Kanał Rss
Content
Czeski czerwiec we Wrocławiu – Dobrý večer ve Vroclaví
11 czerwca 2012

Kiedy czytacie Państwo ten artykuł, reprezentacja Polski najpewniej jest już po lub bezpośrednio przed swoim drugim grupowym meczem Euro 2012. W roli przeciwnika wystąpi oczywiście jedenastka z Czech. Nasi południowi sąsiedzi spędzą w stolicy Dolnego Śląska (w przypadku awansu do ćwierćfinałów) całą pierwszą fazę turnieju. To niepowtarzalna okazja do wzajemnego poznania się bliżej, obserwacji ich kultury i obyczajów.

Czesi i ich cztery razy mniejsza od polskiej Republika zdają się nie mieć przed nami żadnych tajemnic. To tylko złudzenie. Rzeczywistość, szczególnie w turystycznym wymiarze, przemawia na korzyść „Pepików” (popularne określenie pochodzi od imienia Giuseppe, a raczej od jego zdrobnienia – Pepa). Typowe potrawy kuchni czeskiej i tamtejsze produkty spożywcze są magnesem dla polskich żołądków. Kiedyś każda wizyta w Czechach kończyła się obowiązkowym przywiezieniem piwa, lentylek, kofoli czy czekolady Studentska. Obecnie te oraz wiele innych produktów jest dostępnych choćby w Hali Targowej, a knedle z wieprzowiną czy smażony ser można zamówić w kilku wrocławskich lokalach – przy Włodkowica i nasypie kolejowym przy Bogusławskiego.

Łączy nas podobny język, należący do jednej rodziny języków zachodniosłowiańskich, ale to tylko teoria. Wystarczy wziąć do ręki dowolną książkę wydaną po czesku, by pozorna łatwość ustąpiła znużeniu, sprawiając przypadkowemu czytelnikowi niemało trudności. Dzieje się tak ze względu na powszechny u nas lekceważący stosunek do nauki czeskiej mowy. Twierdzi się, że „jakoś się dogadamy”. I tak rzekome podobieństwo staje się trwałą barierą po obu stronach Karkonoszy.

Prawdziwy mecz między oboma krajami rozegra się poza stadionem – na co dzień, podczas pobytu tysięcy Czechów we Wrocławiu w roli gości, kiedy Polacy będą sprawdzali się jako gospodarze. Najlepiej gdyby to spotkanie odbyło się w prawdziwie przyjaznej atmosferze. Ze wszystkich kibiców, którzy przyjadą na mecze swych drużyn do Wrocławia, to właśnie Czesi są w największym stopniu potencjalnymi turystami – i dlatego wiele zależy od atmosfery panującej w mieście stu mostów. Jest co nadrabiać, by na długie lata ożywić wzajemne relacje.

Wrocław nie ma oczywiście tej renomy, co Praga. Nie ma też z nią dogodnego połączenia kolejowego. Najszybsza relacja wiedzie przez… Drezno. PKP rekompensuje ten deficyt wspólnym biletem weekendowym na wybrane linie po obu stronach granicy i jednym pociągiem (jeśli nie są remontowane tory) do Pardubic. Inne pociągi dojeżdżają – i to najczęściej w letnie weekendy – do Lichkova, Trutnova lub Bohumina. Kuleje kooperacja firm polskich i czeskich, czego jaskrawym przykładem jest stosunkowo niedawna likwidacja siedziby Centrum Współpracy Polsko-Czeskiej przy ulicy Szewskiej. Jest to sytuacja tym dziwniejsza, że Wrocław jest swoistą bramą dla czeskich turystów oraz inwestorów. W praktyce jednak katedra z Ostrowem Tumskim, mosty, Panorama Racławicka i kamieniczki na rynku ściągają do nas sentymentalnych Niemców. Na czeską nostalgię, mimo że Wrocław przez niemal dwa wieki późnego średniowiecza pozostawał w Koronie Czeskiej, nie mamy co liczyć.

Czesi, co wynika z ich natury i dostatku wrażeń architektonicznych na miejscu, są narodem o wiele bardziej zamkniętym niż Polacy. I jeśli wybierają się nad upragnione morze, to prawie zawsze jest to Adriatyk. Nie emigrują na dużą skalę, przynajmniej nie do Polski, choć wszędzie zdarzają się wyjątki. Spotkanie Czecha w Białymstoku czy Gdańsku jest niewyobrażalne, w Warszawie egzotyczne, a we Wrocławiu rzadkie. Zupełnie inaczej ma się sprawa w przypadku czeskich miast i przebywających w nich jako turyści czy pracownicy Polaków. Mecz własnej reprezentacji bądź koncert zagranicznego zespołu występującego akurat w Polsce, we Wrocławiu, w katowickim Spodku czy Chorzowie to smutny i lapidarny zestaw powodów, dla których Czesi decydują się przekroczyć swoją północną granicę.

Czym więc możemy przyciągnąć do siebie rodaków Jana Husa, których lwia część przyjedzie w charakterze kibiców? Przede wszystkim własną odrębnością, gościną i uśmiechem – tak, by wrócili nad Odrę już jako świadomi wyboru turyści. Powinni zasmakować w polskiej kuchni, poznać Wrocław z zupełnie innej strony, której nie da się oddać na kredowych stronach przewodników. Piłkarskie Mistrzostwa Europy będą także szansą na pozbycie się nagromadzonych przez lata wzajemnych stereotypów. Być może Czesi przestaną kojarzyć się z knedlami, ateizmem i brakiem honoru, a my nie będziemy już postrzegani jako fanatyczni chrześcijanie i alkoholicy. Takie zadanie stoi właśnie przed wrocławianami, którzy jednocześnie staną się reprezentacją Polaków na cały kraj.

Michał Ratajczak

(fot. Adam Jones)

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Wywiad z Jaremą Klichem

Latynoamerykańskie dźwięki gitarowe, połączone z zabawnymi, oryginalnymi fabułami - to wszystko odnajdujemy w "Portrecie Briana Brei” - zbiorze opowiadań autorstwa...

Close