Kanał Rss
Content
Po co nam straż miejska?
5 marca 2015

Społeczność Wrocławia działania straży miejskiej utożsamia z licznymi mandatami, czyli „wlepianiem za wszystko, co się da”, fotoradarami albo nakładaniem blokad na koła samochodowe. Oliwy do ognia dolewają kolejne wpadki, jak choćby nałożenie blokad samochodom zaparkowanym na ulicy Ruskiej na początku kwietnia.

W tym roku dwudzieste trzecie urodziny będzie celebrować wrocławska straż miejska. Powstała 23 września 1991 roku z inicjatywy dotychczasowego prezydenta, Bogdana Zdrojewskiego. Czy przez te lata mieszkańcy są zadowoleni z działań „mundurowych”? – Nie jesteśmy w stanie wierzyć, że ciągłe patrole, kontrolowanie i nękanie ludzi, przykładowo palących papierosa w miejscu publicznym, to rola strażników. Nie ma ich, gdy człowiek potrzebuje pomocy albo odsyłają do policji. Słyszy się codziennie rano w radiu informację o ulicach, przy których zostaną rozmieszczone fotoradary. Wlepianie mandatów za prędkość to chyba pierwszorzędny rytuał, kiedy przychodzą do pracy – opowiada z oburzeniem Anna, trzydziestoletnia mieszkanka z Krzyków.

Poszkodowanych, zdawałoby Społeczność Wrocławia działania straży miejskiej utożsamia z licznymi mandatami, czyli „wlepianiem za wszystko, co się da”, fotoradarami albo nakładaniem blokad na koła samochodowe. Oliwy do ognia dolewają kolejne wpadki, jak choćby nałożenie blokad samochodom zaparkowanym na ulicy Ruskiej na początku kwietnia. się w błahych sytuacjach, we Wrocławiu nie brakuje. Powiększająca się rzesza oponentów rozwija swe skrzydła, tworząc kampanie i protesty, w których domagają się likwidacji straży miejskiej. Na Facebooku mieszkańcy stworzyli grupę pod nazwą „Likwidacja Straży Miejskiej we Wrocławiu”, udostępniając czytelnikom wszelakie pozycje, ukazujące nieudane, niezrozumiałe, jak i bazujące wy- łącznie na korzyściach finansowych, działania prewencyjne. Trzeba przyznać – społeczeństwo patronuje bardzo dokładnie każ- dy ruch strażników, czyhając na ich potknięcie.

Incydenty abstrakcyjne

Każdego poranka widzi się przy głównych ulicach duety strażników, montujących fotoradary, a w ostatnim czasie ukazały się interesujące zdjęcia w sieci. Przy ulicy Legnickiej w pobliżu przystanku tramwajowego „Niedźwiedzia”, jeden z internautów zauważył schowanych pomiędzy samochodami wartowników. Byli to strażnicy. Wyczekiwali na moment, kiedy któryś z pieszych przestąpi chodnik i wkroczy na pasy w czasie czerwonego światła sygnalizacji, by ukarać go grzywną. Uzasadniali to swoimi obowiązkami.

Prawie każdy z nas zdaje sobie sprawę o konsekwencjach przejścia w chwili zakazu, tym bardziej, jeśli chodzi o Legnicką, a to przecież ruchliwy punkt zwłaszcza rano. Czar goryczy ostatnich miesięcy przelał przypadek mający miejsce 2 kwietnia, tym razem przy ulicy Ruskiej. Przez długie lata widniał tam znak („nie dotyczy chodnika”) o przyzwoleniu parkowania pojazdów na wydzielonej części chodnika. Zgodnie z przyjętymi w społeczeństwie zasadami, władze miasta winne uprzednio obwieszczać biuletyn odnośnie likwidacji oznaczenia drogowego. Tak się nie stało. Kierowcy, którzy tego dnia pozostawili samochody, spotkali się z przykrą sytuacją. Strażnicy szybko założyli blokady, karząc mandatami winowajców w kwocie stu złotych oraz po jednym punkcie karnym. Sprawa nie została wyjaśniona. Magistrat twierdzi, że nie czynił żadnych kroków, jakoby chciał zlikwidować oznaczenie i umyła od tego ręce. Oficjalnie ustalenia mówią o kradzieży, ale sprawa utknęła, a o żadnych poszukiwaniach sprawców nikt nic nie słyszał. Kierowcy nie mogą się odwołać, gdyż nie ma współwinnych malwersacji, więc mandat muszą uregulować. Internet czy prasa śmieją się, iż sprawiedliwość wraca, a wreszcie przyszła kolej na strażników. Tego samego dnia jeden z funkcjonariuszy spowodował wypadek drogowy przy placu Orląt Lwowskich. Uderzył w nadjeżdżający od strony ulicy Braniborskiej pojazd, blokując ruch komunikacyjny na kilka godzin. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Rozdrażnienie dało się we znaki innym kierowcom. Przejeżdżając w pobliżu rozbitego samochodu straży miejskiej otwierali szyby, rzucając obelgami w stronę nadzorców.

Strażnik musi i nie może

W opinii publicznej długo jeszcze będzie się toczył spór o zakres kompetencji. Wobec artykułu 12 ustawy o strażach gminnych (miejskich) do podstawowych czynności, jakie może wykonać funkcjonariusz należy wylegitymowanie osób w uzasadnionych przypadkach w celu ustalenia tożsamości. Przy okazji ma prawo skontrolować prywatne rzeczy, przeglądając zawartość torebki czy plecaka. Jednak, nawet gdy podejrzany powinien zostać zatrzymany sprawa zgłaszana jest funkcjonariuszom policji, bo takich praw miejscy nie posiadają. Strażnik wobec zachowującego się agresywnie ma przyzwolenie na użycie środków przymusu bezpośredniego i obezwładnienie go, a wtedy oczekuje na przyjazd policyjnego radiowozu.

Istotnym przeznaczeniem strażaków miejskich jest dbanie o estetykę miasta, a to zadanie niełatwe, kiedy każdego dnia na ulicach uporczywi handlarze rozkładają swoje targowiska czy właściciele czworonogów nie potrafią sprzątać po swoim pupilu. Strażnik miejski ma w obowiązku pozbawić towaru „nielegalnego” kupca. Zarekwirowany towar trafia do depozytu, a kupiec bez uprawnień oczekuje na wyrok sądowy.

Ciekawym pomysłem wykazano się w Łodzi. Tamtejsze władze nie potrafiły uporać się z konfiskowanymi rzeczami, które miały krótki termin ważności, choćby warzywa oraz owoce. Postanowiono pobrane wkłady wysprzedawać hurtowniom po detalicznych cenach, a zarobione pieniądze oczekiwały na przedsiębiorców. Gdy łódzcy kupcy wygrali proces przeciw strażnikom otrzymywali walutę w zamian za utracony towar.

Wrocławianie nieprzychylni

W sondzie przeprowadzonej przez portal internetowy www.tuwroclaw.com zapytano o ocenę działalności straży miejskiej w mieście. W wyniku badań ankietowani mieli do wyboru cztery odpowiedzi. Z pośród 125 głosujących najwięcej, bo aż 63,2% ankietowanych zaznaczyło opcję o natychmiastowej likwidacji, 25,6% respondentów uznało, że wrocławskie służby są maszynką do zarabiania pieniędzy, choć nie trudno się zgodzić z tą kwestią. Wąskie grono internautów poparło pogląd głoszący o poprawie troski nad dobrem Dolnoślązaków i wyniosło tylko 10,4%. Docelowe zapytanie tyczyło się wyrażania aprobaty o dobrym spełnianiu wartości przez straż miejską Wrocławia. Odpowiedź zaskakująca – 0,8%, czyli tylko jedna osoba.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 1 , Średnia: 5.00 na 5.00)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł