Kanał Rss
Content
Czar bilboardów?
9 października 2014

Przechadzając się ulicami polskich miast – a nie inaczej jest przecież w dolnośląskiej stolicy – ze wszystkich stron epatowani jesteśmy różnorakimi sugestiami odnośnie naszych konsumpcyjnych wyborów.

No i co robić w takim wypadku? Wszystkiego przecież mieć nie można (podobno), choćbyśmy nawet bardzo chcieli, acz przecież reklamy znajdujące się dziś dosłownie wszędzie kuszą nas całą feerią barw i haseł – mniej lub bardziej zachęcających, czasem zabawnych, czasem poważnych (a czasem żałosnych). Większość z nas generalnie z dużą dozą dystansu podchodzi do tego typu reklam, pozując na „świadomych konsumentów”, którzy są w stanie dokonywać racjonalnych „zakupowych” wyborów, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie zawsze nasze chęci są tutaj tożsame z rzeczywistością.

Dlaczego tak jest? Każdy z nas słyszał z pewnością o działaniach podprogowych. W marketingu czyni się takie podejścia niezwykle często, natomiast nie wszystkie próby są pod tym względem skuteczne. Prawdziwie działanie na podświadomość wymaga bowiem niemałego kunsztu. Pamiętać jednak trzeba, że choćbyśmy przechodząc ulicami nie przyglądali się nawet specjalnie reklamą wokół nas, są one zapamiętywane i przechowywane w naszej świadomości – i niewątpliwie mają wpływ na nasze konsumenckie wybory, zacierając najpewniej „racjonalność” dokonywania wyborów. Może więc w istocie rzeczy – bo nie jest to przecież jedyny czynnik „zaciemniający” – skazani jesteśmy na bycie pionkami w grze rozmaitych sił, które rzucają nas w kierunku raz takich, raz innych produktów? Wizja jest nieco fatalistyczna, ale niestety nie całkowicie fantastyczna.

Ostatnimi czas, podróżując PKSem w okolicach Zakopanego miałem okazję na widnokręgu ujrzeć bilboard na którym zamieszczony był dużej wielkości plakat jednego z kandydatów, pochodzący z czasów jeszcze chyba przedpotopowych. Normalna to rzecz w naszym kraju, natomiast rozbawienie budziła sama konwencja – bowiem na twarzy kandydata przyklejona była niemała kartka, która wieszczyła, posiłkując się wykrzyknikami: „Na sprzedaż!”. Nie będę zdradzał jakiej opcji był wymieniony kandydat, bo jest to jeden z bardziej rozpoznawalnych polityków w kraju, natomiast z pewnością nie wzbudziłoby jego radości, gdyby dowiedział się w asyście jakiego hasła (wyborczego?) występuje.

Kilka lat temu głośno było także o różnorakich akcjach „obywatelskiego sprzeciwu” wobec bilboardowej propagandy. Niezależne grupy podejmowały akcje zamazywania wielkopowierzchniowych reklam żartobliwymi hasłami, które miały zmieniać ich znaczenie i całkowicie stępiać ostrze marketingowe. To ciekawa forma pewnej ekspresji uliczno-artystycznej, natomiast wszyscy wiemy, że niestety agresywne kampanie marketingowe mają charakter systemowy – i fali konsumpcjonizmu raczej nic nie powstrzyma.

Inną kwestią odnośnie reklam tego typu jest fakt, że w Polsce niestety mamy do czynienia z – jak się wydaje – nadmierną chciwością właścicieli powierzchni, szczególnie w miastach. I dotyczy to w dużej mierze samych magistratów! Nie jest przecież jakąś szczególną niespodzianką spostrzec u nas sytuację w której bilboardy wpycha się dosłownie „gdzie się da”. Wszędzie tam, gdzie najmniejszy nawet skwerek czy kawałek zieleni. Jest to element braku kultury szacunku wobec publicznej przestrzeni miasta – i ja osobiście traktuję to jako zwyczajne zaśmiecanie. Reklama? Oczywiście – ale z rozsądkiem.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł