Kanał Rss
Content
Grzech pierworodny krainy
13 marca 2015

Słowo „szaber” pochodzi z jidysz, ściślej może – ze złodziejskiej gwary w tym języku. Oczywiście korzeń słowa jest niemiecki (schaben). Nie chodzi w każdym razie o każdą kradzież czy rabunek, ale raczej o tę specyficzną jego odmianę, którą prowadzi się na terenach dotkniętych wojną czy kataklizmem, w budynkach i na posesjach porzuconych przez pierwotnych właścicieli i strażników.

Wrocław czy całe tzw. Ziemie Zachodnie vel Odzyskane były tak dla Armii Czerwonej, jak i dla przybywających na te ziemie Polaków niewątpliwie wielkim skarbcem. Był to oczywiście skarbiec niebezpieczny, pełen podejrzanych typów, przemocy, niewybuchów, zapadających się stropów i podłóg. Dziś nie zaprzątamy sobie zbytnio głowy tym, ile przedmiotów zmieniło wówczas – wielokrotnie – właściciela, gdzie trafiły i jak szaber zmienił kształt miasta i jego okolic.

Czy można to zjawisko potępiać? Zwłaszcza w wykonaniu polskiej ludności cywilnej? Chodziło o mienie poniemieckie, porzucone, pozostawione w pośpiechu przez właścicieli. Takie poniekąd były prawa historii, by użyć górnolotnych określeń. Dziś mówi się często o „wypędzonych”, ale przecież ich martyrologia to jedynie ułamek tego, co przeżyli Polacy. Naturalne więc było, że ci ostatni nieszczególnie po wojnie przejmowali się faktem, że coś mogło należeć do „jakichś”” Niemców. Trudno powiedzieć, jak zachowalibyśmy się my sami, mając wrażenie, że dokoła nas jest mnóstwo cennego mienia, które – jak się wydaje – nikomu nie jest potrzebne, a my musimy zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Zresztą, w takich chwilach od razu pojawiłoby się myślenie o przyszłości, o zaoszczędzeniu czegoś na ciężkie czasy, o rozpoczęciu budowy fundamentów pod dalsze, normalne życie. Zestaw mebli, stary fortepian, garderoba bezimiennej mieszczki, elegancki piec, miski i naczynia? Jak znalazł.

Oczywiście była też władza , ale w takich chwilach moglibyśmy się zastanawiać, w czym przejmowanie „tego wszystkiego” przez nowe, komunistyczne władze (a na początku de facto przez sowiecką armię) miałoby się różnić od przejmowania mienia przez obywateli – i czy na pewno wówczas doszłoby do lepszego jego wykorzystania. Co ciekawe, w szabrowaniu uczestniczyli też i sami Niemcy, ci którzy pozostali w zdobytej Festung Breslau (oczywiście nie wszyscy) – po prostu wiedzieli najlepiej, gdzie jakie rzeczy można znaleźć.

Tym niemniej nie było przecież tak, że szaber był dziecięcym zbieraniem fantów i skarbów w cudownym mieście. Taki proceder z natury rzeczy prowadzi do wynaturzeń (jak rabowanie grobów), a także do dominacji gangów w typie mafijnym, do walk między nimi, do najdzikszych nawet zachowań. Tak zresztą działo się też i w czasie wojny, i po niej. Wątpliwe, by takim zjawiskom dało się jakoś długofalowo przeciwdziałać. Społeczeństwo – ci, którzy odważyli się w tym uczestniczyć – sądziło najwyraźniej, że temat musi zostać doprowadzony do końca. I rzeczywiście, szaber ustał dopiero wtedy, gdy… nie było już co szabrować, ruiny zaczęto uprzątać, powstawało nowe życie. A fortepiany, skrzypce, misy, bibeloty, posążki, monety, książki, zegarki, srebra i szkatułki – gdzieś tam sobie po kraju krążyły, i zapewne krążą do dziś…

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 1 , Średnia: 5.00 na 5.00)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł