Kanał Rss
Content
Jak to ongiś bywało…
1 marca 2012

Karnawał tegoroczny, choć niezbyt huczny i radosny, skończył się. A w kwietniu ponownie ruszymy do zabaw weselnych, festynowych i obowiązkowo na podryw – już z błogosławieństwem wiosny.
Teraz nadszedł czas na refleksje i wspomnienia. Pierwsi, starzy wrocławianie dobrze pamiętają atmosferę i codzienne obyczaje lat 50- i 60-tych minionego wieku. Dorośli, zmęczeni intensywnym budowaniem socjalizmu, odpoczywali w kilku ulubionych miejscach naszego grodu. Jednym z pierwszych „relaksujących” lokali był otworzony już w maju 1945 r. legendarny „Bałtyk” przy ul. Ofiar Oświęcimskich róg Oławskiej. Niedużą lecz przytulną restaurację konspiracyjnie zwano Instytutem Morskim. Ceny były tam niskie zaś personel niezwykle wyrozumiały… Kilka pokoleń pracowników różnych pobliskich instytucji z sentymentem wspomina, jak codziennie służbowo wychodzili z pracy na badania, konsultacje i nasiadówki do Instytutu. Atmosfera sprzyjała nawiązywaniu mnóstwa bezpośrednich, owocnych kontaktów a także kooperacji między socjalistycznymi przedsiębiorstwami…
Ku ogromnemu żalowi i obronnej akcji mediów, kilka lat temu „Bałtyk” hucznie zakończył swoje istnienie, tak jak Gastronomiczna Spółdzielnia
Inwalidów, do której należał… Obecnie jako lokal przechodzi różne koleje, pod różnymi nazwami. Częściowo tradycje owe, szczególnie wśród współczesnego, nowego pokolenia biznesmenów       kontynuuje „Gospoda Wrocławska” w Sukiennicach. Istniejąc obok siedziby Prezydenta Wrocławia, niejako nobilituje swoich gości, tworzących nam demokratyczny, kapitalistyczny dobrobyt… A przekazy z minionych wieków wspominają, że właśnie w owej gospodzie, chętnie odwiedzanej przez zacnych, zasobniejszych mieszczan, działy się sceny wcale nie bogobojne. Zwykłe natomiast były sytuacje gdy nobliwy mąż zasiedział się za długo nad kuflami piwa wpadała po niego rozeźlona, pyskata małżonka, nierzadko przynosząc mu demonstracyjnie
poduszkę…
Co prawda takie obrazki znane są od niepamiętnych czasów w całym świecie, lecz było to dla biesiadników urozmaicenie. Dzisiaj w „Gospodzie Wrocławskiej” temperamenty uspokaja przytulny wygląd i tajemniczy nastrój, przy którym można wczuć się w legendy o dawnych, niekoniecznie lepszych czasach. A ponoć w salach na piętrze wieczorami widuje się wciąż jeszcze skacowane duchy średniowiecznych mieszczuchów…

Na wielu imprezach kolejną młodość przeżywają piosenki o tematyce cygańskiej. A przecież w latach 50- i 60-tych można było we Wrocławiu zobaczyć i na żywo usłyszeć ten folklor. Nie tylko w rejonie ul. Na Ostatnim Groszu, przy Jackowskiego na Biskupinie lecz i w osiedlu Zalesie pojawiały się autentyczne tabory cygańskie. Obok kąpieliska „Morskie Oko”, za Górą Cymborasa, zwaną później Kilimandżaro, na łące, wśród parkowych drzew, Romowie rozbijali swoje obozowisko. Przebywali tam kilkanaście dni i wędrowali dalej. Z Odry brali wodę, nad ogniskami gotowali, śpiewali i tańczyli. Wrocławianie – zwłaszcza w niedzielę po kościele – przychodzili całymi rodzinami bezpiecznie popatrzeć jak na teatr. Chętnie kupowano u Cyganów garnki i patelnie, nota bene w niektórych domach używane do dziś! Góra Cymborasa o wysokości 127 m npm usypana została ok. 1910 r. z ziemi wydobywanej pod budowę kąpieliska. Po wojnie aż do 1956 r. należała do Ludowego Wojska Polskiego jako teren o wyjątkowym znaczeniu strategiczno-obserwacyjnym. Z jej szczytu widać doskonale Wzgórza Trzebnickie, a od południa Ślęzę. Do niedawna krążyły opowieści o tunelu sięgającym z Zalesia do Dworca Głównego. Na szczycie stał solidny bunkier wysadzony w 1983 r. Drugi był na łące, od strony ul. Wieniawskiego. Jedyny bunkier uchował się na poszerzonym terenie „Morskiego Oka”, obok szkoły podstawowej. Gdy w latach 60- kręcono na górze niektóre sceny do filmu „Rękopis znaleziony w Saragossie” oraz „Lalka”, wycięto sporo drzew aby ustawić dekoracje!

Na stokach Cymborasa znajdowały się urokliwe zagajniki świerkowe i obramowane kostką alejki spacerowe. Jeszcze teraz można odszukać ich fragmenty. Ok. roku 1958 zaczęto od strony zachodniej (Mosty Jagiellońskie) wybierać i wywozić ziemię i piasek. W efekcie zlikwidowano łagodne zbocze w zimie wykorzystywane jako długi tor saneczkowy. Na początku lat 70-tychgruntownie remontowano i oczyszczano kąpielisko, równocześnie rozszerzając nieckę wodną i przyłączając tereny przylegające do Kilimandżaro.
W latach 70. powstał na górze pierwszy na Dolnym Śląsku duży tor motocrosowy z prawdziwą trybuną dla widzów kupujących bilety. Wreszcie na jej miejscu, w latach 80. założono nielegalne ogródki działkowe, kwitnące do powodzi 1997 r.
Obszar wokół Cymborasa – drzewostan i łąki, stykające się z dziką częścią Parku Szczytnickiego pełne były pieczarek i kwiecia. Panował tam swoisty mikroklimat. Harcerze urządzali zbiórki i podchody, zdobywając sprawności. Był to przedsmak dzisiejszego survivalu… Teraz jest to półdziki teren crosów kolarskich.

Miedzy Kilimandżaro a Stadionem Olimpijskim mieściły się słynne urocze zakątki, małe alejki i ukryte w kępach drzew marmurowe ławeczki dla zakochanych. 35 lat temu wszystko to bezmyślnie zlikwidowano, wycinając krzewy i wypłaszając także słowiki. A przecież okazywanie sobie uczucia miłości wśród przyrody jest naprawdę urokliwe i ekologiczne…

 

Wojciech Mach

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Read previous post:
Czar tańca

Taniec ma w sobie niewątpliwie pewien pierwiastek magii. Każdy może to potwierdzić, każdy kiedyś „coś” tańczył, zauważając, że to doskonały...

Close