Kanał Rss
Content
W rytmie eko
1 czerwca 2013

Ewa Tomaszewska: Pani Matyldo, Panie Robercie, na łamach „Słowa Wrocławian” spotykamy się nie po raz pierwszy. Do tej pory jednak nie udało mi się zapytać Państwa o to, jak to jest, kiedy człowiek przestawia się na tryb eko. Czy można całkowicie przestawić się na taką formę życia?

Matylda Toczyńska: Myślę, że stuprocentowe bycie eko jest jak najbardziej możliwe. Jestem tego najlepszym przykładem. Jedynym faktem, który spędza mi sen z powiek, jest brak samochodu o napędzie hybrydowym. Mam jednak nadzieję, że kiedyś się takowego dorobię.

E.T. A czy zauważyła Pani jakieś nietypowe reakcje organizmu na ekologiczną dietę?

M.T. Nie wiem, czy takie reakcje można nazwać nietypowymi, niemniej  z pewnością organizm dawał pewne sygnały. W momencie, kiedy ciało zaczyna się oczyszczać z wszystkich toksyn, może pojawić się zapach inny niż dotychczas. Jest to reakcja zupełnie normalna. Pozostałe zmiany mają charakter całkowicie pozytywny: normuje się waga, wzmacnia odporność, poprawia się stan skóry itd. Pamiętam, że kiedyś miałam permanentne problemy z gardłem. Odkąd stosuję ekologiczną dietę, problemów tych nie mam.

E.T. No właśnie, kiedy mówimy o ekologicznym trybie życia, najczęściej mamy na myśli eko-żywność. Jak wygląda kwestia innych produktów?

Robert Dowmund: Właściwie nie ma na rynku produktu, który nie miałby swojego ekologicznego odpowiednika. Poza jedzeniem mamy też ekologiczne trunki. Warto powiedzieć, czym owe ekologiczne trunki są. Dużo ludzi uważa, że jeśli wina produkuje się z winogron pochodzących z ekologicznych upraw, produkt ten także będzie eko. Nic bardziej mylnego. Aby mówić, iż wino takie właśnie jest, potrzebna jest także ekologiczna produkcja. Na etykiecie musi znaleźć się symbol zielonego liścia, nazwa jednostki certyfikującej. Jednym z kryteriów ekologiczności wina jest także zawarta w nim ilość siarczanów. Dla wina czerwonego wynosi ona 100 mg/l, dla białego i różowego – 150 mg/l. Konwencjonalne wino zawiera ich odpowiednio 150 i 200 mg/l.

E.T. Jak wygląda sprawa z tzw. środkami chemicznymi?

M.T. Ekologiczne środki czystości powstają w wyniku reakcji chemicznych, które nie zagrażają środowisku. W asortymencie naszego sklepu można znaleźć całą gamę środków czystości, które nie mają nic wspólnego z chemią wielkoprzemysłową. Posiadamy np. wybielacze na bazie mydła potasowego czy płyny do czyszczenia różnych powierzchni, które zawierają olejek pomarańczowy. Produkty te są niezwykle wydajne, nie zanieczyszczają środowiska, przepięknie pachną i są absolutnie nieszkodliwe dla skóry. No i najważniejsze, produkty te są po prostu skuteczne – zazwyczaj bardziej niż ich chemiczne odpowiedniki. Poza trunkami i „chemią” warto powiedzieć także o ubraniach. Odzież produkowana w sposób ekologiczny jest niebielona chlorem, pochodzi wyłącznie od producentów zrzeszonych w Stowarzyszeniu Sprawiedliwego Handlu (Fair Trade).

E.T. Gdybyście Państwo zechcieli przybliżyć naszym czytelnikom kilka głównych założeń Sprawiedliwego Handlu.

R.D. Przede wszystkim chodzi o to, aby szanować pracowników i stawiać ich ponad chęcią zysku. Stowarzyszenie Sprawiedliwego Handlu zapewnia ochronę dzieciom czy ludności tubylczej, reguluje także kwestie dotyczące godziwej zapłaty producentom danych towarów oraz dba o wzrost świadomości na temat sytuacji kobiet i mężczyzn jako producentów i handlowców.

E.T. Proszę jeszcze opowiedzieć o dostępności produktów ekologicznych w Polsce. Jaki jest procent towarów, które importujemy?

R.D. W tym przypadku mamy do czynienia z dość zabawną kwestią. Jednak zacznijmy od początku. Największą część ekologicznych produktów z Polski stanowią: sezonowe owoce, warzywa, nabiał, część kosmetyków, przetwory warzywne, soki. Dla przykładu powiem, że w soku z kiszonego ekologicznego buraka jest nieporównanie więcej składników antynowotworowych niż w soku ze zwykłego buraka. W Polsce niestety jest mniej żywności ekologicznej, gdyż producenci często nie są w stanie sprostać wymaganiom formalnym. Proszę sobie wyobrazić, że Polska bardzo dużo żywności eksportuje do Europy Zachodniej, skąd wraca do nas żywność przetworzona.

E.T. Skoro u nas sprawa ekologicznej żywności wygląda raczej przeciętnie, gdzie należy szukać rynków bogatych w te produkty?

M.T. Czy wygląda źle? 8% polskiego społeczeństwa deklaruje, że raz w tygodniu je coś ekologicznego. Żart polega na tym, iż poziom żywności eko na naszym rynku wynosi 1%. Dużo produktów importujemy z Niemiec, Włoch, Francji, a nawet z Czech. Domyśla się Pani, który kraj jest teraz najbardziej „na topie” w kwestii ekologicznej?

E.T. Zamieniam się w słuch.

M.T. To Rumunia. Będzie to kraj roku w trakcie Targów BioFach 2013 w Norymberdze. W tym kraju funkcjonuje już ok. 9800 gospodarstw ekologicznych. Około 10000 rumuńskich produktów posiada eko certyfikat. W latach 2010-2012 potrojono tam ilość gospodarstw ekologicznych. Rumunia jest także jednym z większych eksporterów na rynki europejskie.

E.T. Jaki jest Wasz stosunek do akcji typu „Dobre, bo polskie”?

R.D. Nie zawsze to, co polskie jest dobre, a to, co zagraniczne złe. Trzeba wyraźnie zaznaczyć granicę pomiędzy żywnością ekologiczną, a regionalną czy naturalną. To są zupełnie inne parametry, obowiązują inne certyfikaty. Ekologiczna żywność pochodzi z ekologicznych upraw (wszystko musi być eko: od ziarna do sposobu jego przetwarzania). To naprawdę szeroki temat.

E.T. Dziękuję za rozmowę

 

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 4 , Średnia: 5.00 na 5.00)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł