Kanał Rss
Content
Być obcokrajowcem we Wrocławiu, jak to?
13 lipca 2012

Fajna była impreza, czyż nie?! Chodzi mi o Euro 2012 i o obcokrajowców, którzy razem z nami bawili się we Wrocławiu prawie przez miesiąc. Kibice z całego świata przy okazji futbolowej imprezy odbyli ciekawą wycieczkę do stolicy Dolnego Śląska. Wrocław to miasto dwunastu wysp i ponad stu mostów, miasto otwarte na nowe idee, gościnne, którego życie kulturalne i naukowe przyciąga i zaskakuje. Wrocław to miasto studenckie, popularne nie tylko w Polsce. Jest ono wyjątkowo atrakcyjne dla wielu młodych ludzi z całego świata. Doceniają oni jego niezwykłą atmosferę oraz to, że kwitnie tu życie nocne. Ważne są również stosunkowo niskie koszty utrzymania w Polsce. Zagraniczni studenci walczą więc o miejsca na wrocławskich uczelniach.

Ale czy naprawdę życie studentów-obcokrajowców na co dzień jest tak interesujące? Jak czują się oni w realiach Wrocławia? Czy korzystają z zaproponowanych przez miasto ofert? A może dla niektórych studia poza granicą ojczyzny to najtrudniejszy okres w życiu? I ciekawe, czy dotyka ich problem rasizmu, przeciwko któremu tak pięknie walczono podczas Mistrzostw UEFA 2012 – i przed którym na wyrost przestrzegano w BBC?

Większość studentów, z którymi prowadziliśmy rozmowy, twierdzi, że w Polsce nie ma rasistów. Ale Oksana, studentka z Ukrainy często słyszy (na ulicy, na uczelni, na forach internetowych): „a… to przecież te Ukraińce”, „…co tu mówić, przecież Ukraińcy zawsze byli katami”, „nienawidzę Ukraińców”.

Ja nie reaguje na takie słowa, ponieważ rozumiem, że niektórzy starsi ludzie mówią to, gdyż podczas II wojny światowej zamordowano ich rodzeństwo na terytorium obecnej Ukrainy. Ale to już historia! A młodzi po prostu wynoszą to z domu i większość z nich nawet sama nie wie, dlaczego tak mówi. „Ale przyjemnie jest słyszeć, kiedy Polacy opowiadają o pięknych wakacjach na Ukrainie, o naszych tradycjach i gościnności. Przecież jesteśmy do siebie bardzo podobni, bo płynie w nas słowiańska krew” – mówi Oksana, studentka III roku filologii na UWr.

Katarina i Cezilia, studentki Politechniki Wrocławskiej pochodzące z Angoli, narzekają na problemy Polaków z językiem angielskim oraz na nachalnych podrywaczy w klubach. Odmienna uroda dziewczyn intryguje bywalców dyskotek i klubów. Właśnie dlatego niektórzy studenci z dalekich krajów wolą unikać takich miejsc. Po prostu obawiają się nachalnych i nietrzeźwych nieznajomych, dla których ich egzotyczny wygląd ciągle jest sensacją.

Pierwsze dni w stolicy Dolnego Śląska były dla dziewczyn trudne i nie wszędzie było łatwo się porozumieć. Znajomość języka angielskiego wśród pracowników akademików jest raczej nikła. Portierki, z którymi trzeba się dogadywać na migi, stają się zwykle bohaterkami anegdot. Ale już niski poziom znajomości języka wśród wykładowców, to problem znacznie poważniejszy.

W przypadku Hai – studenta z Wietnamu – jest tak, że przyzwyczaił się on do tego, że brany jest za Chińczyka, a kiedy przedstawia się jako Wietnamczyk, często słyszy pytanie: „Czy u was nadal trwa wojna?”. Mimo tego przyjazd do Wrocławia nie był dla niego szokiem kulturowym. Do międzynarodowego towarzystwa zdążył się przyzwyczaić w ciągu rocznego pobytu w Wiedniu, gdzie rozpoczął swój program Erasmus Mundus. Bardziej odpowiada mu jednak wrocławskie środowisko, choć żałuje, że obraca się jedynie w towarzystwie obcokrajowców, podczas gdy najbardziej zależy mu na poznaniu Polaków. Zaskoczeniem dla niego były otwarte w niedzielę supermarkety, jednak nawet w nich nie znalazł odmiany ryżu jaśminowego, jaki jada w Wietnamie. Dlatego musi go kupować w Warszawie.

„Kiedy wkroczyłam do akademika Politechniki Wrocławskiej, nie spotkałam żadnej kobiety i nie mogłam porozumieć się z nikim dookoła, chciałam wracać do domu” – narzeka Janani z Indii. Jednak po jakimś czasie dziewczyna zaprzyjaźniła się z polskimi mieszkańcami akademika i z kolegami z uczelni. Janani opowiada, że przed wyjazdem wysłuchała wielu uwag i ostrzeżeń znajomych na temat Polaków: „to złodzieje”, „nie ufaj im”, „uważaj na siebie i nie chodź nigdzie sama”. Mieszkając we Wrocławiu, upewniła się, że to bzdura. „Hola guapa chica!”, czyli po hiszpańsku: „Cześć piękna dziewczyno!” – usłyszała Janani od polskiego studenta, który pomyślał, że jest Meksykanką. Smak wrocławskiego życia polubiła tak bardzo, że gdyby było to możliwe, zrezygnowałaby na jego korzyść z kolejnych semestrów zaplanowanych w Niemczech i Skandynawii.

Jak wynika z powyższych wypowiedzi, wyobrażenia zagranicznych studentów na temat naszego kraju, czy nawet konkretnie – Wrocławia – nie zawsze znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Ci, którzy trochę już nad Odrą pomieszkali, uważają, że jesteśmy powściągliwi w emocjach, nieśmiali czy zabawni, a także niezwykle opiekuńczy i nawet, mimo trudności językowych, za wszelką cenę staramy się pomóc. A życie jak życie, czasem jest lepsze, czasem gorsze. Wiadomo, że każdy z nas jest inny w swoich poglądach i upodobaniach, bo urodził się w innym otoczeniu z innymi tradycjami, ale wspólnie tworzymy społeczność, integrujemy się i poznajemy nawzajem, czynimy nasze życie ciekawym. Największe szaleństwo przypada na lata studenckie, więc bierzemy z niego jak najwięcej, a tak atrakcyjne miasta jak Wrocław będą nam sprzyjać.

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Oddanych głosów: 1 , Średnia: 1.00 na 5.00)
Loading...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

E-prenumeratę wysyłamy z:
Read previous post:
Znów będzie niebezpiecznie

Mówi się, że pogoda zawsze jest dobrym tematem do rozpoczęcia rozmowy lub zabicia głuchej ciszy. Zwłaszcza w ostatnich dniach trudno...

Close