Kanał Rss
Content
Fenomen z wyspy lodu
1 marca 2012

Gdyby w Islandii nie byli potrzebni listonosze, kierowcy i piekarze, zapewne każdy zajmowałby się tam sztuką. To bardzo „natchniony” kraj. Klimat sprzyja inspiracjom, które artyści znajdują w rozległych przestrzeniach, pulsujących wulkanach i gejzerach, szumiących wodospadach, dniach pełnych słońca (latem) i ciemności (zimą). Muzyczne eksperymenty, powstałe w czeluściach islandzkich mgieł, są coraz popularniejsze w Polsce.
W ostatnich dniach dotarły także do stolicy Dolnego Śląska. We wrocławskim Falansterze odbył się koncert Myrry Rós, islandzkiej wokalistki, która wkrótce wydaje swoją pierwszą płytę. Jako support towarzyszy jej Australijczyk Uhlenbruch, tworzący jednoosobowy zespół  Owls of Swamp. Ciepłe brzmienie gitary akustycznej świetnie współgra z mocnym i wyrazistym wokalem Myrry.

Islandzka artystka jest uważana za jedną z najlepszych songwriterek w swoim kraju. Pisane przez nią teksty to wielowymiarowe refleksje przefiltrowane przez chłodną, północną mentalność. Zamarznięcie nam jednak nie grozi – jej niesamowity wokal ubrany w autorskie kompozycje stylizowane na muzykę ludową, oddziaływuje rozgrzewająco i pobudzająco. Część utworów wykonywana jest również w mało znanym języku islandzkim, co stanowi ciekawy eksperyment dla ucha, przyzwyczajonego do języka angielskiego. Pozwala to całkowicie wsłuchać się w wokal, który tworzy jakby odrębny instrument.

Kolejną islandzką songwriterką, mającą coraz większą rzeszę fanów w Polsce jest Halla Nordfjörd. Kiedy w październiku ubiegłego roku pierwszy raz przyleciała do kraju, nikt nie wiedział, czego się spodziewać po jej występach. Ostatecznie grała dla pełnych sal kameralnych klubów.  Druga wizyta w Polsce potwierdziła wielkie zainteresowanie jej osobą. Głównym atutem artystki jest jej głos – lekki i głęboki zarazem. Wokal subtelnie wypełnia dźwięk gitary. Muzyka przykuwa uwagę i działa kojąco. Styl Islandki kojarzyć się może z Tori Amos czy Norah Jones.

Muzyki islandzkiej próżno wyczekiwać w radio. Tworzą ją osoby niezwiązane z komercyjnymi stacjami, skupione na własnym twórczym rozwoju i czerpaniu radości z muzyki w czystej postaci. Z takich osób składa się zespół Ferja. Tworzy go czterech panów. Pochodzą z Höfn – miasta w południowo-wschodniej Islandii, którego sceneria posłużyła twórcom takich filmów jak Tomb Rider czy James Bond. Grają od 2 lat. Na koncie mają jeden album – „A sunny colonnade” i jeden klip – „The finest hour”. Inspiruje ich m.in. Radiohead i Philip Glass i zgodnie twierdzą, że nie chcą, aby Ferja była kolejną niezależną kapelą, która gra muzykę pełną melancholii. Co ciekawe, ich teledysk jest owocem współpracy studentów łódzkiej filmówki i tam został nakręcony. Muzycy deklarują, że swoją pierwszą trasę koncertową po Europie zaczną od Polski. Bez wątpienia znajdą tutaj rzesze fanów, tak jak inne islandzkie zespoły.

Muzyka z Islandii charakteryzuje sporym stopniem ekscentryczności, przestrzenią, nietypowymi formami. Ma w sobie niezwykły spokój i subtelność. Warto wybrać się na koncert i przekonać się, że odziaływuje jak uzdrawiająca hipnoza i ukojenie.

 

Ewa Kowalczyk

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Read previous post:
Jak to ongiś bywało…

Karnawał tegoroczny, choć niezbyt huczny i radosny, skończył się. A w kwietniu ponownie ruszymy do zabaw weselnych, festynowych i obowiązkowo...

Close