Kanał Rss
Content
Smoleńsk – dwa lata
10 kwietnia 2012

Dwa lata temu pod Smoleńskiem rozbił się samolot, którym na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej leciał ówczesny prezydent Polski – Lech Kaczyński – wraz z małżonką, współpracownikami i wieloma innymi osobami (wśród których byli m.in. posłowie, kombatanci, wojskowi i urzędnicy państwowi). Jak można było się spodziewać, od samego początku temat katastrofy budzi ogromne kontrowersje, można wręcz rzec, że stosunek do tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku jest jedną z głównych linii podziału politycznego i polaryzacji w polskim społeczeństwie. Z jednej strony są ci, których “to wszystko już nudzi”, bo przecież “sprawa została dawno wyjaśniona”.  Oni uważają Smoleńsk za obsesję nawiedzonego Jarosława Kaczyńskiego i jego fanatycznych wyznawców, za wydarzenie, dzięki któremu PiS może grać na nastrojach społecznych. Z drugiej strony są wszyscy ci, którzy nie dowierzają oficjalnej wersji katastrofy i nie chcą przestać drążyć tematu. Są to zresztą ludzie bardzo różni, wcale niekoniecznie entuzjaści PiS i czytelnicy “Gazety Polskiej”. Owszem, niektórzy wprost mówią o zamachu (wręcz o “zamachu Tuska i Putina na prezydenta Lecha Kaczyńskiego”), inni jednak ograniczają się tylko do stawiania pytań i wskazywania słabych punktów w rosyjskiej i rządowej wersji wydarzeń.

Co do mnie, to nie jestem znawcą tematyki „smoleńskiej”. Nie śledzę z wypiekami na twarzy kolejnych doniesień dotyczących godzin, sekund, metrów, kilometrów na godzinę, zapisów z czarnych skrzynek, odgłosów wystrzałów etc. Co więcej, nie darzę szczególną estymą prezesa Jarosława Kaczyńskiego, nie sympatyzuję z Prawem i Sprawiedliwością, a nawet odczuwałem lekkie zażenowanie, widząc egzaltację przynajmniej niektórych osób demonstrujących pod Pałacem Prezydenckim, zbierających się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu – i ogólnie zaangażowanych w „sprawę”.

To prawda. Ale czy to naprawdę niezwykłe, że taka katastrofa absorbuje umysły ludzi przez pół roku, rok, dwa lata – i być może dużo więcej? Nie chodzi tu nawet o emocje, nawet jeśli wielu im ulega. Chodzi tu właśnie o chłodny osąd. Jak to powiedział reżyser Grzegorz Braun – „Prezydenci nie giną w przypadkowych kraksach”. Oczywiście czasem giną, ale z uwagi na pełnione przez nich funkcje każdy przypadek powinien być rozpatrywany w sposób drobiazgowy, szczegółowy, bezstronny. Jeśli natomiast do istotności samej katastrofy dodamy jeszcze ogromną ilość niejasności pojawiających się w toku śledztwa – to niezwykłe jest raczej myślenie, że „dwa lata wystarczą, dajmy spokój”. Niezwykłe, nieodpowiedzialne i niepoważne.

 

Adam T. Witczak

 

(fot. Staszewski / wikipedia / http://www.prsteam.net/)

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Hochsztaplerzy z Wałbrzycha

Dwoje mieszkańców Wałbrzycha - 25-letni mężczyzna i 32-letnia kobieta - usiłowało wyłudzić w jednym z wałbrzyskich banków 25 tysięcy złotych...

Close