Kanał Rss
Content
Na pogranicze na chwilę
16 lipca 2012

Słowo „alternatywa“ robi sporą karierę w wielu dziedzinach życia, także w turystyce. Na przekór modnym kurortom, do których jeździło się od zawsze, spragnieni odpoczynku obierają coraz bardziej alternatywne kierunki, szukają nowych miejsc, dotąd niezauważonych na mapie, choć ulokowanych za przysłowiową miedzą. Zatem, jeśli nie Wrocław, to co? Syców.

Sezon letni nabiera rozpędu, a wraz z nim coraz więcej wrocławian szykuje się do drogi. Na tych, którzy dysponują wolnym tygodniem lub dwoma, czeka jedna z plaż, jezioro lub łańcuch górski, a nawet coraz popularniejsze gospodarstwa agroturystyczne. Pozostali muszą zadowolić się niekiedy pojedynczym dniem, jaki wypada przeważnie w ciągu weekendu. Co wtedy?

Wystarczy niewiele (chęci i kilometrów), aby poczuć ducha dawnej granicy polsko-niemieckiej. Do Sycowa prowadzi wiele szlaków. Najszybszym środkiem lokomocji będzie samochód. Z chwilą otwarcia drogi ekspresowej S8 do Warszawy (na razie w założeniu), to jak rzut kamieniem. Autobusem – godzina z hakiem. Alternatywnym rozwiązaniem może okazać się skorzystanie z roweru i pociągu jednocześnie. Ponieważ kolej wrocławsko-wieluńska wciąż oczekuje na reaktywację, a sycowska stacja odeszła w niebyt przed dziesięciu laty, do wyboru są cztery warianty dotarcia: z Namysłowa, Oleśnicy, Twardogóry i Międzyborza. Który by nie wybrać, każda droga pod koniec będzie prowadziła w dół. Syców bowiem leży w niecce, między wzgórzami Trzebnicy i Ostrzeszowa.

Nie jest to typowe miasteczko turystyczne, ale miejsce w sam raz na jeden letni dzień. Największy zabytek stanowi obecnie miejski park (dawniej Książęcy), wdzierający się niemal do samego rynku. W tym roku część reprezentacyjna parku została ponownie oddana do użytku po kapitalnym „remoncie”, polegającym na przywróceniu historycznego wizerunku z czasów książąt kurlandzkich. Wróciła więc pergola, fontanna, rzeźba nad brzegiem stawu i wypożyczalnia kajaków.

Syców, ze względu na swoje specyficzne położenie jak w soczewce skupiał mieszankę ludności, religii i polityki. Zarządzali nim Polacy, Czesi i Niemcy, obecni byli Żydzi, a w czasie II wojny światowej w okolicznych folwarkach pracowali jeńcy francuscy i angielscy. Francuską była ostatnia księżna na spalonym przez Rosjan zamku (dziś na jego tyłach restauracja Parkowa). Sam tylko zamek Bironów, gdyby nie wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat, byłby jednym z największych zabytków Dolnego Śląska, jeśli nie całego kraju. To na ten zamek pod koniec wojny przeniosły aż z Berlina się niemieckie ministerstwa finansów i środowiska. Teraz kwitnie tam zieleniec poprzecinany alejkami.

Nie lada gratką dla miłośników historii i sztuki będzie wiadomość, że w Sycowie szczęśliwie zachował się klasycystyczny kościół ewangelicki według projektu Carla Gotharda Langhansa, autora m.in. Bramy Brandenburskiej. Natomiast drugi z kościołów skrywa w swych podziemiach szczątki książąt sycowskich, przeniesione tam z parkowego mauzoleum (stoi obecnie, ale puste) dzięki intuicji francuskiej Princessy dosłownie chwilę przed „wyzwoleniem” sowieckim. Jest też synagoga, zamieniona na dom czynszowy.

Syców pod wieloma względami nie przypomina Gross-Wartenbergu (nazwa do 1945 r.). Brak przede wszystkim zniszczonych nieodwracalnie zamku, ratusza, palmiarni i wielu kamienic. Te braki wynagradza bogata historia, doskonałe widoki z okalających miasteczko wzgórz, wspomniany park i położenie na mapie. Zaraz za Sycowem znajduje się Wielkopolska i dwa jej największe wzniesienia (Kobyla Góra i Bełczyna), niedaleko stąd w łódzkie i na Opolszczyznę oraz stawy milickie – rezerwat Doliny Baryczy.

Warto wiedzieć, że w latach 1975-1999 Syców, przynajmniej na papierze, przynależał do Kalisza. Pozostałością tamtego związku jest m.in. numer kierunkowy (62), niektóre kioski dysponują gazetami z dodatkami poznańskimi. Przed reformą administracyjną, dzielącą Polskę na 49 województw, Syców był powiatem w swoich historycznych granicach i należał do dolnośląskiego. Obecnie „powrócił” na ziemie pierwotne, jednak już jako stolica jednej z gmin oleśnickich. Początkowo, tj. pod panowaniem niemieckim, był Wartenbergiem, Polnisch-Wartenbergiem (ze względu na bliskość granicy z Polską) , by w końcu stać się  Gross-Wartenbergiem. Ostatnia korekta była spowodowana odradzaniem się polskości w pasie pogranicza i zabiegiem czysto propagandowym, podkreślającym aktualną dominację Prus.

Nie każdy wie, że z Sycowa pochodzą… krówki popularne, choć, aby je dostać, wystarczy odwiedzić dział słodyczy w niejednym sklepie Wrocławia. Krówki są pewną rekompensatą po wartenbergskich piernikach, których smaku nie pamiętają już chyba najstarsi mieszkańcy.

W Sycowie zaczyna się i kończy Dolny Śląsk. Tym bardziej trafny jest slogan promujący region: Tajemniczy Dolny Śląsk – nie do opowiedzenia, do zobaczenia.

 

Michał Ratajczak

 

www.nowysycow.blogspot.pl – blog autora

 

fot. Szczepan 1990 / Wikipedia

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 1 , Średnia: 3.00 na 5.00)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Wszyscy jesteśmy wieśniakami

Jak niegdyś pisał znany awangardzista – Tadeusz Peiper – Miasto wyśrubowało się w ziemię/ pięściami walczącego marzenia/ Człowiek/ odziany w...

Close