Kanał Rss
Content
Mad Max w Filharmonii
30 maja 2012

W sobotę 26/05 w Filharmonii Wrocławskiej odbył się koncert zespołu Lutosławski Quartet w składzie: Jakub Jakowicz: I skrzypce, Marcin Markowicz: II skrzypce, Artur Rozmysłowicz: altówka Maciej Młodawski: wiolonczela. Zespół powstał w 2007 roku. Wystąpił na wielu festiwalach: Wratislavia Cantans, Festiwal Ensemble, Musica Polonica Nova, Jazztopad, Łańcuch, Forum Lutosławskiego w Filharmonii Narodowej, Klara Festival w Brukseli oraz Ankara Music Festival w Turcji. Na sobotni repertuar składały się fragmenty kompozycji Grażyny Bacewicz, Witolda Lutosławskiego i Karola Szymanowskiego.

Tyle tytułem wstępu. Na początku muszę przyznać, że jestem kompletnym laikiem w kwestii „profesjonalnego” słuchania muzyki klasycznej. Nie orientuję się w poszczególnych stylach, nie znane mi są włoskie nazwy różnych partii muzycznych, nie potrafię wyłowić subtelnych różnic w tonacji. Można sobie zadać pytanie, co taki ignorant robił na koncercie w Filharmonii? Otóż pomimo dość daleko posuniętej niewiedzy, nigdy nie stroniłem od muzyki klasycznej. Lubię jej wpływ, nie ze względu na racjonale „dekonstruowanie” poszczególnych stylów, ale na emocje, jakie we mnie wywołuje.

Podobnie było na koncercie Lutosławski Quartet. Po prostu oddałem się swobodnemu biegowi myśli. Jako że mam w sobie coś z konserwatysty, albo raczej, apokaliptyka, już pierwsze dźwięki skrzypiec postawiły mi przed oczami obrazy rozpadających się miast, starych fabryk, pustych osiedli, gdzie między betonowymi ścianami swobodnie wieje wiatr. Późniejsze, trochę szybsze dźwięki, skojarzyły mi się z  wędrówką ludzi przyszłości, coś na kształt bohaterów „Mad Maxa” z Melem Gibsonem, lub postaciami z „Drogi” Cormacka MacCartheyego . Całość podszyta była uczuciami (ciężko powiedzieć, czy moimi, czy ich) z jednej strony nostalgii, z drugiej – ulgi. Ulgi, że w końcu ta cywilizacja dokonała swojego żywota, że teraz może jest czas na Nowy Początek, nowe idee, nowy świat Z drugiej strony nostalgia, za formami, rzeczami, do których zdążyłem się przyzwyczaić, a które w oka mgnieniu rozpuścił czas, posługując się bliżej niezidentyfikowaną katastrofą. Zamiennie, to na pierwszym, to na drugim planie, znajdowali się ludzie Nie stanowili kontrastu dla otaczających ich ruin. Ale ich widok był pokrzepiający (to pewnie bardziej „optymistyczne” dźwięki z drugiej części koncertu).

I może to jest właśnie siła muzyki klasycznej. Poruszanie tych strun, które prowadzą do namysłu nad końcem, nad eschatologią. Moja wizje eschatologiczne, to obrazy, które doskonale pamiętam z dzieciństwa, a które tak mocno wryły mi się w pamięć. To sceny ze świata przyszłości z Terminatora II: Dzień Sądu. Koncert zespołu Lutosławski Quartet przywołał te obrazy. Tak miłe dla „ejtisa” (rocznik ’83) wychowanego na Mad Maxie.

 

Bartosz Uniejewski

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Bilety na koncert Tanity Tikaram – rozdane!

    KONKURS Tanita Tikaram 19 czerwca, godzina 18:00 Do wygrania bilety o wartości 120 zł Wyspa Słodowa O tym,...

Close