Kanał Rss
Content
O ile więcej kosztuje nas kredyt?
16 lipca 2012

Dopłaty do kredytu – np. prowizję i ubezpieczenie – można spłacać na dwa sposoby. Pierwszy to spłata w ratach (po dodaniu ich do kwoty kredytu), a drugi to spłata gotówką („z góry”) poprzez odpowiednie potrącenie z wypłaty kredytu powiększonego o te opłaty. W obu podanych przykładach koszt kredytu jest jednakowy. Kredytobiorca do ręki otrzymuje tyle samo
i tyle samo musi za to zapłacić.

Jest tylko jedno „ale”. W pierwszym przykładzie bank otrzymuje tę prowizję od razu „z góry” – może ją pożyczać i zarabiać na niej. W drugim przypadku dostaje ją w ratach, czasami przez wiele lat. Coś tu nie jest w porządku? Czy ta różnica jest słusznym dochodem banku, a nie manipulacją? Czy przypadkiem nie powinna być przeniesiona na koszty kredytu poprzez ich obniżenie? Przecież bank na tym zarabia kosztem kredytobiorcy! Czy ktoś to potrafi pojąć? Kredytobiorcy na pewno nie, ale czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zdaje sobie z tego sprawę? Bynajmniej! Urząd twierdzi, że wszystko jest w porządku.

O jaką różnicę tu chodzi? Rachunkowo polega to na tym, że bank nalicza odsetki od kwoty, która nie jest kredytem, bo została już zapłacona „z góry”. Owszem, te pieniądze na zapłacenie prowizji i ubezpieczenia bank pożyczył nam na jedną umowną minutę i pewno należy się mu prowizja, ale nie odsetki, bo dług już po chwili nie istnieje. Naliczanie odsetek od tych kosztów, zapłaconych „z góry”, jest lichwą.

Przełóżmy to na złotówki i rozpatrzmy przykładową pożyczkę PKO BP na dzień 2 maja 2012 roku. Dla kwoty 15 000 zł, od której naliczane są odsetki w wysokości 7130 zł (oraz raty), ubezpieczenie wynosi 3189 zł. Klient dostaje do ręki 11911 złotych. Zazwyczaj o tym potrąceniu klient dowie się przy wypłacie, w tym wypadku na szczęście jest o tym informowany.

Od tej zapłaconej kwoty 3.189 zł bank nielegalnie pobiera odsetki, które przez 60 miesięcy przy stopie 16,49% wynoszą 1514 zł.

1514 zł w stosunku do kwoty pożyczki (wynoszącej 11811 zł) to 12,82%, zaś w stosunku do jej kosztu (to jest odsetek równych 7130 zł – 1514 zł) jest to 26,96%. O tyle procent więcej kosztuje nas kredyt. To znaczy, że od każdych 10 000 zł pożyczki bank pobrał dodatkowo 1000 zł i to są pieniądze wzięte poza oficjalną prowizją, ubezpieczeniem i odsetkami. Straszne! A to była oferta z prowizją 0%, więc wcale nie tak dużo.

Jaki jest ten dochód banków w skali kraju? Przyjmując średni procent takiej dopłaty w przeciętnym kredycie i mnożąc to przez przeciętny procent odsetek oraz przez szacowany procent kredytów z tak pobieranymi opłatami w stosunku do ilości kredytów w ogóle, a na koniec mnożąc to przez globalną kwotę udzielonych kredytów, obliczamy, że ta kwota w skali kraju i roku to rząd miliarda złotych nieuczciwych zysków.

Doradcy bankowi albo absolutnie tego nie rozumieją, albo mówią w zakłopotaniu: „taka jest odgórna procedura i co my możemy zrobić”. A czy UOKiK zdaje sobie z tego sprawę? Jeśli nie, to niedobrze, jeśli tak – to jeszcze gorzej.

Ta malwersacja trwa od lat i teraz została usankcjonowana nową Ustawą Kredytową. Pod względem formalnym wszystko jest więc nawet prawie w porządku, można tylko mówić o uczciwości prezesów banków, ale widocznie trudno tego wymagać.

Rzecz polega na tym, że UOKiK, jako autor Polskiej transkrypcji Dyrektywy Komisji Europejskiej dotyczącej kredytów, w naszej Ustawie o Kredycie konsumenckim błędnie zdefiniował „całkowitą kwotę kredytu”. Przyjął za nią tzw. „kwotę umowną”, czyli sumę kwoty wypłaty oraz dopłat, co daje łącznie tzw. kwotę kredytowaną, od której nalicza
się odsetki. Z Dyrektywy Europejskiej wynika zaś jednoznacznie, że użyte tu określenie – „kwota udostępniona” („the total sums made available”) to tylko kwota wypłaty.
Owo „udostępnione” to niewątpliwie określenie niejednoznaczne, ale właśnie jako „kwota wypłaty” znajduje wyjaśnienia w wielu dalszych artykułach Dyrektywy.

Z trudnych do zrozumienia powodów UOKiK przyjął inaczej i do tego (w sposób jawny, co jest „dowodem w sprawie”) zmienił to także w definicjach RRSO oraz stopy oprocentowania. Unijne określenie „wypłaconej kwoty kredytu” zastąpił bowiem niejednoznaczną „całkowitą kwotą kredytu”. Dolce Vita!

Uogólnijmy i udowodnijmy ten problem w zakresie samej definicji, bo z niej wynika przekręt finansowy. Prowizja i ubezpieczenie są takim samym kosztem jak odsetki naliczane procentem od kredytu. Pobranie części tych kosztów z wypłaconego kredytu jest tylko i wyłącznie obniżeniem kwoty tego kredytu – i to wynika całkowicie z tekstu Dyrektywy. Zobaczmy na przykład, co się stanie w skrajnym przykładzie kredytu, w którym koszty będą równać się wielkości samego kredytu i bank zażąda spłaty gotówkowej „z góry” wszystkich tych kosztów.

Otrzymamy więc do ręki ZERO, a tak zwany (według Ustawy) „kredyt” o znacznej kwocie oferowanej, będziemy długo spłacać w ratach miesięcznych. Pewno, że to absurd, ale pobranie z góry części kosztów też musi być częścią tego absurdu. I wreszcie trzeba zrozumieć, że ten „kredyt” – to kwota „wydana”, „wypłacona”, czy „udostępniona” – i że inaczej być nie może. I na tym też opiera się powszechne, tolerowane przez nadzór oszustwo w ofertach. Nie wiem, jak to jaśniej wytłumaczyć.

 

Wojciech Sawicki

 

[Autor podjął kroki prawne mające na celu wyjaśnienie – i zmianę – panującego stanu rzeczy. O szczegółach można przeczytać na jego stronie internetowej http://www.sawicki.cc. Tam też – oraz na stronie „Słowa Wrocławian” przeczytać można rozszerzoną wersję niniejszego tekstu.]

 

 

 

 

 

 

 

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Wrocław przereklamowany

Ulice naszego miasta zaczęły mienić się wszystkimi barwami tęczy dopiero na początku lat 90., kiedy dumnie wkroczył na nie rodzimy...

Close