Kanał Rss
Content
Jadwiga Czajkowska „Ufać zbyt mocno”
17 marca 2017

Co się stanie, kiedy w końcu spełnią się wszystkie nasze marzenia?

Blanka Borek zawsze miała pod górkę. W dzieciństwie zepchnięta na margines życia rodzinnego, żyjąc w cieniu biednej i nieporadnej młodszej siostry, od zawsze musiała udowadniać własną wartość. Niestety, nie raz i nie dwa jej determinacja i siła charakteru były powodem zazdrości, a sama bohaterka odczuwała z tego powodu więcej żalu i rozgoryczenia, niż dumy i radości. Ba, taka kobieta sukcesu, wydawać by się mogło spełniająca się w każdej dziedzinie życia, nie realizowała się nawet w miłości. Można powiedzieć, że wręcz przyciągała do siebie mężczyzn, którzy co prawda mieli klasę i styl, ale zależało im jedynie na dobrach materialnych, a nie na stabilizacji i zaciszu domowego ogniska. Z tego też powodu, kiedy zaczęła osiągać sukces, ale jej wizyty w mieszkaniu z dnia na dzień przypominały bardziej jednorazowe wypady do hotelu (czytaj, nie mogła już adorować kochanka w należyty sposób), jej długoletni partner-darmozjad odwrócił się od niej i ostentacyjnie dał nura do innej. Zrozpaczona Blanka zapragnęła znaleźć w końcu odpowiedniego partnera. Teraz, albo nigdy. Jednak nie jest to łatwe zadanie, gdy wokoło płeć przeciwna nastawiona jest jedynie na łatwy zysk i szybką satysfakcję. Cóż, w życiu bywa tak, że tylko do niektórych uśmiecha się szczęście. Inni muszą nieustannie zmagać się z problemami i stresem dnia codziennego. W końcu jednak nawet Blanka spotyka swego księcia z bajki – Marcela. I od tej pory dla niej również otwiera się całkiem nowy, nieznany dotąd i przepiękny świat luksusu i wolnego czasu. Niestety, jak w słynnej piosence wykonywanej ongiś przez Annę Jantar „Nic nie może przecież wiecznie trwać…”.

Muszę przyznać, że nowa książka Jadwigi Czajkowskiej nie przypadła mi do gustu. Mimo, że autorka bardzo barwnie (czasami nawet zbyt barwnie np. wówczas kiedy stosuje takie opisy: „W pękatych kieliszkach do wina ułożyłam kompozycję z pachnącego groszku, tak by część utworzyła dekoracyjne kaskady”) i przede wszystkim sprawnie opisuje życie swojej głównej bohaterki, to trzeba przyznać, że świat wyłaniający się z kart powieści jeśli nie odstręcza, to przynajmniej nie napawa optymizmem. W oczach głównej bohaterki wszyscy mężczyźni to niedorajdy życiowe, maminsynkowie lub sknery. I nawet wówczas, kiedy Blanka spotyka już swojego księcia z bajki, to nawet on, pod koniec książki, wpasowuje się w tezę forsowaną przez autorkę od początku lektury. Świat jest podły, inni mają lepiej, a za szczęście i miłość trzeba zapłacić.

W czasie czytania miałam problem nie tylko z fabułą, ale też z zarysowaniem przez autorkę postaci głównej bohaterki. Ja rozumiem, że wszyscy szukamy miłości, szczęścia i nierzadko zazdrościmy, że innym się łatwiej i lepiej wiedzie. Niestety, tych utyskiwań na życie, przynajmniej w pierwszej części jest bardzo dużo. Czasami wręcz za dużo. „Tak, pomyślałam z zazdrością, zaaplikuje sobie zastrzyk gotówki i zaraz popędzą na zagraniczne wojaże. Kolejny forsiasty facet bawi się maskotką, której wyniki banku zapisane w diagramach nie nawiedzają nawet w snach”. Gdy doda się do tego postać matki, siostry, a przede wszystkim mężczyzn, którzy pojawiają się w powieści, to czasami ma się wrażenie, że świat zarysowany przez autorkę to nie prawdziwe życie, ale życie widziane oczyma skrzywdzonej kobiety. I o ile czytelnik jest w stanie przyjąć ten punkt widzenia w pierwszej części powieści, tak już pod koniec, w moim odczuciu, jest tego trochę za wiele. „Po czterech miesiącach randkowania z pozbawionymi talentu oszołomami, romantycznymi nieudacznikami, fanatykami zdrowego odżywiania, maminsynkami, nudnymi zerami intelektualnymi, erotomanami w jaskraworóżowych koszulach i innymi bezsensownymi typami miałam kompletnie dość”. Do tego dodać trzeba, że główna bohaterka nieustannie daje do zrozumienia, że chciałaby nie pracować i żyć w dostatku, na utrzymaniu męża, choć sama uważa, że utrzymywanie mężczyzny to nienajlepszy sposób na zbudowanie szczęśliwego związku. Rozumiem jednak, że ten układ to wypracowany u boku ukochanego kompromis. W takim razie moja uwaga to zwykłe czepialstwo.

Ogólnie uważam, że książka „Ufać zbyt mocno” przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy w powieściach szukają odskoczni od monotonni życia, i których satysfakcjonuje co rusz potwierdzanie stwierdzenia „life is brutal”. Mnie osobiście Pani Jadwiga Czajkowska nie przekonała do opowiadanej historii, choć nie mogę jej odmówić kunsztu i lekkości pióra.

 

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł