Kanał Rss
Content
Renata i Tanita, czyli uratowane Święto Wrocławia
30 czerwca 2012

Podobno Tanita Tikaram w zastępstwie za Sinead o’Connor zachwyciła Wrocław. Podobno Renata Przemyk jest w świetnej formie. Zgadza się. Mógł się o tym przekonać każdy, kto 19 czerwca wieczorem trafił na Wyspę Słodową w ramach WrocLove Fest na koncert wspomnianych piosenkarek. Dobrze się stało, że festiwal odbywał się we wtorek. Było dość kameralnie, jak na występ plenerowy, ale trudno mówić o pustkach. Wręcz przeciwnie, choć weekendowym bywalcom wcale nie bezludnej Wyspy frekwencja wydawała się skromna.

Organizatorzy tak ustalili kolejność, by stopniowo podnosić ciśnienie publiki. Na wrocławskim zespole Mikromusic, obracającym się w rejonie trip hopu i jazzu, zgromadziła się jeszcze garstka najzagorzalszych fanów gatunku, ale już od pierwszego utworu Renaty Przemyk tłum wyraźnie gęstniał. Nie bez powodu. Na scenie epatująca skromnością piosenkarka z Bielska-Białej czuła się w swoim żywiole, umiejętnie tonując nastroje widzów. Wolne i nostalgiczne brzmienia przeplatały się ze skocznymi wariacjami – od utrzymanej na weselną nutę „Nie mam żalu”, przez smutne i sentymentalne „Odjazd” i „Zero”, cygańskie „Ile kosztuje miłość”, aż po słynną „Kochaną”. Przemyk zresztą trudno nazwać piosenkarką. Byłoby to zwykłe zaszufladkowanie, jako że dała się poznać w roli poetki (może stąd łatwość w pisaniu własnych piosenek) i malarki. Swoją niebanalną prezencją mało też pasuje do wielkich widowisk muzycznych czy komercyjnych przedsięwzięć. Sprzyjają jej raczej sceny klubowe, pomieszczenia teatralne, jednak biletowany koncert w środku tygodnia na Wyspie Słodowej nie gryzł się z charakterem Przemyk. Próżno szukać jej piosenek w radiu, dzięki czemu wciąż pozostaje na uboczu głównego nurtu, jaskrawa i oryginalna. Publiczność, szczególnie żeńska, poderwała się jeszcze na kawałku „Babę zesłał Bóg”. Ten, jak i pozostałe teksty są bardzo uniwersalne i dotyczą spraw ludzkich. Trochę tam miłości, przyjaźni, wyjazdów i powrotów, jak w życiu.

Kiedy Renata Przemyk rozdawała swoim fanom autografy, w blasku reflektorów mieniła się już drobna sylwetka gwiazdy wieczoru – Tanity Tikaram. Obie wokalistki wydają się być jak wino. Czas zauważalnie działa na ich korzyść. Brytyjka, choć urodzona w Niemczech i mająca malezyjskie korzenie, zaśpiewała perfekcyjnie i nie był to playback. Muzyczna podróż zaczęła się od folkowego i znanego „Good tradition”. Wtorkowy koncert był dla zgromadzonych świetną okazją do zapoznania się z materiałem z najnowszej płyty, mającej ukazać się w sierpniu tego roku, „Can’t go back”. Wszyscy i tak z niecierpliwością czekali na stare sprawdzone piosenki (wg inżyniera Mamonia), które lubią: „Stop Listening”, a zwłaszcza „Twist on my sobriety”. Wtedy świat oszalał na punkcie jej potężnego, do złudzenia przypominającego męski głosu. Dzięki niemu pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek, choć, tak jak Renata Przemyk, wcale nie zabiega o sławę za wszelką cenę. Tym bardziej trzeba pochwalić organizatorów, którzy mimo przeszkód zaserwowali wrocławianom rzadko spotykany i tak awangardowy duet – klasową Tikaram i wymykającą się wszelkim konwencjom Przemyk, która powinna być naszym dobrem narodowym po nieudanym turnieju Euro.

 

Michał Ratajczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Na okrągło

Udało się ostatecznie rozstrzygnąć spór o nazewnictwo dwóch wrocławskich rond. Od pewnego czasu zastanawiano się czy rondo przy najbardziej widocznym...

Close