Kanał Rss
Content
Skrzętne chomikowanie
4 kwietnia 2012

Czy warto oszczędzać? Niewielu z czystym sumieniem powie, że nie. Oczywiście są tacy, którzy wprost i otwarcie twierdzą, że dochody są po to, by je wydawać, a życie jest za krótkie, żeby martwić się o następny dzień. Tego typu jednostki należą jednak do rzadkości. Większość z nas jeśli nawet wydaje wszystko lub prawie wszystko, co zarabia, to postępuje tak jedynie z konieczności – albo dlatego, że niezbyt starannie planujemy nasze wydatki. W teorii natomiast chyba chcielibyśmy oszczędzać albo wyobrażamy sobie, że moglibyśmy to robić i odłożyć dzięki temu mniejsze lub większe sumy.

Od teorii do praktyki droga bywa daleka, nie zawsze bowiem “chcieć to móc”. Rodzi się więc pytanie: jak oszczędzają Polacy? Od dawna słyszymy, że idzie im to kiepsko. To prawda, że wielu Polaków zmuszonych jest żyć skromnie, a więc oszczędzają w tym sensie, że kupują produkty najtańsze lub ograniczają ich ilość. Czym innym jest jednak odkładanie pieniędzy na konto lub specjalny fundusz. Badanie OBOP z października 2010 roku pokazuje, że tylko 26 procent Polaków ma odłożone jakiekolwiek pieniądze. Wynika z tego, że reszta (czyli 3/4) funkcjonuje z miesiąca na miesiąc w oparciu o pensje lub pożyczki. Tylko 7 procent spośród oszczędzających ma odłożone więcej niż 100 tysięcy złotych. Podkreślmy: 7 procent z tych, którzy w ogóle oszczędzają.

Inne badanie, przeprowadzone na zlecenie Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce w maju 2010 roku, mówi o ok. 32 procentach Polaków “zdolnych odkładać część zarobków jako oszczędności”. Co gorsza, już prawie 45 procent gospodarstw domowych ma “kłopoty z realizacją zobowiązań” (choć oczywiście pojęcie “kłopotów” nie jest do końca precyzyjne).

Najczęściej gromadzimy pieniądze na rachunkach bankowych i lokatach terminowych. W styczniu 2010 roku Polacy mieli na lokatach zdeponowane około 363 miliardy złotych. Stosunkowo mało popularne są indywidualne konta emerytalne, z których korzysta jedynie kilka procent aktywnych zawodowo rodaków. W połowie 2009 roku łączna wartość oszczędności polskich gospodarstw domowych wynosiła 728,5 mld zł, co stanowiło około 65 proc. całego PKB. W krajach Europy Zachodniej jest to zazwyczaj… 200 procent. W październiku 2008 roku raport Fundacji Kronenberga (przygotowany przez TNS Pentor) pokazywał, że 7 procent Polaków oszczędza regularnie, rok później było to już tylko 6 procent.

Warto przemyśleć sobie, na czym możemy oszczędzić. Jeżeli nie stać nas na to, by na początku każdego miesiąca odłożyć określoną kwotę, a z reszty żyć na dowolnym pożądanym przez nas poziomie, to musimy zacisnąć pasa i czegoś sobie odmówić. Zaoszczędzić można choćby na codziennych zakupach. Doświadczona gospodyni potrafi – niczym zdolny biznesmen – analizować oferty sklepów i supermarketów. W jednym są wyjątkowo tanie jajka, w innym promocja mleka, w następnym – wyprzedaż koszul. Taka czujność też ma swoją cenę – jest nią czas, który przeznaczamy na odwiedzanie kilku (albo kilkunastu) różnych miejsc zamiast jednego. Trudno, tak musi być, jeśli naszym celem jest zminimalizowanie wydatków. W skrajnych przypadkach trzeba po prostu pewnych rzeczy sobie odmówić, albo kupić tańsze zamienniki, niekoniecznie “markowe”. Wydawałoby się, że to wszystko małe sprawy – tu 10 groszy, tam złotówka, tu dwa złote… Pamiętajmy jednak, że w dłuższym okresie czasu robią się z tego niezłe sumki – które mogą się przydać, kiedy nadciągnie czający się od dawna za progiem kryzys…

Pojawia się też pytanie, po co oszczędzamy. Według raportu Fundacji Kronenberga Polacy oszczędzają głównie na wydatki konsumpcyjne – a więc na zakup samochodu lub wyposażenia mieszkania (35%), na wakacje (28%) i drobne przyjemności (22%). Pieniądze na emeryturę zbiera (według tego badania) tylko 14% społeczeństwa.

Oszczędzać niewątpliwie warto, czasami jednak nie ma rady – trzeba wziąć kredyt, a więc zadłużyć się. Kredyt to narzędzie zupełnie naturalne, choć w obecnych czasach nadużywane przez miliony ludzi słabo planujących swoje domowe budżety.

Za pożyczone pieniądze kupujemy domy i mieszkania. W zasadzie dla większości ludzi istnieją tylko dwie możliwości: wzięcie jakiegoś rodzaju kredytu (o ile zostanie im udzielony) lub wynajem mieszkania. Zakup za gotówkę to już wyższa szkoła jazdy. Pieniądze pożyczamy jednak nie tylko na tak duże inwestycje. Kredyty konsumpcyjne służą do finansowania najróżniejszych rzeczy – zakupu sprzętu AGD lub samochodu, remontu mieszkania, organizacji wystawnego wesela etc. Konsumpcyjny kredyt ma do siebie to, że jego kwota jest stosunkowo niska (500 zł – 80 000 zł), okres kredytowania krótki (rok do kilku lat) i nie wymaga poręczycieli (poręczeniem jest np. sprzęt, który za pożyczone pieniądze kupujemy). Suma wszystkich opłat, prowizji i pozostałych kosztów nie może w przypadku tego rodzaju kredytu przekroczyć 5 procent pożyczonej kwoty, zaś oprocentowanie – czterokrotności stopy lombardowej NBP.

Przy braniu kredytu konsumenckiego przysługują nam prawa, które warto znać. Mamy więc prawo do pełnej informacji na temat kredytu, a umowa z bankiem powinna być pisemna. W ciągu 3 dni od podpisania umowy możemy od niej odstąpić. Jeśli kredyt został już wypłacony, należy go zwrócić w całości kredytodawcy. Mamy też prawo spłacenia kredytu wcześniej, niż planowaliśmy, jeśli jest to dla nas wygodne, a także do rozliczenia kosztów kredytu z tytułu wcześniejszej spłaty. To ostatnie oznacza, że nie musimy płacić oprocentowania za okres po spłacie kredytu, jeśli spłaciliśmy go wcześniej. Przy kredycie nieoprocentowanym możemy domagać się zwrotu zapłaconych prowizji i opłat proporcjonalnie do okresu, o który skrócono czas kredytowania.

Przy podejmowaniu decyzji o wzięciu jakiegokolwiek kredytu lub pożyczki niezmiernie ważne jest właściwe rozplanowanie sobie przyszłych wydatków i określenie swoich potrzeb. Nie dajmy się zwodzić chwilowym porywom, impulsom i emocjom, które często towarzyszą np. rozpoczęciu zakupów na raty. Musi istnieć naprawdę wysokie prawdopodobieństwo, że będziemy w stanie spłacić kredyt, musimy być też pewni, że faktycznie chcemy kupić coś pożytecznego. Najgorsze, co może się zdarzyć, to tzw. pętla kredytowa, a więc sytuacja, w której zaciągamy kolejny kredyt po to, by spłacić poprzedni. Od takiego obrotu spraw trzymajmy się za wszelką cenę z daleka!

 

Adam T. Witczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Read previous post:
Śląsk zwiększa budżet

W ostatnich latach coraz większe sukcesy zaczyna osiągać Śląsk Wrocław. Nie będziemy się jednak zajmować stroną sportową klubu, ale jego...

Close