Kanał Rss
Content
Kłody pod nogi
23 maja 2014

“…W żar epoki nie użyczy wam chłodu żaden schron, żaden beton…” Słowa piosenki Jonasza Kofty, najwyraźniej nie są znane włodarzom Wrocławia, skoro pojęli decyzję o wycince drzew wokół dworca PKS. Bezcenne dęby, wierzby i akacje przetrwały nawałnice II wojny światowej.

Szalone pomysły architektów okresu PRLu, niestety nie oparły się miażdżącej sile kapitalizmu. Piękny drzewostan przegrał z mocą mamony. Wystarczy przejrzeć kilka archiwalnych zdjęć, dowolnego miasta, by zauważyć subtelną, acz znaczącą różnicę pomiędzy obecnym wyglądem a tym sprzed lat. Naturalnie początkowo dostrzegamy odmienną zabudowę, nieistniejące miejsca, zaskakujące stroje mieszkańców. Przyjrzyjmy się bliżej, porównajmy, czego jeszcze teraz brak? Na co zwracali uwagę dawni planiści, a wydają się zapominać, lub lekceważyć obecni? Na dawnych fotografiach ulice obsadzone są drzewami!

Zielono mi

Zieleń była tak samo ważna jak budynki i drogi. Wszędzie zakładano skwery, parki, klomby, aleje, ku uciesze mieszkańców i dla ozdoby miasta.  Dziś wydaje się to być wyłącznie romantyczną mrzonką. Zieleń dla miast jest nie tylko dekoracją. To miejsca gromadzące ludzi. Wystarczy w letnie dni obserwować skwery czy parki, pełne wtedy gwaru i tłoczne od spragnionych kontaktu z naturą ludzi. Oni potrzebują obcować z zielenią, pośród betonowej pustyni. Drzewa i inna roślinność dodatkowo oczyszcza skażone smogiem, miejskie powietrze. W zaroślach ma szanse rozwinąć się fauna, rzadziej spotykana w miastach. W końcu nie muszą one kojarzyć się wyłącznie ze szczurami i bezdomnymi pasami. Pod drzewami możemy schronić się w czasie deszczu (nie burzy!), znaleźć kryjówkę przed palącym słońcem, wypocząć w jego cieniu w niedzielne popołudnie. Osiedlowe trawniki są jedyną ostoją natury między blokami, to tutaj dzieci grają w piłkę, emeryci wypoczywają na ławkach, a zwierzęta domowe mogą wybiegać się do woli! Rośliny urozmaicają mikroklimat, wzbogacają atmosferę w tlen, tak potrzebny w zatrutym powietrzu. Podnosząc wilgotność powietrza i zmniejszając dobowe wahania temperatury a także jonizując korzystnie powietrze i wydzielając bakteriobójcze fitoncydy flora okazuje się być konieczna do rozwoju i życia, zwłaszcza w dużych ośrodkach miejskich.

Drzewa pełnią kluczową rolę w architekturze miast. Stanowią istotny element w krajobrazie, komponują się z bryłą i kolorystyką okolicznych budynków, tworzą barwne plamy w strukturze zabudowy. Pomiędzy ciasną zabudową ściany zieleni ograniczają rozpraszanie hałasu, osuszają grunty, co nie jest bez znaczenia, zwłaszcza w miastach cyklicznie borykających się z problemami powodzi.

Zadaniem architektów krajobrazu, jest umiejętne zharmonizowanie budynków z architekturą i terenami zielonymi. Starannie zadbana bryła drzew i układ zieleni jest niezbędnym elementem planu zagospodarowanie przestrzennego miast. Niestety opieka nad nimi najczęściej ogranicza się do radykalnego skracania konarów, lub usunięcia całych drzew. Pretekstów jest wiele, decydenci na siłę dopatrują się znamion choroby, pasożytów, próchnicy, osunięć terenu, zagrożenia dla mieszkańców, ruchu drogowego lub architektury. Wrocław ze swoim magistratem plasuje się na czele niechlubnej listy miast, w których masowo dochodzi do wycinki drzew. Szerokim echem odbiła się sprawa usunięcia grupy wiekowych dębów i platanów z placu przed dworcem PKS, a także niepokojąca od niedawna mieszkańców, masowa wycinka wzdłuż brzegów Odry.

Autobusy nad kościołem

Mało kto wie i jeszcze mniej pamięta, że w miejscu dzisiejszych peronów i budynku dworca PKS przed wojną, w otoczeniu bujnego parku, stał piękny, urokliwy neogotycki  (1871-76 r.) kościół pw. Zbawiciela. Była to świątynia nie byle jaka, bo słynęła spośród kościołów Wrocławia jako największy zbór ewangelicki w mieście. Kościół zachował się w dobrym stanie jeszcze po wojnie, ale podzielił los tysięcy wrocławskich zabytków, okazał się zbyt „niemiecki” i musiał zniknąć. Dziś mamy niepowtarzalną, a może ostatnią okazję zobaczyć fundamenty tej budowli, w związku z planowaną budową centrum handlowego i nowego budynku dworca, rozpoczęto prace ziemne, które odsłoniły resztki przeszłości. Oczywiście można je zobaczyć wyłącznie ukradkiem wpatrując się w prześwity ogrodzenia budowy. W ramach przygotowań pod nową inwestycję bezmyślnie usunięto pozostałości po wspomnianym przykościelnym parku, zwanym „małpim gajem”.

Wiele emocji wzbudziły okoliczności podjęcia decyzji o usunięciu dorodnych dębów. Mocno podejrzany wydaje się zaskakujący zbieg okoliczności pomiędzy terminem tej decyzji, a uchwaleniem planu zagospodarowania właśnie dla omawianej działki. Drzewa usunięto już po uchwaleniu, lecz jeszcze przed uprawomocnieniem planu. Mieszkańcy wystosowali do ratusza pismo protestacyjne, w którym sprzeciwiają się nieuzasadnionej likwidacji drzew i wyrażają zaniepokojenie oraz oburzenie  przebiegiem spraw. W trakcie zbierania informacji potrzebnych do napisania protestu, wyszło na jaw, że decyzję i pozwolenia na wycięcie podjęto już w styczniu 2013 roku. Ponownie urzędnicy umyją ręce, twierdząc że przecież chcieli chronić drzewa, ale procedury i przepisy są, jakie są i niestety procesów urzędniczych nie da się przyspieszyć.

Jednogłośny wybór

Drzewa wycięto, co jest nieodwracalną stratą. Nie ma możliwości zadośćuczynienia, bo nawet nowe nasadzenia wymagają dziesięcioleci, by przywrócić stan sprzed fatalnej decyzji. Okaleczono bezpowrotnie tę część miasta. Karygodne jest też traktowanie obywateli wbrew zasadom demokracji. Przeprowadzono konsultacje społeczne, mające na celu ustalić nastroje obywateli w sprawie zachowania terenów zielonych w tej okolicy. Wyniki były jednoznaczne, wszyscy opowiedzieli się za ich zachowaniem. Wnioski zostały odrzucone, z powodu posiadania przez inwestora zezwolenia na wycinkę. Czy to nie szczyt hipokryzji i ignorancji, pytać mieszkańców o zdanie, wiedząc że nie mają nic do powiedzenia?

By kontynuować mit o Wrocławiu, jako mieście życzliwości, organizuje się pseudo referenda, dając ludziom złudzenie uczestnictwa w decyzjach o kształcie miasta. W tym samym czasie kolejny biznesmen z wypchanym portfelem robi co mu się podoba, bo wpycha do kieszeni kolejnych urzędników gotówkę. Na dodatek mieszkańcom mydli się oczy oficjalnymi deklaracjami o ochronie terenów zielonych, naturalnej wymianie drzewostanu, podobno niezbędnych ze względów bezpieczeństwa, sanitarnych i koniecznych pod względem determinacji rozwoju miasta. Podobno PKP zobowiązało się do nasadzenia nowych 1500 drzew w miejsce tych usuniętych.

Prezydent Dudkiewicz w odpowiedzi na protesty mieszkańców wystosował oficjalne oświadczenie, w którym zapewnia o swoim szacunku do drzew i trosce o tereny zielone Wrocławia. Wspomina o liczbie 160 000 nowych nasadzeń, w okresie ostatnich trzech lat. Jednak czy naprawdę nie można było ocalić tych ponad stuletnich okazów w okolicy dworca? W miarę logiczne wydają się tłumaczenia co do drzew wyciętych wzdłuż Odry w ramach modernizacji wrocławskiego węzła wodnego, choć i te można bez problemu obalić.

Każda ze stron ma swoje argumenty i niebezpiecznie jest oceniać kogokolwiek, nie poznawszy racji każdej z nich. Starając się być obiektywnym nie da się nie zauważyć, ze całą sprawę można było załatwić zgoła inaczej. Wystarczyło już na etapie projektu uwzględnić lokalizację drzew i zachować najcenniejsze okazy, wkomponowując je w zarys i konstrukcję przyszłej budowli. To rozwiązania doskonale znane w innych krajach. U nas najwidoczniej architektom i urzędnikom bliżej do rozbójniczych metod rodem z wieków ciemnych niż do europejskich standardów. Niewłaściwe decyzje, jak ta wspomniana, w przededniu wyborów samorządowych to rzucanie sobie kłód pod nogi i podcinanie gałęzi na której się siedzi.

fot.urbanity.pl

Adam Włodarczyk

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł