Kanał Rss
Content
E-jedzenie
5 marca 2013

W dzisiejszym świecie masowa produkcja produktów spożywczych bez substancji dodatkowych (tzw. „E”) nie jest możliwa. Mowa tutaj o stabilizatorach, emulgatorach i konserwantach, barwnikach oraz polepszaczach smaku, które spożywamy codziennie nawet nie wiedząc o tym, w jaki sposób wpływają zdrowie nasze i naszych dzieci.

 

            Coraz częściej się o nich mówi, dla wielu osób to temat bardzo emocjonalny. Przyjrzyjmy się więc teraz temu, do czego tak naprawdę te substancje służą. Na pewno poprawiają smak i powodują, że produkty, które spożywamy stają się bardziej atrakcyjne i dłużej zachowują świeżość. Głównym celem tzw. „polepszaczy” jest przyciąganie jak największej ilości klientów zarówno poprzez lepszy wygląd żywności, jak i jej przyjemny zapach.

 

            Dzisiejsze wyroby garmażeryjne, sery i wędliny są produkowane jak najtańszym kosztem, więc poprawienie smaku, wyglądu oraz przedłużenie czasami  ich żywotności o tygodnie a nawet miesiące, to główny cel masowych produkcji spożywczych. Tylko czy na pewno jest nam to do szczęścia potrzebne? Czy wędliny lub inne produkty rzeczywiście potrzebują takich długich dat przydatności i poprawy smaku  lub wyglądu? Jeśli nie, to wszystkie „E”, w nadmiarze z pewnością szkodzące lub uczulające, byłyby kompletnie niepotrzebne.
            Niestety, jest tak, ale tylko do pewnego stopnia. Niektóre „E” rzeczywiście głównie wzmacniają smak lub poprawiają barwę serków, lodów, jogurtów, etc – i te „E” należałoby piętnować – ale większość jest stosowana po to, by produkt w ogóle mógł zaistnieć w formie, jaką znamy i do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Bez wielu chemicznych dodatków produkcja żywności na masową skalę najczęściej nie byłaby możliwa, a to ona jest podstawą wyżywienia milionów ludzi na całym świecie.

 

            Współczesne społeczeństwo, choć paradoksalnie posiadające ogromne możliwości komponowania posiłków we własnym zakresie, przy użyciu często najnowszych sprzętów kuchennych i przy wykorzystaniu produktów nie będących owocem masowego przemysłu, poświęca tym przedsięwzięciom coraz mniej czasu. Kupujemy gotowe, okraszone konserwantami i polepszaczami posiłki pakowane próżniowo, tzw. instant (np. „zupki” w proszku), mrożone lub jadamy „lunch na mieście” (w gastronomii również stosuje się „ulepszacze”!).
            Spożywanie chemicznie „doprawionej” żywności wpływa destrukcyjnie na nasze obecne życie. Nie wiadomo natomiast dokładnie, jak daleko idące skutki zdrowotne może mieć w dłuższej perspektywie masowe stosowanie i przyjmowanie rozmaitych konserwantów i ulepszaczy. Nie wiadomo też, jak wpłynie na zdrowie przyszłych pokoleń. Mutacje genetyczne często potrzebują „pożywki”, czyli jakiegoś bodźca, który je uruchomi, a najczęściej nie wiemy, jaki dokładnie jest to czynnik. Prawdą jest powiedzenie, iż „jesteśmy tym, co jemy”. Dlatego też obecna „moda” na żywność ekologiczną, produkowaną lokalnie, w małych zakładach i niewielkich ilościach, według tradycyjnych przepisów, a więc z minimalną ilością substancji dodatkowych lub w ogóle bez nich wcale nie jest przypadkowa.

 

W trosce o zdrowie swoje i przyszłych pokoleń powinniśmy hołdować hasłom:

 

Szukajmy żywności ekologicznej, tradycyjnej.

 

Żywmy się w oparciu o produkty lokalne, wytwarzane w małych, często rodzinnych przetwórniach.

 

Nauczmy się czytać i analizować etykiety – odrzucajmy te, w których od ilości chemicznych dodatków dostajemy „zawrotu głowy”.

 

Poświęćmy trochę czasu na przygotowanie posiłków dla siebie i swojej rodziny – to się nam zwróci w dwójnasób!

Matylda Toczyńska i Robert Dowmund

 

 

 

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 2 , Średnia: 5.00 na 5.00)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł