Kanał Rss
Content
Co szpeci Wrocław?
7 października 2014

Stolica Dolnego Śląska z roku na rok odzyskuje swój dawny blask. Szczególnie jasnym blaskiem świeci ścisłe centrum, ale i tam defekty widzialne są gołym okiem, nie mówiąc już o przedmieściach czy pozostawionych bez nadzoru placach.

Na pytanie postawione w tytule, wielu bez namysłu odpowie: reklamy. Irytujące są te dzikie, w formie banerowych płacht na dowolnym płocie czy elewacji. Powieszone w pobliżu zabytków, odbierają tym ostatnim cały urok. Jednak i ta dziedzina zaczyna powoli cywilizować się, na co wskazuje obowiązek imitacji fasady remontowanego budynku na wiszącej reklamie. Takie rozwiązanie jest korzystne dla obu stron – wpływy z reklamy zasilają fundusz remontowy, a tymczasowa reklama komponuje się sąsiadującymi budynkami.

Reklamy znajdziemy na budynkach, słupach, przyczepach – wszędzie, gdzie znajdzie się kawałek niezagospodarowanej przestrzeni. Według badań TNS Polska 68 proc. naszego społeczeństwa uważa, że reklamy bardziej szpecą, niż upiększają miasto.

Z problemem wszechobecnych reklam walczy nie tylko straż miejska, ale i urzędnicy – Inspektorat Nadzoru Budowlanego i Konserwator Miejskich Zabytków. W lutym ubiegłego roku do akcji czyszczenia miasta przyłączyli się blogerzy, ukazując jak piękny byłby Wrocław bez zbędnych banerów – a wszystko za sprawą dobrego retuszu. Miasto zapowiada zmiany, jednak władzom brak skuteczności w zatrzymaniu reklamowej rewolucji. Samorządy balansując na granicy niedoskonałego prawa szukają recepty na uporządkowanie miasta poprzez parki kulturowe, kodeksy dobrych praktyk czy zmiany w planach zagospodarowania przestrzennego.

 

W kotka i myszkę

Jako społeczeństwo nie jesteśmy reklamom całkowicie przeciwni, ale nie zgadzamy się na ich wszechobecność i nachalność. Właściciel nieruchomości, który ma w planach wywieszenie reklamy, musi wcześniej zgłosić to w wydziale architektury Urzędu Miasta, czy dzieję się tak zawsze? Odpowiedź jest oczywista.

Po licznych upomnieniach, reklamy znikają na chwilę, by po jakimś czasie pojawić się na nowo.

Wzdłuż ulicy Długiej – od mostu Romana Dmowskiego aż do Tesco uliczne murarze zaklejone są poszarpanymi reklamami. Wrocław jest nimi zaśmiecony do granic wytrzymałości. By jednak miejsce nie świeciło pustkami, sprzedaje się je reklamodawcom, którzy domagają jak najdłuższej ekspozycji banerów.

O ile łatwo przymknąć oko na billboardy, to trudno przejść obojętnie obok pooklejanych kamienic, płotów i słupów. Korepetycje, skupy oraz oferty porad prawnych tuż obok nalepki z zakazem samowolnego umieszczania reklam – wyrywając jedno ogłoszenie wzrasta szansa na wyrwanie kilku poprzednich, bo pomysł i determinacja to priorytet w sprawie walki z reklamowym chaosem.

 

Auto-reklama

Kwestią dyskusyjną są również auta-reklamy. Auto kupuje się za grosze, następnie oblepia reklamami i parkuje w najbardziej obleganych punktach miasta, gdzie zapomniane stoi przez dobre parę miesięcy.

Problemem są również nielegalne reklamy na przyczepach, które szpecą pobocza i skutecznie blokują parkingi. Kierowcy klną pod nosem szukając miejsc parkingowych, które zajmują blokowane przez straż miejską przyczepy, a tych z kolei nikt nie rusza od miesięcy – gdzie logika?  Jak na razie żadne przepisy nie regulują tego, w których miejscach ani w jaki sposób tablice z reklamami mogą być ustawiane.

Kłopotem dnia codziennego są tzw. potykacze, czyli wystawiane przed sklepami i barami stojaki z reklamami. Właściciele, by uniknąć kary, wypierają się ich własności. Zakazy nie obejmują również oklejonych reklamami aut zaparkowanych w centrum miasta.

 

Park kulturowy

W niektórych miastach tworzone są parki kulturowe, które stanowią kolejną formę ochrony zabytków. Ich celem jest wprowadzenie na wyznaczonym obszarze ograniczeń dotyczących prowadzenia działalności usługowej, reklamowej czy prac budowlanych. Władze miasta od dawna planują niwelacje szpetnych reklam z centrum Wrocławia. Zasłonienie szyb sklepów i banków, będzie groziło mandatem.

Umieszczanie krzykliwych i niedopasowanych do charakteru ulicy szyldów to walka o klienta, na którą nie zgadza się miasto. Urzędnikom zależy na uporządkowaniu przestrzeni i utrzymaniu estetyki w sercu Wrocławia.

Park kulturowy obejmie około 210 hektarów w ścisłym centrum miasta. W jego skład wejdzie Stare i Nowe Miasto, wyspy odrzańskie, Ostrów Tumski, Park Słowackiego, Ogród Botaniczny, Promenada Staromiejska i Plac Kościuszki. Mieszkańcy i przedsiębiorcy na dostosowanie się do nowych przepisów będą mieli 12 miesięcy. W uchwale uregulowane zostaną też przepisy dotyczące reklam na rusztowaniach stawianych podczas remontów. Pożegnamy się również z przyczepami i stojakami reklamowymi, a także z ulotkowiczami.

Od wiosny 2015 roku straż miejska będzie upominała, a następnie nakładała mandaty do 500 zł tam, gdzie łamane będą przepisy. Po wejściu w życie uchwały o ustanowieniu parku kulturowego, dużo trudniej będzie zawiesić wielkoformatowe reklamy.

Kraków był pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło u siebie takie rozwiązanie. Przepisy w weszły w życie w czerwcu 2012, przez pierwsze pół roku przedsiębiorców obowiązywał okres ochronny. Czy uda się we Wrocławiu?

 

Kryzys dopada Solny

W październikowym numerze „Słowa” poruszony został temat kryzysu, jaki objawia się w samym centrum Wrocławia. Artykuł „Kryzys dopada Rynek” ma, jak widać swój ciąg dalszy. Witryny-widma straszą na potęgę na Placu Solnym. Z użytku wyłączona jest niemal cala zachodnia pierzeja lokali niegdyś tętniących życiem.

Obecnie mamy tu sklep monopolowo-spożywczy, dwie restauracje, kawiarnię, pub, klub muzyczny, dwa banki, dwie galerie sztuki i sklep ze znaczkami. Jednak od kilku lat plac pustoszeje. Lodziarnia La Scala jest o połowę mniejsza, zniknęły BlueBarCafe, salon mody Deni Cler i dwa banki. Aż sześć lokali czeka na najemcę lub nowego właściciela, niektóre od wielu miesięcy.

Puste lokale na pl. Solnym mają niemal identyczną powierzchnię – ponad 90 m kw. Za pierwszy z nich (pl. Solny 10) trzeba płacić 20 tys. zł miesięcznie. To prywatna nieruchomość. Z kolei lokal na parterze kamienicy przy pl. Solnym 8, należącej do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, jest na sprzedaż. Jego cena wywoławcza to 850 tys. zł, a grudniowy przetarg nie wyłonił nowego właściciela. Do wynajęcia jest także lokal przy pl. Solnym 9 (18 tys. zł za miesiąc). Czwarty pusty lokal na zachodniej pierzei placu należy do gminy (pl. Solny 6-7). Ma prawie 150 m kw., a wywoławczy miesięczny czynsz wynosi tam 5950 zł. W pierwszym przetargu nikt się nie zgłosił.

Miasto wystawiło na sprzedaż barokową kamienicę Oppenheimów przy pl. Solnym 4 w listopadzie 2012 r. za 8,5 mln zł minus 30 proc. bonifikaty przysługującej nabywcom zabytków. W połowie 2013 r. stała się własnością prywatną. Ostatnio rozpoczął się remont jej wnętrza.

Wrocławski magistrat nie angażuje się ani w promocję placu Solnego, ani w ratowanie jego kondycji. Tak, jakby o nim zapomniał. A przecież Solnemu potrzebna jest spójna koncepcja, dobra reklama i strategia rozwoju.

Miasto tłumaczy, że jest właścicielem tylko pojedynczych kamienic na Solnym, inaczej w Rynku, ma więc niewielki wpływ na to, co się w nich dzieje. Biuro Rozwoju Gospodarczego w magistracie na pytanie o działania, jakie podjęło, by zapobiec degradacji placu, odpowiedziało, że ogłosiło przetarg na wynajem lokalu miejskiego.

Żeby Solny był nadal drugim rynkiem, władze miasta muszą określić, jaką funkcję ma pełnić plac. Czy powinien być centrum rozrywkowym, handlowym, artystycznym? A może biznesowym?

W ostatnich miesiącach miasto stara się jedynie zreanimować umierającą ul. Świdnicką. Wysłało do przedsiębiorców ulotki z zaproszeniem do rozmowy, poprosiło wrocławian o przysyłanie opinii, stworzyło stronę internetową ulicy. Takiej pomocy wymaga także plac Solny, i to pilnie, zanim powstanie tu klub go-go, sklep z tanimi winami i kilka lumpeksów.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Polecane artykuły
Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł