Kanał Rss
Content
Pręgierz i obyczaje
10 lutego 2015

Starzy wrocławianie dobrze pamiętają atmosferę lat 50- i 60- tych minionego wieku. Dorośli, zmęczeni intensywnym budowaniem socjalizmu, odpoczywali w kilku ulubionych miejscach naszego grodu. Jednym z pierwszych „relaksujących” lokali był otwarty już w maju 1945 r. legendarny „Bałtyk” przy ul. Ofiar Oświęcimskich (róg Oławskiej). Niedużą, lecz przytulną restaurację konspiracyjnie zwano Instytutem Morskim. Ceny były tam niskie, zaś personel niezwykle wyrozumiały… Kilka pokoleń pracowników pobliskich instytucji z sentymentem wspomina, jak codziennie służbowo wychodzili z pracy na badania, konsultacje i nasiadówki do Instytutu. Atmosfera sprzyjała nawiązywaniu mnóstwa bezpośrednich, owocnych kontaktów, a także kooperacji między socjalistycznymi przedsiębiorstwami…

Niestety, kilka lat temu „Bałtyk” hucznie zakończył swoje istnienie – tak jak Gastronomiczna Spółdzielnia Inwalidów, do której należał…

Tradycje lokalu częściowo kontynuuje „Gospoda Wrocławska” w Sukiennicach. Funkcjonując obok siedziby Prezydenta Wrocławia, niejako nobilituje swoich gości, tworzących nam kapitalistyczny dobrobyt… Przekazy z minionych wieków wspominają, że właśnie w tej gospodzie, chętnie odwiedzanej przez zasobniejszych mieszczan, działy się sceny wcale nie bogobojne. Częste były sytuacje, gdy nobliwy mąż zasiedział się za długo nad kuflami piwa i wpadała po niego rozeźlona, pyskata małżonka, nierzadko przynosząc mu demonstracyjnie poduszkę…

Zdarzało się i tak, że wściekła połowica, siłą wyrzucała swego mężusia z gospody i brutalnie ciągnęła do pobliskiego pręgierza w Rynku. Nieszczęśnika, przywiązanego tam aż do rana, lżyła i biła, póki nie wytrzeźwiał… Dzisiaj takie metody też by się przydały – w stosunku do niektórych… Nota bene odtworzony w 1987 r. pręgierz stracił swą groźną sławę, stając się miejscem randek i odpoczynku na stopniach.

Dzisiaj w „Gospodzie Wrocławskiej” temperamenty uspokaja przytulny wystrój, który buduje lekko tajemniczy nastrój. Ponoć w salach na piętrze wieczorami widuje się wciąż jeszcze skacowane duchy średniowiecznych mieszczuchów…

Również „Dwór Polski”, pierwotnie okazała gotycka kamienica przebudowana w XVIII w. w stylu rokokowym, ma w swych annałach ciekawe historie. Dziś gromadzi i zabawia zarówno wrocławian, jak i turystów oraz finansistów spoza naszego grodu. Na wielu imprezach kolejną młodość przeżywają piosenki o tematyce cygańskiej. A przecież w latach 50- i 60-tych moż- na było we Wrocławiu zobaczyć i na żywo usłyszeć ten folklor.

Obok kąpieliska „Morskie Oko”, za Górą Cymborasa, zwaną później Kilimandżaro, na łące, wśród parkowych drzew, Romowie rozbijali swoje obozowisko. Przebywali tam kilkanaście dni i wędrowali dalej. Z Odry brali wodę, nad ogniskami gotowali, śpiewali i tańczyli. Wrocławianie – zwłaszcza w niedzielę po kościele – przychodzili całymi rodzinami popatrzeć na to, jak na teatr. Chętnie kupowano u Cyganów garnki i patelnie (w niektórych domach używane do dziś!).

Góra Cymborasa (127 m npm) usypana została ok. 1910 r. z ziemi wydobywanej pod budowę kąpieliska. Aż do 1956 r. należała do Ludowego Wojska Polskiego jako teren o wyjątkowym znaczeniu strategiczno-obserwacyjnym. Z jej szczytu widać doskonale Wzgórza Trzebnickie, a od południa Ślęzę. Do niedawna krążyły opowieści o tunelu sięgającym z Zalesia do Dworca Głównego. Na szczycie stał solidny bunkier wysadzony w 1983 r. Drugi bunkier był na łące, od strony ul. Wieniawskiego. Trzeci uchował się na poszerzonym terenie „Morskiego Oka”, obok szkoły podstawowej.

Na stokach Cymborasa znajdowały się urokliwe zagajniki świerkowe i obramowane kostką alejki spacerowe. Ok. roku 1958 zaczęto od strony zachodniej (Mosty Jagiellońskie) wywozić ziemię i piasek. Zlikwidowano łagodne zbocze w zimie wykorzystywane jako długi tor saneczkowy. W latach 70. powstał na górze pierwszy na Dolnym Śląsku duży tor motocrossowy z prawdziwą trybuną dla widzów kupujących bilety. Wreszcie w latach 80. na miejscu góry założono nielegalne ogródki działkowe, kwitnące do powodzi 1997 r.

Obszar wokół Cymborasa pełen był pieczarek i kwiecia. Panował tam swoisty mikroklimat. Harcerze urządzali zbiórki i podchody zdobywając sprawności. Był to przedsmak dzisiejszego survivalu… Teraz jest to półdziki teren crossów kolarskich.

Miedzy Kilimandżaro a Stadionem Olimpijskim słynne były urocze zakątki, małe alejki i ukryte w kępach drzew marmurowe ławeczki dla zakochanych. 35 lat temu wszystko to bezmyślnie zlikwidowano, wycinając krzewy i wypłaszając także słowiki. A przecież okazywanie sobie uczucia miło- ści wśród przyrody jest naprawdę urokliwe i ekologiczne…

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł