martial, czyli industrial militarny. Muzycznie gatunek ten odwołuje się do quasi-wagnerowskiej, monumentalnej muzyki klasycznej, ideologicznie natomiast… No cóż, dla wielu twórców (np. dla holenderskiego A Challenge of Honour) to po prostu opis wydarzeń historycznych albo pociągająca estetyka i igranie z kontrowersyjnymi symbolami (Der Blutharsch). Są i tacy, którzy wzbogacają swoją twórczość o przesłanie skrajnie konserwatywne, a do tego ostentacyjnie obnoszą się z „umiłowaniem kultury Starej Europy” etc. Sztandarowymi przykładami mogą być tu niemiecki Von Thronstahl czy węgierski Kriegsfall-U.
Na potrzeby tego artykułu przyjąłbym więc następującą definicję: muzyka industrialna to zbiorcze określenie wielu rozmaitych gatunków muzyki współczesnej, które wychodzą poza klasyczny zestaw brzmień muzycznych i wykorzystują dźwięki niemuzyczne, szmerowe, hałaśliwe, samplowane z rozmaitych źródeł, wielokrotnie przetwarzane etc., a poza tym opisują kondycję człowieka w erze społeczeństwa postmodernistycznego, przemysłowego i informacyjnego, nie stroniąc od ukazywania ciemnych stron panującej epoki tudzież od ironii, pastiszu i taktyki szoku.
Okazuje się więc, że z tego samego źródła płyną rozmaite strumienie. Mamy więc harsh noise, czyli po prostu surowy, nieraz chaotyczny i poplątany hałas, mamy kilka odmian silnie zrytmizowanej, postindustrialnej muzyki tanecznej (EBM, aggrotech), nowoczesną, laptopową elektronikę (estetyka „usterek i trzasków”, czyli tzw. glitch). Jest też wspomniany już martial i niejako stowarzyszony z nim neofolk – gatunek jeszcze bardziej akustyczny i melodyjny (Forseti, Death in June, Dies Natalis).
Weźmy pod lupę obszar, na którym industrial styka się z ambientem… Fabryczny hałas staje się stłumiony, wyciszony, nikną gdzieś natarczywe rytmy, pozostaje rozległa, posępna przestrzeń i smutne melodie. Tak grają Lustmord, Desiderii Marginis czy Raison d’Etre. Nie bez powodu wspominam o ambiencie, albowiem w Synagodze pod Białym Bocianem odbędzie się 3 i 4 grudnia Festiwal Ambientalny, na którym wystąpią Tim Hecker, Murcof, Hecq, Tilman Ehrhorn, Stendek i SYMPHONY. Będzie to więc gratka dla miłośników ambientu. To angielskie słowo oznacza tyle co „otaczający” i właśnie taka w założeniu jest ta muzyka. Podwaliny pod gatunek położył Brian Eno, który zresztą niedawno występował we Wrocławiu. Sam opisuje w znajej anegdocie czy też legendzie, że pomysł nasunął mu się, gdy leżał w szpitalu i słuchał bardzo cichej muzyki na harfę, której towarzyszył szum deszczu zza okna. W idei ambientu kryje się jednak pewna tajemnica – owszem, ma to być muzyka tła, delikatne wypełnienie przestrzeni, ale równocześnie słuchacz powinien mieć możliwość zagłębienia się w tych dźwiękach, wręcz zatopienia w nich. Ambient niekoniecznie musi być zresztą spokojny, relaksacyjny, łagodny. Atmosfera kreowana przez artystę mieszczącego się w obrębie tego gatunku może równie dobrze być smutna, a nawet przygnębiająca i złowroga (dark ambient).
Ambient i industrial mają inne korzenie, ale do pewnego stopnia wykorzystują podobne techniki – np. pracę z instrumentami elektronicznymi i dźwiękami otoczenia. Czerpią z eksperymentalnej muzyki poważnej, niekiedy również z folkloru i rocka. Nic więc dziwnego, że oba te gatunki często się ze sobą spotykają i przeplatają.

 

Adam T. Witczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Sport lekarstwem na depresję

Nastała najmniej lubiana przez wszystkich pora roku. Ostatnie tygodnie jesieni nie kojarzą się nam z niczym dobrym, podobnie jak zbliżająca...

Close