Kanał Rss
Content
„Portugalka” Iwona Słabuszewska-Krauze
4 lipca 2017

Sezon wakacyjny już rozpoczęty, więc część z naszych Czytelników z pewnością zastanawia się, jak i gdzie najlepiej spędzić wakacje. Może trochę podpowiemy, prezentując dzisiejszą pozycję na naszej wakacyjnej liście książek, które warto włożyć do podróżnego bagażu. Jeśli kochacie słońce i wino, to z pewnością książka Iwony Słabuszewskiej-Krauze „Portugalka” może przypaść Wam do gustu.

Iwona Słabuszewska-Krauze powraca do Portugalii. Przypomnijmy, było już „Fado” rozgrywające się w Lizbonie, teraz zaś Czytelnik, wraz z bohaterami wykreowanymi przez autorkę, dostaje możliwość przeniesienia się w bardziej prozaiczne, zdawałoby się, rejony Półwyspu Iberyjskiego. Wszystko jednak po kolei.

Młoda Angielka Sophie dostaje od ojca ziemię położoną w Portugalii, w rodzinnym majątku. Kobieta postanawia, nie zważając na sentymenty, ową ziemię sprzedać, a za pieniądze wykupić na Wyspach mieszkanie dla siebie i swojego ukochanego. Nie jest to jednak, jakby mogło się wydawać z powyższego opisu, dziewczyna pozbawiona uczuć wyższych. Otóż Sophie, mimo iż miała dość dostatnie i dobre życie, nie zaznała wiele miłości rodzinnej. Ciągłe przeprowadzki i kłótnie rodzinne sprawiły, że z dziecka niepewnego i zagubionego stała się kobietą, której jedynym celem było stworzenie prawdziwego domu. Właśnie dlatego, kiedy na horyzoncie pojawia się w końcu możliwość, aby zrealizować to marzenie, dziewczyna nie waha się ani na moment. Niestety, w życiu już tak bywa, że nie wszystko wychodzi tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.

Sophie to nie jedyna bohaterka książki. Wraz z nią poznajemy, kawałek po kawałku, niezwykły i fascynujący świat portugalskich winnic i trudnego, ale i wartego uwagi życia właścicieli winiarskich posiadłości. Jest zatem nestorka rodu Gabryiela, jej syn Leonardo (notabene brat ojca Sophie) oraz Camila i Horacio nad którymi, z niewiadomych przyczyn, ciąży rodzinna tajemnica.

Trzeba przyznać, że powieść poprowadzona jest bardzo sprawnie i z wielkim wyczuciem. Od razu zaznaczam, że „Portugalka” opiera się w większości na długich, ale z pewnością nie nudnych i dłużących się opisach. I tak, pewnie niektórym Czytelnikom w tym momencie zapala się czerwona lampka, jednak owe „przerażające” opisy służą przede wszystkim pogłębieniu psychologii zarówno postaci, jak i lepszemu nakreśleniu tła rozgrywającej się na kartach powieści historii. I jest to zdecydowanie najmocniejszy atut powieści. Portugalia jest tutaj krajem tyleż tajemniczym, co surowym, a praca przy winoroślach to nie jedynie wesołe przyśpiewki lokalnych chłopów, którzy dobrze bawią się przy ugniataniu wina, ale mozolne i wymagające wysiłku fizycznego zmagania z przyrodą.

Mimo, że książka Iwony Słabuszewskiej-Krauze osobiście przypadła mi do gustu, nie mogę polecić jej każdemu. Jeśli ktoś szuka wakacyjnej, letniej opowiastki o miłości, rozgrywającej się w ciekawym miejscu, to z pewnością ta książka nie spełni jego oczekiwać. Miłośnicy zaś kunsztownie i sprawnie budowanej historii, którzy lubią dreszczyk emocji i nie „boją” się przy tym opisów, z pewnością polubią bohaterów „Portugalki”.

Korzenie i poczucie przynależności do miejsca, ludzi, kraju, wszystko to jest bardziej skomplikowane, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Przynajmniej w mojej rodzinie. Mój ojciec uważa się za Anglika, choć urodził się w Portugalii. Jego brat Leonardo jest Portugalczykiem, choć miał za rodziców rodowitą Polkę i Anglika. Moja babka z kolei zachowuje się bardziej jak Angielka niż Polka, a przecież nigdy nie była w Anglii!”

Marzena Tkaczyk

SłabyŚredniDobryBardzo dobrySuper! (Brak głosów! Bądź pierwszy)
Loading ... Loading ...

Reklama
Newsletter
Chcesz być na bieżąco?

Tagi
E-prenumeratę wysyłamy z:
Zobacz poprzedni artykuł