Kanał Rss
Content
Norman Ohler „Trzecia Rzesza na haju. Narkotyki w hitlerowskich Niemczech”
18 kwietnia 2017

Tysiące opracowań naukowych, wydawnictw popularnonaukowych, programów telewizyjnych, relacji, wykładów… – wydawać by się mogło, że o hitlerowskich Niemczech wiemy już wszystko. Mało która postać w historii odcisnęła się w ludzkich umysłach w takim stopniu jak niedoszły artysta, dyktator III Rzeszy Adolf Hitler i z tego też powodu jego postać wielokrotnie rozkładana była na czynniki pierwsze. A jednak, mimo że od upadku nazistowskiego reżimu minęło już ponad 70 lat, wciąż jeszcze możemy odkryć nieznane dotąd fakty z jego historii i spojrzeć na wszystko z nieco innej perspektywy.

Norman Ohler zabiera czytelników w podróż do przeszłości, zaczynając od XIX w., kiedy to po odkryciu morfiny rodził się niemiecki przemysł farmaceutyczny. Na następnych stronach pozycji obserwujemy jak Niemcy po przegranej wojnie, pozbawione kolonii i potrzebujące środków stymulujących aby poradzić sobie z klęską, tworzą wielkie przedsiębiorstwa farmaceutyczne i szybko stają się narkotykowymi potentatami, czołowymi producentami morfiny, heroiny czy kokainy. Jednocześnie w narkotykowych oparach pogrąża się sam naród, który nie potrafi poradzić sobie z rzeczywistością, co najlepiej widać na ulicach Berlina. „W kinach wyświetlano filmy o kokainie lub morfinie, na skrzyżowaniach ulic można było bez recepty kupić wszelkie narkotyki. Podobno czterdzieści procent berlińskich lekarzy było uzależnionych od morfiny” – pisze Ohler. Kultura zabawy wypełniła istniejącą pustkę, wszystko stało się dozwolone. Najzacieklej walczyli przeciwko temu narodowi socjaliści, którym udało się już wtedy utrwalić mit Hitlera – wroga narkotyków i abstynenta. Jak stwierdza autor, „dla »uwodzicielskich trucizn« nie było miejsca w systemie, w którym uwodzić miał jedynie Führer”. Ohler dowodzi jednak, że sam dyktator używał środków wspomagających już od 1936 roku, kiedy poznał swojego późniejszego przybocznego doktora – Theodora Morella. Początkowo były to zastrzyki witaminowe.

Im dalej posuwamy się w czasie z autorem, tym bardziej dostrzegamy, że choć naziści początkowo walczą z narkotykami, później stają się one dla nich niezbędne. Skala zjawiska może zaskakiwać – narkotyki były bowiem obecne w całym Wehrmachcie, a więc zarówno w siłach lądowych, jak i powietrznych oraz w marynarce wojennej. Używano ich także np. eksperymentalnie na więźniach w obozach zagłady.

Osławiony blitzkrieg nie byłby możliwy, gdyby nie Pervitin – syntetyzowana metamfetamina, która powodowała, że zanikała potrzeba snu i wątpliwości moralne. Kiedy w stosunku do środka były zgłaszane obiekcje, odpowiedź była jasna: „Wehrmacht nie może zrezygnować z tego, by także przy użyciu środków medycznych (…) wywoływać chwilowe zwiększenie wydolności lub przezwyciężenie zmęczenia”.

Również sam Hitler nie mógł z tego zrezygnować. „Zastrzyki w coraz bardziej widoczny sposób określały rytm dnia, z czasem asortyment medykamentów Führera rozrósł się do ponad osiemdziesięciu różnych, często dość niekonwencjonalnych preparatów hormonalnych, sterydów, środków i leków”. „Był człowiekiem, który wciąż potrzebował sztucznych bodźców. W pewnym sensie proszki i lekarstwa Morella były dlań namiastką starej podniety, której dostarczały mu owacje tłumów”. Co symptomatyczne dla narkomanów, Hitler potrzebował wciąż coraz mocniejszych środków. W późniejszym czasie zastrzyki zostały uzupełnione przez eukodal i kokainę. Przez to oczywiście Führer coraz bardziej podupadał na zdrowiu i tracił kontakt z rzeczywistością, w miarę jak pogarszała się niemiecka sytuacja na froncie.

Co ważne jednak, Ohler nie relatywizuje win III Rzeszy ani samego Hitlera. Przeciwnie, stwierdza, że Hitler pod wpływem środków był sobą. „Cele i motywy, ideologiczny świat urojony, wszystko to nie było zatem rezultatem zażywania narkotyków, lecz ustaliło się o wiele wcześniej. (…) Konsumpcja narkotyków w żaden sposób nie ograniczyła jego wolności podejmowania decyzji. (…) Przyjmował tyle narkotyków, by nadal utrzymywać się w stanie, w którym mógł popełniać swoje zbrodnicze czyny, co wcale nie zmniejsza jego monstrualnej winy”. I dalej: „należy jednak wyraźnie podkreślić, że ten najciemniejszy rozdział naszej historii doprowadził do zdegenerowania ludzi nie dlatego, że przyjmowali oni zbyt wiele środków odurzających. Substancje te wzmocniły bowiem tylko to, co i tak już istniało”.

Książkę czyta się z zapartym tchem, na co wpływ ma niewątpliwie fakt, że Norman Ohler do tej pory był powieściopisarzem, który postanowił napisać książkę popularnonaukową za sprawą notatek Theo Morella, na które natrafił w Archiwum Federalnym. Na kwerendę poświęcił 5 lat. Jego zdolności literackie sprawiają także, że książka jest bardzo sugestywna, choć jak zaznacza sam autor, „opisywanie historii nigdy nie jest tylko nauką, lecz zawsze też fikcją”.

„ Trzecia Rzesza na haju” to obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy chcą nieco bardziej odkryć najciemniejsze karty ludzkiej historii.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Read previous post:
Inwestycja na Klasztornej

Grupa Murapol zakupiła nieruchomość o powierzchni 1,24 ha, zlokalizowaną przy ul. Klasztornej we Wrocławiu, tuż obok swojego wrocławskiego oddziału, za...

Close