Kanał Rss
Content
Od Mikołaja do Nowego Roku
3 grudnia 2012

Świętych Mikołajów było całkiem sporo: Mikołaj z Tolentino, Mikołaj Tavelić, Mikołaj Owen, a nawet Wietnamczyk Mikołaj Bùi Đức Thể – i jeszcze kilku innych. Żyli w różnych epokach i w różnych dniach roku się ich wspomina, ale oczywiście 6 grudnia odwołujemy się (przynajmniej nominalnie) do postaci św. Mikołaja z Miry, biskupa tejże miejscowości, żyjącego w III i IV wieku po Chrystusie. Postać ta we współczesnej kulturze połączona została, jak wiemy, z kimś zupełnie innym – rodzajem „zimowego dziadka”, spopularyzowanego przez koncern Coca-Cola i przypominającego nieco rosyjskiego Dziadka Mroza. Tak oto poczciwy biskup, którego wspominano jako człowieka dobrego serca, rozdającego prezenty, został utożsamiony z grubiutkim krasnalem, a do tego przypisano mu cały bajkowy sztafaż (elfy, renifery itd.). Choć wydaje się, że każdy zdaje sobie sprawę z tego nieporozumienia (bo przecież co roku nawet mass-media o tym przypominają, jako o pewnej niezwykłej ciekawostce), to jednak „klasyczny” Mikołaj (tj. postać w mitrze i z pastorałem) coraz rzadziej pojawia się w naszych domach, na ulicach czy w sklepach. Zresztą, może i to dobrze, biorąc pod uwagę, że wymagałoby to umieszczania postaci szacownego biskupa w dość kuriozalnym kontekście (np. w otoczeniu roześmianych, „mikołajkowych” panienek-cheerleaderek z czerwonymi czapkami na głowie). Niech więc wszystko trafia tam, gdzie pasuje, gdzie prezentuje się najlepiej. Amerykański Santa Claus przyjeżdża prosto od Disneya na saniach ciągniętych przez renifery, wskakuje do komina, krzyczy te swoje „ho, ho”, niech mu będzie. To inny świat, a stary, zapomniany biskup może tylko patrzeć z daleka. Nie tyle z jakiegoś dalekiego miejsca, ile raczej z dawniejszych czasów, kiedy zwyczaje i obrzędy były jeszcze żywe. To oczywiście skłania nas ku prowincji, ku obyczajom wsi, wyidealizowanej być może, ale czy to w czymkolwiek przeszkadza?

Mieszam tu oczywiście do pewnego stopnia dzień świętego Mikołaja ze Świętami Bożego Narodzenia, a nawet z Nowym Rokiem, traktując je razem jako pewną całość. Fakt faktem, że grudzień zawsze jakoś upływał pod znakiem tych trzech dat, rzecz jasna ze szczególnym uwzględnieniem drugiej, najważniejszej. Dziś zresztą wciąż tak jest, tylko że istota sprawy całkowicie się zatraciła, stajenka i Dzieciątko w niektórych krajach ustąpiły raczej miejsca rubasznemu „Santa”, który panoszy się przez całą zimę. Dorastające teraz pokolenia raczej nie będą mogły po latach wspominać grudnia czy Świąt Bożego Narodzenia jako naprawdę „magicznego” okresu, chyba że „magiczny” jest „Kevin sam w domu” i ckliwe morały z amerykańskich filmów świątecznych (z których na ogół nie wynika, co właściwie jest świętowane – zapewne śnieg, zima i „wyjątkowy czas”, w którym „wszyscy są dla siebie dobrzy”). Jakże ta zlaicyzowana wersja dnia św. Mikołaja i Świąt Bożego Narodzenia (by znów ująć razem oba te grudniowe wydarzenia) – w dużej mierze banalna, płytka, nawet jeśli niezamierzenie – odbiega od przeżywania owego czasu w taki sposób, w jaki zapamiętał to belgijski pisarz: „Byliśmy wtedy tylko małymi dziećmi z Ardenów. Śnieg przysłaniał horyzont, jego czapy zalegały na dachach, a coraz grubsze warstwy przywierały nam do drewniaków. Byliśmy przekonani, że widzieliśmy jak za rogiem ulicy Młyńskiej znika święty Józef. (…) Gdy rozlegało się „Bóg się rodzi” wzruszenie i hałas były tak duże, że wschodziliśmy na wiklinowe krzesła, spodziewając się że z chóru nagle zlecą stojące tam aniołki. (…) Nad pianinem stała druga szopka, z której mogliśmy, stając na stołku, wziąć do ręki wołka i osiołka. Co wieczór zapalano małe niebiesko-różowe świeczki. Każdy miał swoją, którą po modlitwie zdmuchiwał. (…) Każdej zimy, gdy powraca Boże Narodzenie, zapalone przez nasze matki płomyki palą się prosto trzaskając”.

Ktoś powie, że to naiwne, rozczulające, niepoważne. Och, być może! Ale czy bardziej niż elfy, mikołaje „ho, ho” i grudniowo-noworoczne komedyjki z Hollywood? Nie sądzę. Co więcej – na pewno jest to w lepszym guście, jest to prawdziwsze i bardziej niewinne. Takie właśnie „mikołajki”, takie Święta, taki Nowy Rok. Takich Państwu tych dni życzę.

Tomasz Witczak

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł