Kanał Rss
Content
Trzeci kurort
1 marca 2014

Już nie Rudawy Janowickie, ale jeszcze nie Karkonosze. Tuż nad malowniczą Przełęczą Okraj i jednocześnie dawnym przejściem granicznym między Polską a Czechami, leżą Kowary. Miasteczko uzupełnia ofertę turystyczną Karpacza i Szklarskiej Poręby u podnóża Śnieżki.

Blisko stąd zarówno na Skalnik w Rudawach, jak i na wspomniany najwyższy szczyt Sudetów. Kowary stanowią dość specyficzną miejscowość, pozbawioną jeszcze masowego napływu turystów, choć pełną w liczne atrakcje.

Historia Kowar sięga wielu wieków wstecz, aż do XII stulecia. Zaczynem powstania osady było odkrycie tu rud żelaza, miedzi, srebra i ołowiu. Przy wydobyciu kruszców pracowali głównie Walończycy – górnicy przybyli wcześniej z terenów dzisiejszej Belgii, którzy trwale wpisali się w dzieje regionu, m.in. także Szklarskiej Poręby.

Dwa wieki później górnictwo w okolicy stało już na bardzo wysokim poziomie, co potwierdzają oficjalne dokumenty. Kowary znalazły się we władaniu bogatego rodu rodziny Schaffgotschów. Kowarzanie, poziomem wyrabianego przez siebie rzemiosła i stopniem rozwoju handlu, skutecznie konkurowali z mieszczanami Jeleniej Góry. Trwało to do czasu aż ci poskarżyli się samemu królowi Wacławowi, co poskutkowało nie tylko zakazem handlu suknem, piwem i solą przez kowarzan, ale i koniecznością zaopatrywania się w podstawowe produkty właśnie w Jeleniej Górze.

Taki stan rzeczy był w dłuższej perspektywie nie do zaakceptowania, zważywszy na fakt, że w osadzie pracowało wielu górników, dla których regularne dostarczanie towarów było rzeczą podstawową. Uciążliwość wędrówek handlowych do Jeleniej Góry spowodowała, że wkrótce zaczęto myśleć o suwerenności, czyli nabyciu praw miejskich. Doszło to do skutku w roku 1513 za sprawą króla Czech i Węgier Władysława Jagiellończyka. Głównym praktycznym aspektem nadanego prawa były liczne przywileje, takie jak możliwość organizowania targów i jarmarków, własnego wypieku chleba, warzenia piwa oraz posiadania własnych organizacji cechowych.

Wiek XVI to złote czasy dla Kowar, nie ze względu na złoto, a żelazo i prężny rozwój miejscowego hutnictwa w tym czasie. Znacznie gorzej mieszkańcom wiodło się w wieku kolejnym, gdy nastała wojna trzydziestoletnia. W związku z wydarzeniami część kowarzan była zmuszona do skrycia się z dobytkiem wysoko w górach. Tak doszło do powstania osady Budniki, o której będzie jeszcze mowa.

Następujące po sobie decyzje kolejnych królów, zmiany granic, pruskie panowanie czy wielki pożar w centrum miasta w 1792r., doprowadzały do powolnego upadku kowarskiego górnictwa. Miasto zaczęło stawiać na przemysł płócienniczy, który nie był tak perspektywiczny i dochodowy jak wydobywanie kruszcu.

Malownicze położenie Kowar nad rzeką Jedlicą, płynącą pomiędzy gęstą zabudową domów, niesie specyficzny chłód i niezapomniany widok mostów, mostków i kładek. Przerzucanie ich co chwila nad jej korytem okazało się dla miejscowości zgubne. W 1810 r. wody Jedlicy wystąpiły z brzegów i zalały większą część kowarskich ulic. Niedługo po powodzi, gdy miasto wciąż było doprowadzane do dawnego porządku, swój żywot zapoczątkowały sanie rogate, którymi przemierzano odcinek od Kowar do Przełęczy Okraj i z powrotem. Tradycja ta jest kultywowana do dzisiaj, a odnowiona kowarska starówka doczekała się nawet pomnika przedstawiającego ten właśnie specyficzny dla regionu środek transportu.

 

Siła dywanu i uranu

Na przełomie wieków XIX i XX Kowary słynęły z produkcji… dywanów. Było to możliwe dzięki świetnie prosperującej fabryce: najpierw pod nazwą Vereinigte Smyrna Teppich Fabriken, a następnie Fabryka Dywanów Kowary aż do lat 80. ubiegłego stulecia. W 1905r., gdy wprowadzono w życie nowoczesną technikę produkcji dywanów, umożliwiającą konkurowanie z podobnymi wyrobami na skalę światową, otwarto linię kolejową z Jeleniej Góry do Kamiennej Góry przez Mysłakowice i Kowary. Kolej, jako atrakcja turystyczna, sama w sobie nie utrzymała się do czasów współczesnych, mimo że zachował się zabytkowy, podniszczony dworzec i malowniczo położone torowisko.

Nie przetrwała też do dziś kopalnia uranu – ostatni surowiec wydobywany jeszcze po II wojnie światowej w kowarskich sztolniach. Uzyskiwano go pod ścisłą kontrolą i na zapotrzebowanie Rosjan. Ta sytuacja spowodowała pewną izolację miejscowości, przede wszystkim turystyczną, aż do końca lat 50. XX wieku.

Kowarska kopalnia uranu była jednym z najpilniej strzeżonych miejsc w PRL-u. Długość dostępnych obecnie wyrobisk można szacować na około3 km, choć trasa przeznaczona dla zwiedzających liczy nieco ponad połowę tego dystansu.

Na początku lat 70. ubiegłego wieku bogate w radon wyrobiska uranowe wykorzystywano jako podziemny ośrodek inhalacji radonowych. Terapie tego typu, z racji łatwego wchłaniania radonu przez organizm i jego leczniczym właściwościom, pomagały przy schorzeniach układu krążenia czy układu oddechowego. W sztolni nr 19a przygotowano: dwie komory inhalacyjne, pomieszczenia dla personelu, toalety i wyjście ewakuacyjne przez sąsiednią sztolnię. Znajdowały się tam również sale techniczne, gdzie wydzielający się ze skał i wody radon był odpowiednio przygotowywany, mieszany ze świeżym powietrzem, a następnie wtłaczany do komór inhalacyjnych. Do pomieszczeń zabiegowych, znajdujących się na końcu sztolni, kuracjusze byli dowożeni kolejką elektryczną.

Kowarskie inhalatorium radonowe było jedynym tego typu obiektem w Polsce i tylko jednym z pięciu na świecie. Niestety już pod koniec lat 80. ubiegłego wieku zaczęło brakować pieniędzy na jego utrzymanie. W niedługim czasie, w wyniku braku konserwacji, zarwaniu uległ wylot szybu między poziomowego „nr2”, skąd czerpano dużą cześć radonu. W tym momencie inhalatorium zamknięto i zaczęła się jego powolna degradacja.

 

Do zobaczenia

Atrakcji na miejscu nie brakuje. Przygoda zaczyna się już na przedmieściach Kowar, gdzie znajduje się niecodzienny obiekt – Dom Kata z bogatą ekspozycją narzędzi i urządzeń, pokazującą średniowieczny sposób egzekwowania przestrzegania prawa. W budynku rzeczywiście mieszkał ostatni kat miejski Wystawa do dziś u jednych budzi strach i obrzydzenie, a u innych fascynację i zaciekawienie.

Wizyta w Kowarach to okazja do wcielenia się w rolę olbrzyma. Wszystko za sprawą Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska na terenie bezpośrednio przylegającym do dawnej fabryki dywanów. Odwiedzający Park mają możliwość zobaczyć obiekty, reprezentujące bogactwo architektury Dolnego Śląska, odwzorowane w skali 1:25. Modele pałaców, klasztorów, kościołów i starówek miast dolnośląskich zostały wyeksponowane w naturalnym otoczeniu, wśród kwiatów i zieleni.

Zaskakujący swoimi rozmiarami jest budynek szpitala z licznymi werandami i wieżyczkami. Elewację oraz wnętrza tej secesyjnej bryły ozdobiono, zgodnie ze stylem, motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Szpital „Wysoka Łąka” powstał w latach 1900-1902 według projektu wrocławskiego architekta Karla Grossera. Tworząc go, wzorował się na wysokogórskim sanatorium w szwajcarskim Davos. Z tarasu przed głównym wejściem do szpitala roztacza się malowniczy widok na wschodnią część Karkonoszy.

Atrakcję przyrodniczą stanowi, oddalona od Kowar kilkanaście kilometrów na wysokości1046 mn.p.m., Przełęcz Okraj, która oddziela Kowarski Grzbiet od Grzbietu Lasockiego. Jeszcze kilka lat temu przebiegało przez nią najwyżej położone w naszym kraju drogowe przejście graniczne. Dziś został tylko zapierający dech w piersiach widok. Udać się można stąd w polskie i czeskie Karkonosze, albo zatrzymać się na dłużej w pobliskim schronisku.

Zapomniane piękno

Tuż za Przełęczą Okraj odnaleźć można miejscowość Malá Úpa z typowymi chałupami karkonoskimi malowniczo rozrzuconymi po zboczach. Po polskiej stronie, niedaleko Kowar, niegdyś podobne budynki znajdowały się we wspomnianej osadzie Budniki.

Ta nieistniejąca już miejscowość słynęła ze specyficznych warunków klimatycznych –  słońce nie zaglądało tam przez 113 dni w roku. Choć dziś rosną tu tylko trawy i drzewa, jeszcze 50 lat temu znajdowała się tam tętniąca życiem osada.

Powstanie tej górskiej osady wiąże się z wojną trzydziestoletnią (1618-1648). Szukająca schronienia w górach ludność Kotliny Jeleniogórskiej, znajdowała je w karkonoskich lasach. Działania zbrojnie przeciągały się na okres kilku pokoleń, więc pogodzeni z rzeczywistością mieszkańcy zaczęli urządzać trwalsze schrony. Pierwotna ludność Budnik pochodziła z Kowar i okolic.

Budniki położone były w dobrach hrabiów Schaffgtschów z Cieplic. Administracyjnie należały do gminy górskiej z siedzibą w Brückenberg, czyli dzisiejszym Karpaczu Górnym.

Na samym początku XX w. mieszkały tu 42 osoby. Najwięcej mieszkańców – 64 – w roku 1910 przebywało w kilkunastu budynkach. Istniała tu nawet szkoła ewangelicka dla zaledwie kilkoro uczniów. Latem budynek pełnił funkcję schroniska dla turystów.

Turyści, którzy coraz częściej przechodzili przez Budniki w drodze z Kowar na Śnieżkę, sprawili, iż w miejscowości powstały dwie niewielkie gospody. Serwowano w nich nie tylko miejscowe wyroby mięsne i mleczne, ale także piwo i przekąski sprowadzane z Kowar lub Karpacza.

Budniki słynęły z warunków przyrodniczych. Do zabudowań położonych tuż przy stromych stokach, które osłaniały je od wschodu i południa, w zimie promienie słoneczne praktycznie nie docierały. Przez 113 dni w roku wszystkie budynki w Budnikach pogrążone były w nieustannym cieniu okolicznych gór. Miejscowa ludność tak uzależniona była od promieni słonecznych, że uroczyście obchodziła pożegnanie (26 listopada) i powitanie (19 marca) gorącej planety.

Po wojnie schronienia szukały tu bandy żołnierzy i rozproszone oddziały niemieckiego Wehrwolfu. Następnie pojawili się w górach szabrownicy, a na końcu osadnicy. Jednymi z pierwszych mieszkańców byli drwale.

Dziś po osadzie zostały zaledwie fundamenty i tabliczki informacyjne zdradzające obecność ustalonych lokalizacji budynków.

 

Studencka osada

Większość obiektów należała do studenckiej organizacji „Bratnia Pomoc”. Od 1946r. administrowali nimi pracownicy Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej. Ośrodek czynny był praktycznie przez cały rok, przyjmując studentów na turnusach letnich i zimowych. Kierowano tu głównie uczniów, którzy przeżywszy obóz koncentracyjny, obóz pracy lub doświadczywszy głodu w czasie wojny, mieli w górskich lasach poprawić kondycję zdrowotną.

Warunki bytowe były spartańskie. Przybywający na rekonwalescencję przywoził ze sobą własny koc i prześcieradło. Na miejscu otrzymywał jedynie siano, na którym należało przygotować sobie posłanie. Łazienek też oczywiście nie było i wszelkie zabiegi higieniczne, łącznie z kąpielą, trzeba było czynić w niezwykle zimnych wodach tutejszego strumienia. W domach nie było żadnego oświetlenia. Tak więc trzeba było kłaść się spać wraz z nastaniem mroku, za to pobudka zawsze była o świcie.

Michał Ratajczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł