Kanał Rss
Content
Historia Czerwonego Barona
3 marca 2015

Wrocławska ziemia wydała na świat bezapelacyjnie najlepszego lotnika I wojny światowej, przed którym drżeli piloci całej Europy. Mowa oczywiście o Manfredzie von Richthofenie, nazwanym Czerwonym Baronem.

Manfred urodził się w 1892 r. w kamienicy przy Kaiser-Wilhelm-Strasse 92-94 (róg Powstańców Śląskich i Wielkiej). Tutaj też spędził pierwsze dziewięć lat swojego życia. Dorastał w pięknej, reprezentacyjnej dzielnicy Wrocławia, poprzecinanej wieżami wystawnie zdobionych pierzei. W 1901 r. wraz z rodziną przeniósł się do Świdnicy, tam też został posłany do szkoły wojskowej. Dziesięć lat później służył już w armii pruskiej. Początek oficerskiej kariery młodego barona przypadł na czasy I wojny światowej. Jako kawalerzysta stacjonował na terenie dzisiejszej Polski, z dala od linii frontu. Ambitny i żądny sukcesów, nie mógł znieść braku konfrontacji z nieprzyjacielem. W 1915 r. poprosił o przeniesienie do lotnictwa. Od tej pory rozpoczęła się jego ogromna fascynacja awiacją. Wbrew niemieckiej propagandzie – nie był wzorowym uczniem. Co więcej, oblał swój kurs pilotażu, gdy w pierwszym samodzielnym locie uszkodził podwozie aeroplanu.

Sława czerwonego samolotu

Punktem zwrotnym w karierze Manfreda von Richthofena okazało się zaprzyjaźnienie z asem lotnictwa, Oswaldem Boelcke. Po długich staraniach otrzymał upragnioną licencję pilota, Boelcke zaś zaproponował mu szkolenie bojowe i do- łączenie do nowo utworzonej eskadry myśliwskiej Jagdstaffel 2. Od tej pory losy młodego lotnika potoczyły się zupełnie nieoczekiwanym torem. Przez trzy kolejne lata zdołał zestrzelić 80 maszyn wroga, zostawiając w tyle swego mistrza. Charakterystycznym, czerwonym samolotem siał postrach na wszystkich frontach. Otrzymał najwyższe pruskie odznaczenia, błyskawicznie stał się też narodowym bohaterem. 21 kwietnia 1918 r., u szczytu swojej chwały, ruszył po 81. zwycięstwo. Podczas pościgu za brytyjskim samolotem dosięgły go wrogie pociski artyleryjskie. Jeden z nich przeszył ciało barona, uszkadzając jego płuca, wątrobę i serce. Czerwony trójpłatowiec spadł bezwiednie, przynosząc śmierć swojemu pilotowi.

Bohater dla każdego

Co sprawiło, że o Czerwonym Baronie do dziś powstają książki, gry i filmy? Z pewnością swój udział mają tu niezliczone opowieści o rycerskości von Richthofena, który potrafił wylądować w pobliżu zestrzelonego samolotu i uścisnąć rękę swojemu przeciwnikowi. Pomimo tych szlachetnych gestów musimy pamiętać, że stanowił przede wszystkim szalenie skuteczną maszynę do zabijania. Niektóre monografie wspominają wręcz o bezwzględności, z którą zadawał obrażenia wrogim pilotom. Kult Czerwonego Barona w Republice Weimarskiej osiągał nieraz absurdalne rozmiary. Na terenie dzisiejszego Wrocławia znajdywały się aż trzy ulice i dwa place nazwane jego imieniem (ul. Pękalskiego, Górnicza, Unruga oraz pl. Wiślany i plac w okolicach ul. Kosmicznej). Postać asa podchwyciła również nazistowska propaganda, za wstawiennictwem Hermanna Goeringa (który przejął dowództwo na jednostką barona po jego śmierci, w czasach III Rzeszy chciał prawdopodobnie uszczknąć dla siebie część jego chwały). Wydawało się, że okrucieństwa hitlerowców zachwieją globalną pamięć o dawnych niemieckich bohaterach, tak się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie – do dziś Richthofena wspominają miłośnicy lotnictwa na całym świecie.

Czy Polakom wypada czcić pamięć pruskiego pilota? I wojna światowa była ostatnim konfliktem, podczas którego żołnierzy wszystkich narodowości chowano na wspólnych cmentarzach. Wrogom i przyjaciołom od dawano jednakowy szacunek, o czym dobitnie świadczy pogrzeb Richthofena. Ową ceremonię, z wszelkimi wojskowymi honorami, zorganizował 3. dywizjon australijskich sił powietrznych. Uczestniczyło w niej wielu brytyjskich i francuskich pilotów, przedkładających podziw dla człowieka nad nienawiść do wroga.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł