Kanał Rss
Content
Pytanie o brzydotę domów
2 marca 2015

Widząc kolejny plac budowy w najbliższym sąsiedztwie, wielu z nas z niepokojem oczekuje tego nowego, co niebawem z tej „dziury w ziemi” wyrośnie. Po przecięciu wstęgi i oddaniu nowego obiektu w użytkowanie, wielu z nas zadaje nieodmiennie to samo pytanie: czy naprawdę toto „nowe” musi być aż tak brzydkie? I, co ciekawe, zadający od razu znają odpowiedz… Winni są oczywiście architekci!

Spróbuje jednak udowodnić, że tak nie jest. Zacznijmy zatem od końca. Wyobraźmy sobie, że produktem finalnym, z którym przychodzi obcować jest budynek mieszkalny. Jego wykonawcami są: firmy budowlane. To właśnie jakość pracy ich pracowników jest przede wszystkim oceniana. To oni są wykonawcami nierównych tynków i krzywych ścian, to oni montują niezamykające się drzwi itp. Następny w tej odwróconej kolejce jest deweloper. To jego księgowi ustalają ile gotowi są zapłacić za 1m2 powierzchni ogólnej obiektu w konkretnej lokalizacji. I to również oni decydują w dużym stopniu o doborze technologii i stosowanych materiałach budowlanych. Dopiero na tym etapie pojawia się architekt, który zgodnie z wiedzą, przepisami budowlanymi i doświadczeniem próbuje zrealizować się jako twórca. W swoim działaniu musi się jednak nieco powściągać, gdyż jego dzieło musi zmieścić się w ustaleniach zapisanych w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego (mpzp) przez urbanistów. To z zapisów planu wynika wysokość budynku, położenie gzymsów i pilastrów, kształty dachów, sposób dowozu i wywozu (droga pożarowa, karetki, śmieciarki), itp. itd. Plany urbanistyczne – jako prawo miejscowe – zatwierdzane są przez radnych. Oczywistym jest, że przed ich uchwaleniem radni zasięgają opinii doradców. Plany urbanistyczne (mpzp) są realizacją pewnej wizji całościowej zapisanej w strategii rozwoju gminy, która – co prawda realizowana (w postaci studium lub strategii) przez planistów przestrzennych – określana jest przez polityków szczebla samorządowego. Zatem – jak widać – dzieło jedno, ale „ojczymów” dużo.

W tym całym ciągu zmyłek i pomyłek nie wspomniałem o kilku istotnych elementach. Pierwszym z nich jest ogólny poziom wykształcenia estetycznego społeczeństwa. Niegdyś istniały pewne kanony: czy to piękna, czy to funkcjonalności. Dzisiaj, w czasach postmodernizmu, rzeczywistość zrelatywizowano tak dalece, że piękne jest to o czym media poinformowały, że jest piękne. Dlatego też możemy zostać doinformowani, że od wtorku po południu zmienia się kanon piękna, i że Solpol przy ul. Świdnickiej jest „be”, a Pasaż Grunwaldzki jest „trendy” (zaznaczam, że to tylko dowolna kombinacja przykładów).

Prawdziwe dzieła mają do siebie to, że istniejąc, są po prostu niezauważalne – tak jak rozbudowa Renomy!

Na zadane mi pytanie o wygląd współczesnego domu mieszkalnego odpowiadam: obok podziemnego parkingu, szkieletowej konstrukcji (do drugiej kondygnacji włącznie) i windy, winien mieć jeszcze ładną elewację frontową – przyuliczną bądź przyplacową – z balkonami, loggiami, pilastrami, gzymsami, okapami (czyli precz z płaskimi fasadami!) i spadzisty dach. A w swej części „przyziemnej” (w parterze) miałby sklepy (uwaga: z wejściem z poziomu chodnika!), zaś sama elewacja parteru byłaby z materiałów wysokiej jakości.

I tak wyglądałaby pełna odpowiedz na pytanie: dlaczego nasze nowe domy są takie brzydkie? Ano właśnie dlatego, że to tym wszystkim o czym napisałem, jakby zbyt często się zapomina!

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł