Kanał Rss
Content
Kłopoty z rzeczywistością
29 stycznia 2015

Na pewno niejednokrotnie zastanawiali się Państwo nad tym, dlaczego opinii publicznej przedstawiane są te, a nie inne wiadomości, a komentatorzy sprzeczają się wokół takich, a nie innych tematów. Często są to kwestie oczywiste – po prostu mówi się o rzeczach ważnych. Niestety jednak w wielu wypadkach mamy do czynienia z czymś zupełnie innym; strategiami informacyjnymi, które mają na celu zająć opinię publiczną, by za kulisami takich kampanii właściwi decydenci robili rzeczy, o które tak naprawdę im chodzi. Do wszystkich naszych kłopotów z aktywnym uczestniczeniem w tym, co się dzieje w życiu politycznym, społecznym i w mediach, dochodzi jeszcze problem zasadniczy, a mianowicie kłopoty z rzeczywistością jako taką.

Olga Tokarczuk w swej najnowszej powieści pt. “Księgi Jakubowe” cytuje pewną mądrość, która ma być zaczerpnięta z jednego z żydowskich traktatów: “Biada ludziom, którzy widzą, a nie wiedzą, co widzą”. Nader często mamy do czynienia z taką informacją, która niby jest nam podana, ale nie jesteśmy w stanie własnym rozumem, obserwując rzeczy jedynie powierzchownie, właściwie odebrać i ocenić jej właściwego znaczenia. Wchodzimy tu w obszar wojen informacyjnych i manipulacji psychospołecznych, których zasięg i cel znany jest tylko tym, którzy je kreują. Jakaś część wiedzy na temat manipulacji i prowadzenia dezinformacji nie jest jednak zupełnie niedostępna dla zwykłego śmiertelnika, jednak skorzystanie z niej nie jest łatwe. Poza tym w sferze praktyki działania najczęściej opisuje się to, co było, zaś co do rzeczywistości obecnej, to musimy zadowolić się dosyć teoretycznym modelem i zdroworozsądkowym stwierdzeniem, że skoro w przeszłości manipulowano opinią publiczną, to czemu teraz miałoby być inaczej.

Jednym z ciekawszych pisarzy, zajmujących się wojnami informacyjnymi i szerzej strategiami wpływania na opinię publiczną, był francuski pisarz rosyjskiego pochodzenia Vladimir Volkoff. W swych powieściach i opracowaniach zajmował się on ogromnymi operacjami wywiadowczymi mającymi na celu skuteczne wpływanie na opinię społeczną przeciwnika oraz na kształtowanie poglądu społeczeństw na określone wydarzenia w ramach zaplanowanych kampanii prowadzonych przez globalne ośrodki wpływu. Z jego opracowań, noszących najczęściej charakter bardzo przejrzysty, wyłania się obraz świata w XX i XXI wieku jako pola bitwy o umysły. Z lektury Volkoffa można wyciągnąć jeden konkretny wniosek: kto panuje nad stanem świadomości ludzkości, panuje nad wszystkim innym. Nam, zwykłym odbiorcom wiedzy o świecie, wydaje się to nieprawdopodobne, warto jednak przyjrzeć się rzeczywistości pod tym kątem i to nie tylko w kontekście rzeczywistości ostatniego stulecia.

Przeszłość dezinformacji i kształtowania opinii publicznej również zdaje się być ciekawym i wdzięcznym obszarem do obserwacji. Już w starożytności zauważono potrzebę tego typu działań. Piszący ponad 2500 lat temu chiński autor Sun Cy (Tzy) za jedną z najważniejszych umiejętności uznał podporządkowanie sobie nieprzyjaciela bez walki, a więc jedynie poprzez manipulowanie jego nastrojami i informacjami. Również w późniejszych dziejach ta prosta prawda bywała niejednokrotnie stosowana zarówno w mniejszych, jak i większych konfliktach między państwami i innymi ośrodkami mającymi na celu zdobywanie wpływu. Z pewnością niejeden czytelnik pamięta z lekcji historii bliskie nam dzieje sporu polsko-krzyżackiego zarówno od strony militarnej, jak i politycznej, od czasu procesu toczonego przed papieskim sądem przez Kazimierza Wielkiego aż do Soboru w Konstancji. To tu, w ramach działań politycznych i propagandowych, obie strony używały swych wpływów w celu kształtowania międzynarodowej opinii publicznej w sposób dla siebie korzystny. Z pewnością ta znana powszechnie wiedza jest jedynie obrazem zewnętrznej formy walki prowadzonej na dworach całej Europy poprzez posłańców, szpiegów i ludzi trudniących się propagandą, mających na celu coś, co dziś określilibyśmy po prostu wywieraniem wpływu.

Kilkadziesiąt lat temu polski lekarz Herman Zdzisław Scheuring, żyjący na emigracji w Londynie, opublikował książkę pt.: “Czy królobójstwo? Krytyczne studium o śmierci Króla Stefana Wielkiego Batorego”, gdzie oprócz analizy politycznej i międzynarodowej oraz podjęcia próby medycznego studium śmierci tego monarchy opisał również coś, co można określić mianem kampanii medialnej międzynarodowych ośrodków wpływu, mających na celu zniechęcić poddanych Batorego do polityki zmierzającej do likwidacji politycznego centrum siły w postaci Carstwa Rosyjskiego i w dalszej perspektywie do rozbicia Imperium Osmańskiego. Praca Scheuringa niemal niedostępna dziś polskiemu czytelnikowi podaje bardzo ciekawą alegorię dezinformacji. Otóż mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju spektaklu teatralnego, z tym że widz nie ogląda przedstawienia, a jedynie zadrukowaną kurtynę, za którą nie wiadomo, co się dzieje.

Czymś takim bywa często dla nas również dzisiejsza rzeczywistość i tu chyba tkwi jeden z ważniejszych problemów naszych czasów. Można bowiem postawić kluczowe pytanie, jak być aktywnym uczestnikiem życia społecznego, w którym większość wydarzeń dzieje się bez naszego wpływu, a wiedza na temat ich rzeczywistych źródeł i skutków jest znacznie ograniczona poprzez zaplanowaną dezinformację. Nie można odpowiedzieć na tę kwestię poprzez jedną receptę. Łatwo nie będzie. Volkoff w swej powieści “Montaż” pokazał, że od takiej manipulacji ucieczki nie ma. Dotyczy ona bowiem chociażby sfery kultury, która na pozór wydawałaby się dobrą przestrzenią do funkcjonowania społecznego, nie obarczoną walką światowych sił. Wydaje się, że jakąś pomocą dla współczesnych obywateli jest przede wszystkim oparta na zdrowym rozsądku wiedza o świecie i krytycyzm.

Jednym z ciekawszych pól wojen informacyjnych, istotnych z punktu widzenia mieszkańca Wrocławia, a szerzej obecnych Ziem Zachodnich, jest swoisty bój o historię, inaczej nazwany polityką historyczną. Wszyscy pamiętamy wciąż jeszcze żywy spór wokół filmu “Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym przedstawia się Niemców w okresie II wojny światowej bardziej jako ofiary niż uczestników nazistowskich planów przebudowy kontynentu europejskiego. Jak zwykle w takich wypadkach ta pojedyncza produkcja filmowa jest jedynie niewielkim elementem szerszej gry. Nie przez przypadek przecież w całym świecie pisze się o polskich obozach koncentracyjnych, o holokauście, który miał się w naszym kraju realizować naszymi rękami. Wreszcie pokazuje się szerszy kontekst antysemityzmu jako wykwitu katolickiego, a w tym również polskiego rozumienia świata. Za tym idzie propagandowa, ubrana w szaty popularnonaukowe opinia, że to Polacy są autorami niczym nieusprawiedliwionych przesiedleń ludności niemieckiej, zaboru części terytorium tego kraju i masowym mordom, które niekiedy przypominały ludobójstwa na niewinnej ludności cywilnej. Póki co większość z nas wydaje się być odporna na grubymi nićmi szyte niektóre z tych zarzutów. Z drugiej strony, niektórzy ze znanych klasyków propagandy głosili tezę, iż każde kłamstwo powtarzane odpowiednio długo ma szansę stać się prawdą. Niekiedy tak już się dzieje. Trzeba jednak pamiętać, że tego typu propaganda nie jest skierowana tylko do nas. W tym wypadku chodzi przede wszystkim o to, by zmienić schemat myślenia światowej opinii publicznej. W obecnych czasach wojny informacyjne mają bowiem charakter globalny. Zwycięzcą jest ten, czyje racje zostaną uznane przez cały świat. Także i w tej kwestii odpowiedź winna mieć cechy przemyślanej i zorganizowanej akcji edukacyjnej, której, jak na razie, zdaje się, nasze państwo nie zorganizowało. Warto by było dziś, choćby na okoliczność 70. rocznicy ustanowienia polskiej władzy na Ziemiach Zachodnich, pokazać, że nie znajdujemy się tu prawem kaduka na skutek napaści na niewinny kraj, który tu przed nami w pokoju egzystował.

Przytoczony tu przykład jest stosunkowo prosty do wytropienia i wykazania, że rzeczy nie dzieją się przez przypadek i czasami przez zadrukowaną kurtynę coś jednak widać, wystarczy tylko odrobina uwagi. W innych aspektach bieżącej polityki międzynarodowej polityki trudniej od razu wskazać, kto za czym stoi, choć widać, że informacja jest orężem wojny. Tak jest np. z toczącym się u naszych granic konflikcie na Ukrainie, w Syrii czy Iraku. Również niektóre działania ekonomiczne idą w parze z informacją, która stanowi psychologiczne wsparcie dla zakrytych działań międzynarodowych. Jedno jest pewne: patrzmy na świat, unikajmy szablonowych ocen i za każdym razem zastanawiajmy się, kto co mówi i do czego jest mu to potrzebne. A odnosząc się do poruszonego na początku tematu medialnego bełkotu i omawiania tych samych tematów w konkurencyjnych przekaźnikach, trzeba by się zastanawiać nad tym, o czym się nie mówi albo mówi się niewiele, bo to jest chyba przedstawienie, które dzieje się za ową zadrukowaną kurtyną.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł